http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lepper w liceum. Uczniowie: robiliśmy sobie jaja

Małgorzata Zubik
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-05 11:00

Uczniowie chichoczą, dyrektorka pisze wyjaśnienia, burmistrz warszawskiego Żoliborza rozeźlony

Andrzej Lepper
Fot. Albert Zawada / AG
Andrzej Lepper
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Poruszenie na Żoliborzu wywołało spotkanie uczniów I LO z Andrzejem Lepperem. Poszerzał ich wiedzę o społeczeństwie i tłumaczył się m.in. z seksafery.

Ogólniak im. Bolesława Limanowskiego ma historię sięgającą dwudziestolecia międzywojennego. Na stronie internetowej chwali się, że absolwentem szkoły był m.in. prof. Zbigniew Religa. Nikt by dziś pewnie o szkole nie dyskutował, gdyby nie "Fakt", który doniósł: "Lepper uczy dzieci seksu".

Jak było z tą lekcją? - Tradycją naszej szkoły są spotkania z ważnymi postaciami życia publicznego - tłumaczy dyrektorka I LO Aldona Bałazińska-Lazur. Padają nazwiska: Andrzej Olechowski, Artur Górski, Danuta Hübner, Bronisław Geremek, Zbigniew Zapasiewicz. - Andrzej Lepper był na spotkaniu w szkole jako polityk, były poseł, były wicemarszałek, były wicepremier i przewodniczący jednej z wielu partii politycznych istniejących w Polsce. Jest postacią kontrowersyjną, jednak ucząc młodzież demokracji, nie unikniemy trudnych tematów. W mojej prywatnej ocenie nie powinien być autorytetem dla uczniów liceum.

Co więc robił w szkole? Dyrektorka mówi, że został zaproszony z inicjatywy młodzieży szykującej się do świadomego uczestnictwa w życiu publicznym. Na jego przykładzie mieli się uczyć krytycznego myślenia i samodzielnej oceny rzeczywistości.

Cztery uczennice z pierwszej klasy zapytane o Andrzeja Leppera stwierdziły, że wolały pójść na zajęcia z WF-u niż na spotkanie z szefem Samoobrony. - Nauczyciele mówią, że nie powinien do nas przyjeżdżać - opowiadają.

Polityk zainteresował za to drugoklasistów, którzy mówią, że było fajnie, bo do szkoły przyjechał ktoś sławny i można było robić sobie z nim zdjęcia. - Lepiej było pójść na Leppera niż na matematykę, bo wiadomo, że na spotkaniu z nim może być wesoło - chichoczą.

Czego dowiedzieli się od przewodniczącego? - Opowiadał o programie partii - tłumaczy Hubert. - I o tym, że w 2003 r. zaczęła się nagonka na Samoobronę. I że musiał odejść z rządu dlatego, że jego partia była niewygodna dla innych partii. Pan Lepper szukał wyborców. Przecież niedługo skończymy 18 lat i będziemy głosować.

- Opowiadał też, że jak Samoobrona paliła kukłę Leszka Balcerowicza, to nie chodziło o samego profesora, tylko o złą sytuację ekonomiczną w kraju - przypomina sobie Maciek.

O co pytali uczniowie? - Było jedno pytanie o seksaferę - opowiada Artur. - Powiedział, że nie miał z tym nic wspólnego. Leciał w tym czasie samolotem i nie mogło się zdarzyć... no to z Anetą Krawczyk.

- Ja wolałbym, żeby do szkoły przyjeżdżały autorytety - mówi Piotrek. - Jeśli jest szum wokół spotkania z panem Lepperem, to dlatego, że my się z niego nabijamy.

Niewesoło jest za to władzom Żoliborza. Urzędnicy sprawdzili: za zaproszenie kontrowersyjnego polityka dyrektora szkoły odwołać nie mogą. Ale skrytykować, owszem. Rzecznik Andrzej Kawka: - Trudno się cieszyć, że w spotkaniu z młodzieżą uczestniczył ktoś, na kim ciąży prawomocny wyrok, mam na myśli wysypywanie zboża. To nie jest postać do rozmów z młodzieżą, dlatego burmistrz poprosił o wyjaśnienia.

Odpowiedzialny za warszawską oświatę wiceprezydent Włodzimierz Paszyński najpierw myślał, że wizyta polityka Samoobrony w szkole to żart. - Szkoda, że zdarzyło się to w warszawskim liceum, ale na tym polega wolność i autonomia szkół - kwituje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów