Maj 2009 r. "Bunte", jeden z najpoczytniejszych niemieckich tygodników plotkarskich publikuje
ekskluzywny materiał o nowej przyjaciółce Franza Münteferinga, byłego szefa SPD i wicekanclerza. Jak ujawnił "Bunte", 69-letni polityk związał się z młodszą o 40 lat Michelle Schumann. - To najpiękniejsza wiadomość maja, miesiąca miłości - pisał "Bunte" podając szczegóły znajomości z nazwami restauracji, w których para się spotykała. I dodając mnóstwo zdjęć.
Historia obiega kraj, a część Niemców ocenia romans Münteferinga z niesmakiem - wszak rok wcześniej pochował żonę. Jak redakcja "Bunte" dotarła do szczegółów ujawnił właśnie tygodnik "Stern". Okazało się, że Münteferinga i jego przyjaciółkę śledzili wynajęci przez "Bunte" pracownicy berlińskiej agencji fotograficznej CMK.
Teraz byli pracownicy agencji znów za pieniądze opowiedzieli "Sternowi", że za panną Schumann jeździli dzień i noc. Żeby dowiedzieć się czy jest w swoim berlińskim mieszkaniu wrzucali jej do skrzynki ulotki reklamowe i sprawdzali czy je wyjmuje. Pod wycieraczką przed mieszkaniem Münteferinga zamontowali czujnik ruchu, który alarmował gdy ktoś z
mieszkania wychodził. CMK wynajęło mieszkanie w kamienicy naprzeciw Münteferinga, by obserwować co robi i z kim się spotyka. - To metody tajnych służb a nie dziennikarzy - komentowano w Niemczech doniesienia "Sterna".
CMK szpiegowała nie tylko Münteferinga. Kilka dni temu okazało się, że zajmowali się innymi znanymi politykami za co "Bunte" zapłaciła im w sumie ćwierć miliona euro.
W 2007 r. CMK sfotografowała Günthera Verheugena, niemieckiego komisarza UE z szefową swojego biura z którą miał mieć romans. Dopadli też Horsta Seehofera, premiera Bawarii - w "Bunte" ukazały się zdjęcia jego nieślubnego dziecka. Ich ofiarą padło kilku innych znaczących niemieckich polityków.
Śledzony był Oskar Lafontaine, szef populistycznej Lewicy - "Bunte" chciała udowodnić, że związał się z wschodzącą gwiazdą partii, piękną Sarą Wagenknecht. Agencja zamierzała umieścić w Lewicy kilku swoich ludzi a mieszkanie Lafontaine'a obserwować ukryta kamera. Akcję w końcu odwołano, bo nie dało się udowodnić, że Lafontaine'a i Wagenknecht cokolwiek łączy.
Sprawa Lafontaine'a wywołała dodatkowy skandal gdy pod koniec zeszłego roku tygodnik "Focus" napisał, że polityk jest śledzony przez nieznanych ludzi. "Focus" i "Bunte" należą do tego samego koncernu wydawniczego "Burda" a naczelni obu pism są parą. Konkurencja sugeruje, że naczelna "Bunte" Patricia Riekel informowała o sprawie Helmuta Markworta, szefa "Focusa", a ten kazał dziennikarzom zająć się Lafontainem.
Riekel temu zaprzecza. Nie zaprzecza natomiast, że zamawiała w CMK zdjęcia znanych polityków. - Jeśli ktoś jest osobą publiczną musi liczyć się z tym, że będzie obserwowany - tłumaczyła. "Sterna" naczelna "Bunte" zamierza pozwać do sądu i ani myśli przepraszać ofiary papparazzich.
Tymczasem do niedawna prywatne życie polityków było dla dziennikarzy i paparazzi tematem tabu chronionym przez kilka orzeczeń sądu najwyższego. "Bunte" wielokrotnie je złamała i na dodatek uciekła się do metod kojarzących się ze Stasi czyli enerdowską bezpieką.
- Jeśli dziennikarz fotografuje polityka w jego mieszkaniu, to łamie prawo - ocenia "Die Zeit". - Dziennikarze śledczy nie mogą zajmować się życiem intymnym innych - dodaje była minister sprawiedliwości Brygidte Zypries.
"Frankfurter Rundschau" podkreśla, że media to nie fabryka samochodów i nie mogą wycofać wadliwego produktu z rynku. Błąd odbija się na wizerunku zawodu dziennikarskiego i tak już fatalnie postrzeganego w społeczeństwie. Tylko 11 proc. Niemców szanuje dziennikarzy.