http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Afera lobbingowa w Kongresie USA

Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-03 17:48

Charles Rangel
Charles Rangel
Fot. Gerald Herbert AP

Z powodu zarzutów korupcyjnych do dymisji podał się wczoraj przewodniczący potężnej komisji ds. podatków Kongresu USA

Charles Rangel, demokrata z Nowego Jorku, to jedna z najbarwniejszych postaci amerykańskiego parlamentu. Bohaterski żołnierz z wojny koreańskiej, na kongresmana został wybrany w 1970 r. z nowojorskiego Harlemu. Był jednym z założycieli klubu skupiającego w Kongresie polityków czarnoskórych.

Trzy lata temu został szefem komisji ds. podatków Izby Reprezentantów. Uważana jest ona za elitarną, jej członkowie z reguły nie zasiadają w żadnej innej komisji Kongresu.

Jednak Rangel od początku szefowania miał kłopoty, którymi zajmowała się komisja etyczna Izby. Oskarżano go o zbyt bliskie kontakty z wielkimi koncernami, żywo zainteresowanymi przepisami podatkowymi, nad którymi pracowała komisja Rangela.

W połowie 2008 r. "New York Times" opisał, że Rangel wynajmuje - na biuro i prywatny apartament - cztery połączone duże mieszkania na Manhattanie, za które płaci deweloperowi niecałe 4 tys. dolarów, gdy cena rynkowa wynosi ponad 8 tys. Wyszło też na jaw, że kongresmen taniej niż powinien kupił willę na Dominikanie i nie płacił podatków od jej wynajmu - w sezonie wynajmował ją nawet za 1,1 tys. dolarów za noc.

Łącznie Rangel nie zapłacił 80 tys. dolarów podatku. Choć już w 2008 r. Izba Reprezentantów przegłosowała rezolucję o tym, że Rangel "przyniósł wstyd Kongresowi", ten nadal walczył o swe stanowisko i miał w tym wsparcie szefowej Izby, demokratki Nancy Pelosi.

W ubiegłym tygodniu komisja etyczna potępiła Rangela w kolejnej sprawie. Okazało się, że dwie, warte 11,8 tys. dolarów wyprawy na konferencje na Karaiby, organizowane oficjalnie przez fundację nowojorskiej gazety "NY Carib News", tak naprawdę finansowane były przez koncerny telekomunikacyjne. Komisja etyczna nakazała Rangelowi i czterem innym kongresmanom zwrot kosztów ekskluzywnych podróży.

Jednak 80-letni Rangel nadal walczył o zachowanie stanowiska. Jeszcze we wtorek wieczorem spotkał się z szefami Demokratów w Kongresie i twierdził, że nie zamierza rezygnować. W nocy solidarność demokratów w jego obronie zaczęła się jednak kruszyć, przeciw niemu zaczęli też występować kongresmani murzyńscy, dotąd stojący za swym liderem murem. Demokratom groziło, że republikanie zdobędą większość głosów w komisji podatkowej, potrzebną do odwołania Rangela.

Wczoraj rano Rangel wreszcie wydał oświadczenie, że "poprosił o urlop z funkcji przewodniczącego komisji do czasu zakończenia prac przez komisję etyczną". Komentatorzy podkreślają, że sprawa Rangela może Demokratom zaszkodzić w tegorocznych wyborach do Kongresu w podobny sposób, jak liczne skandale etyczne zaszkodziły republikanom w latach 2006-2008.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':