Dzieci z wadami serca, z sześcioma palcami u rąk albo w ogóle bez palców, zdeformowane, z wadami mózgu - opowiadają reporterom BBC lekarze z centralnego szpitala w Falludży. - W ostatnich latach mamy kalekich niemowląt wielokrotnie razy więcej niż dawniej. Każdego dnia dwa albo trzy...
Szpitalne statystyki wykazują, że dzieci z wadami serca rodzi się w Falludży 13 razy więcej niż np. w Europie, czyli 95 na każde 1000 urodzeń. Dlaczego? Lekarze widzą tylko dwie możliwe przyczyny.
- Spaliny, skażona woda, chemikalia, złe odżywianie, fatalny stan psychiczny i fizyczny matek - wymienia dyrektor szpitala dr Ajman Kais. To oczywiste wyjaśnienie - wiadomo, że po obaleniu Saddama Husajna w 2003 r. fatalne warunki życia zabiły więcej Irakijczyków niż bomby czy karabinowe kule.
Wielu lekarzy twierdzi jednak, że główną przyczyną deformacji płodów są tysiące radioaktywnych bomb, które przed sześciu laty zrzucili w Falludży Amerykanie. Miasto położone 50 km na zachód od Bagdadu - dziś oaza spokoju - było wtedy kontrolowane przez irackich rebeliantów i prominentów obalonego reżimu Saddama. W marcu 2004 r. schwytali oni, pobili i spalili żywcem czterech amerykańskich ochroniarzy z firmy Blackwater. Zdjęcia ich zwęglonych ciał wiszących na moście przecinającym Eufrat zaszokowały Amerykę i świat.
W odwecie żołnierze
USA przystąpili do wściekłego szturmu na Falludżę. Na miasto spadały tysiące bomb, które - oprócz rebeliantów - zabijały i raniły także cywilów. Na miejscu była ekipa katarskiej telewizji Al-Dżazira, która na okrągło nadawała relacje z oblężenia. Obrazy rannych kobiet i dzieci sprawiły, że spokój i sympatia, którymi po obaleniu Saddama przez rok cieszyli się Amerykanie, skończyły się bezpowrotnie. Zastąpiła je nienawiść, którą podsyciły jeszcze opublikowane miesiąc później zdjęcia z tortur Irakijczyków w amerykańskim więzieniu Abu Ghraib.
Z każdym dniem ofiar cywilnych w oblężonej Falludży przybywało. Oburzenie w całym świecie arabskim było tak wielkie, że dowództwo sił USA podjęło decyzję o wstrzymaniu szturmu. Zwycięscy rebelianci przez całe lato 2004 r. obcinali głowy amerykańskim zakładnikom i podkładali w Bagdadzie bomby. W listopadzie 2004 r. tysiące marines i lotnictwo przystąpiły do ostatecznego szturmu. Rebelianci, najczęściej byli żołnierze elitarnych jednostek Saddama, bronili się zaciekle mimo wielkiej przewagi przeciwnika. Stracili 1,5 tys. zabitych, ale sami zabili stu marines. Amerykańskie straty pokazują, jak mordercza i intensywna była to bitwa - rok wcześniej w sześciotygodniowej wojnie z armią Saddama na terenie całego Iraku zginęło 192 żołnierzy USA, czyli zaledwie dwa razy więcej.
Amerykańskie dowództwo przyznaje, że w Falludży używano bomb fosforowych, które wywołują ciężkie poparzenia, ale nie powodują tak długotrwałego skażenia. Jeśli cokolwiek mogłoby je spowodować, to bomby ze zubożonym uranem, których Amerykanie używali w obu wojnach z Irakiem na masową skalę.
Zubożony uran wykorzystuje się militarnie od lat 70. ubiegłego wieku. Jest on odpadem w procesie wzbogacania naturalnego uranu używanego do produkcji bomb albo energii elektrycznej w reaktorach jądrowych. To, co zostaje, czyli słabo radioaktywne cząstki, mają wielki ciężar właściwy i doskonale nadają się np. do przebijania betonowych ścian lub pancerzy.
Naukowcy, obrońcy praw człowieka i wojskowi od dziesięcioleci spierają się, czy odłamki bomb ze zubożonym uranem pozostają szkodliwe po detonacji. W 1999 r. Rand Corporation na zlecenie Departamentu Obrony USA przeprowadziła badanie, które zakończyła konkluzją: "Nie ma żadnych dowodów na to, że ekspozycja na zubożony uran może wywoływać raka lub mieć jakikolwiek ujemny wpływ na zdrowie ludzkie". Również Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej w 2003 r. ogłosiła, że "w oparciu o wiarygodne świadectwa naukowe nie można wysnuć żadnego związku między ekspozycją na zubożony uran a pogorszeniem stanu zdrowia. Dopiero wdychanie lub spożycie jest szkodliwe".
W 2004 r. brytyjscy lekarze stwierdzili, że dzieci żołnierzy, którzy walczyli w pierwszej wojnie z Irakiem w 1991 r., są obarczone podwyższonym o 50 proc. ryzykiem deformacji. Ich ojcowie walczyli w rejonach zbombardowanych uprzednio zubożonym uranem i wdychali pył uranowy, który wytwarza się po eksplozji. Ale brak definitywnych dowodów, że to była jedyna przyczyna. Żołnierze na współczesnym polu walki są bowiem narażeni na wiele różnych niekorzystnych czynników.
Była iracka minister ds. kobiet Nawal Majeed a-Sammarai i dwaj brytyjscy lekarze David Halpin i Chris Burns-Cox w specjalnej żądają od ONZ niezależnego śledztwa w sprawie noworodków z Falludży. Na razie pewne jest tylko jedno: bez względu na to, czy zwyrodnienia są wynikiem bombardowań, czy nędzy i chaosu po obaleniu Saddama, nie byłoby ich, gdyby nie wojna stoczona kilka lat temu przez dorosłych.