Co o tym sądzisz? Może znalazłeś się w podobnej sytuacji? Napisz: listydogazety@gazeta.pl Tylko 2 proc. osób z udarem mózgu ma szczęście i może być poddane właściwemu leczeniu od razu. Zanim chory znajdzie się w ośrodku udarowym, jest zostawiany w szpitalu znajdującym się gdzieś po drodze. Mózg ulega częściowemu zniszczeniu. Czas, bezcenny w leczeniu tych chorych, jest stracony.
Istnieją szczegółowe przepisy i standardy postępowania pogotowia pomyślane tak, by w medycynie ratunkowej ratunek rzeczywiście był natychmiastowy. Oprócz przepisów działają jednak także mechanizmy finansowe. To z ich powodu bardziej się opłaca podrzucić pacjenta do jakiego bądź szpitala, bo drugi kurs karetką - pomiędzy szpitalami - to dla pogotowia dodatkowe źródło dochodów. Nie dla ludzi, którzy bezpośrednio ratują, ale dla całej placówki.
W ubiegłym tygodniu - tak się przypadkowo złożyło - sąd zatwierdził wyroki skazujące ostatnich uczestników afery "łowców skór". Przez całe lata mała grupa osób w Łodzi uprawiała bezkarnie nekrobiznes, aż do uśmiercania pavulonem. To się opłacało.
Zastanawiam się, czym dla pacjenta różni się tamta afera sprzed lat od codziennych praktyk stacji pogotowia, ryzykujących zdrowie i życie ludzkie z chęci dodatkowych dochodów. Dzisiejsza sytuacja wydaje mi się groźniejsza, bo tutaj trudno znaleźć winnego. Przypadkowe kontrole są nieskuteczne. Mogą wykryć nieprawidłowości w jednym czy drugim miejscu, ale ich sprawcy nie działają z niskiej chęci zysku, we własnym interesie. Przeciwnie - dbają o kondycję finansową swojej firmy. Mają taki obowiązek.
Ramy finansowe działania pogotowia są takie, że hazard moralny i traktowanie chorego jak przedmiotu się opłaca. Skoro tak, to nieprawidłowości z roku na rok będą się nasilać.
Od dwóch lat słyszymy od minister Ewy Kopacz, że jej misją jest uczynienie z pacjenta podmiotu, ośrodka, wokół którego kręci się cały system opieki zdrowotnej. Skoro tak, to dlaczego toleruje mechanizmy, które działają wbrew zdrowiu i życiu pacjentów?