http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak Chile uniknęło tysięcy ofiar

Tomasz Surdel, Buenos Aires
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-03 15:10

Chilijczycy od przedszkola uczą cię, że trzeba być gotowym na trzęsienie ziemi i jak się wtedy zachować.


Fot. Fernando Vergara AP
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Choć w sobotę ziemia w Chile zatrzęsła się z siłą aż 8,8 w skali Richtera - było to jedno z najsilniejszych trzęsień w historii - ofiar jest stosunkowo niewiele. Na razie władze potwierdziły śmierć 799 osób. Co najmniej pół miliona ludzi straciło dach nad głową.

- W przedszkolach i szkołach podstawowych robi się tzw. operację Daisy, czyli ćwiczenia, jak się zachować w takiej sytuacji, gdzie szukać schronienia. Już maluchy wiedzą, że trzeba np. chować się pod stołem bądź łóżkiem - tłumaczy "Gazecie" Carolina Quezada, nauczycielka ze stołecznego Santiago.

Odpowiednie reakcje są wpajane tak wcześnie, bo bardzo często są one sprzeczne z naturalnymi odruchami. W chwili trzęsienia ziemi nie powinno się np. opuszczać budynku. W Chile narażonym na niezliczone mniejsze lub większe trzęsienia ziemi obowiązują bowiem niezwykle surowe normy antysejsmiczne i znacznie bezpieczniej jest wewnątrz domu czy bloku niż na ulicy, gdzie spadają elementy fasad, balkony, szkło czy zerwane linie elektryczne.

Chilijczyk o możliwym trzęsieniu ziemi myśli już w momencie meblowania mieszkania. Jest oczywiste, że nie stawia się żadnych wazonów ani innych kryształów na wysokich półkach. Biblioteki też są przemyślane i koniecznie przykręcone do ściany. Wychodząc z domu, niemal wszyscy zakręcają główny zawór gazu. Nabytym automatyzmem jest też natychmiastowe gaszenie papierosów w momencie wstrząsów. Już po trzęsieniu Chilijczycy wiedzą, że nie powinno się panikować z powodu pionowych pęknięć ścian, które są mniej groźne. Gdy jednak pęknięcia są poziome, budynek należy ostrożnie opuścić, bo oznacza to, że mogła zostać naruszona jego struktura.

Dodatkowe instrukcje mają mieszkańcy wybrzeża, gdzie - tak jak w sobotę - trzęsieniu ziemi towarzyszyć może tsunami. - Na szczęście większość mieszkających nad morzem Chilijczyków pamiętała o prostej zasadzie, że jeśli trzęsienie ziemi jest tak silne, iż trudno ustać na nogach, to natychmiast należy uciekać w stronę najbliższych wzgórz - podkreślała prezydent Michelle Bachelet.

Ta prosta zasada uratowała w sobotę prawdopodobnie setki tysięcy ludzi. Niewielu mieszkańców wybrzeża uwierzyło w nadawane przez radio komunikaty Marynarki Wojennej, że nie ma zagrożenia tsunami - po kilku godzinach pędzące z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę wielkie fale w furią uderzyły w ląd, niszcząc nadmorskie miejscowości. Wojsko tłumaczy teraz, że trzęsienie uszkodziło aparaturę ostrzegającą przed tsunami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':