http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemcy karzą terrorystów

Bartosz T. Wieliński
2010-03-05, ostatnia aktualizacja 2010-03-05 01:54

Fot. POOL REUTERS

12 lat spędzą w więzieniu Fritz Gelowicz i Daniel Schneider, którzy przeszli na islam i trzy lata temu szykowali zamach na amerykańskie bazy w Niemczech.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Gdy wczoraj rano Gelowicz, Schneider i ich wspólnicy Adem Yilmaz oraz Atilla Selek wchodzili na oddzieloną kuloodporną szybą ławę oskarżonych sądu w Düsseldorfie, na ich twarzach było widać zdenerwowanie.

Niedoszli zamachowcy liczyli na łagodniejsze wyroki, bo podczas trwającego niecały rok procesu składali wyczerpujące zeznania. Ale sąd nie wziął tego pod uwagę.

Za członkostwo Islamskiej Unii Dżihadu, powiązanej z Al-Kaidą grupie terrorystycznej, i planowanie wielokrotnego zabójstwa, przywódcę grupy Fritza Gelowicza oraz jego prawą rękę Daniela Schneidera skazano na 12 lat. Yilmaz spędzi za kratami rok mniej. Selek, który załatwił terrorystom zapalniki do bomb, usłyszał wczoraj pięcioletni wyrok.

- Oskarżeni chcieli wcielić się w rolę islamskich aniołów śmierci i planowali urządzić w Niemczech krwawą łaźnię. Zamachów na taką skalę nigdy wcześniej w Niemczech nie planowano - mówił sędzia Ottmar Breidling.

O "terrorystach z Sauerlandu" Niemcy po raz pierwszy usłyszeli rano 4 września 2007 r. Dzień wcześniej komandosi z jednostki GSG-9, wspierani przez kilkuset policjantów, zaatakowali domek letniskowy w miasteczku Medebach-Oberschledorn w Sauerlandzie. W kuchni Gelowicz, Schneider i Yilmas właśnie mieszali w garnkach podgrzaną wodę utlenioną, kwas solny i mąkę. Zamierzali wyprodukować silny materiał wybuchowy zwany "matką szatana". Pod ręką mieli zapalniki, a w garażu stały samochody, na które miały trafić wyprodukowane w domku bomby.

Zamachowcy zamierzali potem uderzyć w Ramstein - największą amerykańską bazę w Europie. Na liście celów były też amerykańskie koszary w Hanau oraz dyskoteki i puby, w których bywają amerykańscy żołnierze. Liczyli, że masakra będzie tak duża, że Bundestag natychmiast wycofa z Afganistanu niemieckich żołnierzy. Już później okazało się, że terroryści planowali też zamachy na polityków.

Akcja komandosów - największa obława na terrorystów w Niemczech od 1977 r., czyli polowania na członków Frakcji Czerwonej Armii - była przygotowywana od dawna. Służby wytropiły Gelowicza pół roku wcześniej, wiedziały też o jego powiązaniach z Islamską Unią Dżihadu i pobycie w obozie szkoleniowym Al-Kaidy w Pakistanie.

Agentom Federalnego Urzędu Kryminalnego udało się też podmienić beczki z wodą utlenioną, zanim kupili je terroryści. Zamiast silnie stężonej substancji dostali jej słaby roztwór, który nie nadawał się do produkcji materiałów wybuchowych. Terroryści nic o tej zamianie nie wiedzieli, choć gdy mieszali składniki, niepokoił ich brak drażniącego zapachu.

Twarze Gelowicza i wspólników Niemcy zobaczyli po raz pierwszy w kwietniu zeszłego roku, gdy na ławie oskarżonych sądu w Düsseldorfie zasiedli brodaci młodzi ludzie (najstarszy miał 30 lat). Gelowicz i Schneider przeszli na islam jako nastolatki.

Razem z procesem rozpoczęła się też debata o bezpieczeństwie. Służby specjalne dość dokładnie patrzą na ręce muzułmańskim emigrantom, którym marzy się święta wojna, ale wobec konwertytów są raczej bezsilne, a tych co roku ciągle przybywa o kilka tysięcy. Wielu bardzo szybko (i tak jak Gelowicz) wyjeżdża do obozów szkoleniowych Al-Kaidy. Dwa lata temu pojechało tam 140 osób, a większość wróciła już do Europy. Tak jak poszukiwany 20-letni Eric Breininger, kolega terrorystów z Sauerlandu.

Ich proces pokazał kolejny niepokojący mechanizm. Gelowicz i Schneider, sfrustrowani młodzieńcy załamani po rozwodach rodziców, którzy - niepotrafiący odnaleźć się w społeczeństwie - ukojenie znaleźli właśnie w islamie. Podczas procesu i wcześniejszych przesłuchań szczegółowo o tym opowiadali. - To kopalnia wiedzy dla ekspertów. Potrafimy zwalczać terrorystów, ale nie potrafimy powstrzymać ludzi, by nie wchodzili w ich szeregi - pisze "Die Zeit".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':