Tyle że zamiast symboli życia na plakacie mamy symbol ludobójstwa, masakry, okrucieństwa. Zamiast przekonywać do swoich racji, obrońcy życia szokują obrazami i skojarzeniami. Każdy, kto dopuścił się aborcji albo zgadza się, żeby kobiety miały do niej prawo, ma w tym billboardzie przejrzeć się jak w lustrze. I zamiast swojego oblicza ujrzeć twarz zbrodniarza.
Jednych plakat oburzy, inni go poprą. Ale wszystkimi wstrząśnie, a przynajmniej powinien. Bo jest szokujący.
- W walce ze straszną rzeczą, a taka jest aborcja, słabe metody nie działają - tłumaczy jeden z organizatorów tej akcji. A jeśli komuś się własna twarz skojarzy z Hitlerem, to jego problem - dodaje.
Żyjemy w państwie demokratycznym, w którym każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy, dobitnie i wyraziście. Ale niezależnie od tego, co się myśli, pewnych barier nie wolno przekraczać. Nie wolno łamać podstawowych zasad. Nie wolno szczuć jednych na drugich, rozwijać fanatyzmu, podgrzewać nienawiści. A to właśnie fundacja Pro teraz robi, kompletnie rozmijając się ze swoim naczelnym hasłem obrony życia.
Do szokujących wyznań i zdjęć w tabloidach już się przyzwyczailiśmy. Kto chciał, mógł sobie obejrzeć znanego senatora w damskim ubraniu albo zwłoki topielca po trzech dniach leżenia w wodzie. Ale musiał pójść do kiosku.
W tym spektaklu - chcemy czy nie - bierzemy udział wszyscy, także dzieci. Niezależnie poglądów i chęci. Wystarczy przejść się ulicą i mieć oczy otwarte.
Źródło: Gazeta Wyborcza