http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Maciek - człowiek, który zatrzymał Tuska

Jacek Kowalski
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-04 12:47

160 znaków. W tylu musisz się zmieścić, pisząc w Blipie. Premier dał radę, informując Maćka, że chce się z nim spotkać jako z twarzą polskiego internetu. I że z tą twarzą zamierza poważnie porozmawiać

ZOBACZ TAKŻE
"Twarz polskiego internetu" na początku trochę się boczy. Nie życzy sobie, żeby (ani w rozmowie, ani w tekście) używać tego sformułowania. Ale ostatecznie fakty to fakty, a z nich wynika jasno, że to właśnie Maciej Budzich ostatnio urządził nam internet. Dokładniej: powstrzymał rządowe zakusy na cenzurowanie stron WWW.

Grudzień 2009

To wtedy kancelaria premiera ostro wchodzi w net. Podawane przyczyny są tak banalne, że wydają się nieprawdziwe - chęć lepszego komunikowania się z młodą częścią społeczeństwa. Blip, Twitter, Facebook, a w planach - jak się okazuje - spotkania z internautami. - Kancelaria tak naprawdę wtedy dopiero odkryła media społecznościowe. - Trochę późno, nie? - Maciej uśmiecha się, zawija kosmyk włosów za ucho.

Nie spał od 18 godzin. Nie czuje senności, chociaż nie stosuje żadnych używek. Zero kawy, papierosów, red bulli. Po prostu - mało śpi. Od trzech miesięcy tak ma. - Zawsze można to rozpatrywać pod kątem PR-owym. Albo wyborów [w grudniu Donald Tusk jeszcze się wahał, czy wystartować w wyborach prezydenckich]. Ale myślę, że to był jednak ciekawy krok. Musiał im to doradzić ktoś, kto ma łeb na karku. W każdym razie, jeśli pytasz o moje zdanie, to niezależnie od preferencji politycznych powiem ci, że politycy powinni jak najwięcej używać takich narzędzi. Na dobre im wychodzi.

Rząd publikuje na początek komunikaty. Ktoś w Blipie rzuca pomysł: skoro chcą być trendy, to wykorzystajmy to, zróbmy spotkanie internautów z premierem. Maciek pisze o tym w blogu. I już go ludzie z kancelarii namierzają jako jednego z kilku, z którymi można rozmawiać - jako twarz.

Wkrótce potem z kancelarii premiera dostaje - przez Blip - propozycję: będą rozmawiali, a on ma reprezentować internautów. Na razie ma być lajtowo, bez żadnych konkretnych tematów. No i dobra, jak chcą pogadać, niech gadają. Stresu nie ma. Informacja z Blipa ani go nie wkurzyła, ani specjalnie nie ucieszyła. Norma. Jakby premier codziennie do niego pisał.

Mniej więcej w tym czasie Maciek ślepnie.

18 grudnia 2009 roku

Serwisy internetowe oszalały. Jutro będą krzyczały też tytuły papierowe: Tusk cenzuruje nam internet! Chiny to pikuś! Pod pozorem delegalizacji e-hazardu władza wprowadza Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Zagotowali się też internauci. "Blokada = cenzura", "Gdzie nasza wolność?", "Łapy precz od internetu!" - piszą na blogach i w komentarzach. Budzich: - Wtedy już wiedziałem, o czym będziemy rozmawiali.

Chociaż nie wiedział, czy da radę. Fizycznie.

Z Koszalina do Warszawy przyjechał w 1999 roku. Grafik komputerowy z wykształcenia szukał tu roboty. - Szybko zahaczyłem się w studiu graficznym. Pracowałem przy "Nowej Fantastyce", potem przy magazynie "Brief".

Teraz zarabia na swoim blogu i organizuje konferencje. No i trochę jeszcze dłubie przy grafice. Z tego żyje.

Jak się ma 32 lata, człowiekowi wydaje się, że jest z żelaza. I tak było - do dnia, kiedy prowadząc ważną konferencję, Maciek poczuł, że oślepł. Nachylał się po szklankę wody i bach! - zrobiło się ciemno. Zupełnie znienacka. Potem jasno, jakby ktoś znowu włączył światło. Wzrok wrócił, ale Budzich wystraszył się. Poszedł do lekarza - pierwszy raz od dziesięciu lat. - A on mi powiedział, że przy takiej ilości kreatyniny we krwi pobiłem wszelkie rekordy. Że przy takich wskaźnikach normalny człowiek nie powinien stać.

Kreatynina
(z gr. kreas - mięso, nazwa systematyczna: 2-imino-1-metyloimidazolidyn-4-on) - organiczny związek chemiczny, pochodna kreatyny. Występuje we krwi i w moczu. Stanowi produkt metabolizmu, jest wydalana z organizmu przez nerki z moczem stanowiąc oprócz mocznika jeden z głównych związków azotowych (źródło: Wikipedia).



Nawet teraz, gdy rozmawiamy, Maciek ma otwarty program graficzny i cały czas w nim dłubie. Składa magazyn. Nie przeszkadza mu w tym ani rozmówca, ani dwumetrowy kabel, który łączy go ze sztuczną nerką.

Ale to przyszło z czasem. Bo z początku przeszkadzało, uwierało. Dopiero tydzień temu pochwalił się w Blipie: "Udało mi się stworzyć drugie stanowisko pracy, łączące 3 w jednym: główny komputer do pracy, łóżko oraz cykler - sztuczną nerkę; nawet da radę pracować".

26 stycznia 2010 roku

Premier ma dosyć internetowej nagonki na siebie, rząd i pomysł cenzurowania WWW. Czuje, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Chciał dobrze - afera hazardowa szaleje, ludzie narzekają, więc trzeba było pokazać, że rząd jest świętszy od papieża. Stąd pomysł z indeksem stron zakazanych. Ale ludzie, zwłaszcza w internecie, tego nie kupili.

„Czy po wprowadzeniu przepisów o blokowaniu »stron zakazanych « przywróci pan »spis ksiąg zakazanych «?” - ironizuje jeden z internautów. Pojawiają się też głosy zestawiające działalność obecnego rządu z poprzednikami. Porównania wypadają na niekorzyść ekipy Tuska: „Zauważ, że ani Giertych, ani Kaczyńscy nie próbowali takich metod, jak próbuje obecny rząd. Przypomnę: podsłuchiwanie kilku dziennikarzy, podsłuchiwanie adwokatów podczas rozmów z klientem, udostępnianie danych z podsłuchów służb specjalnych na potrzeby prywatnych sporów urzędnika państwowego z prasą, obecne próby cenzurowania internetu...” - piszą ludzie w sieci.

Gdy w Facebooku powstaje profil "Niech rząd odczepi się od internetu" (6692 fanów), premier postanawia działać. Pisze list (a następnie publikuje go w necie) i się tłumaczy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów