http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biskupi: to prawo przeciw rodzicom

Katarzyna Wiśniewska
2010-03-03, ostatnia aktualizacja 2010-03-03 13:09

Nowa ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wywołała kolejny po in vitro spór między rządem a Kościołem

Abp Kazimierz Nycz
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Abp Kazimierz Nycz
SERWISY
Rada Episkopatu Polski do spraw Rodziny zarzuca, że w rządowym projekcie ustawy "nie uwzględniono postulatów Zespołu ds. Rodziny działającego w ramach Komisji Wspólnej rządu i Episkopatu oraz wielu reprezentantów organizacji katolickich".

Magdalena Kochan (PO) z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, sprawozdawca projektu: - To nieprawda. Antoni Szymański [z Zespołu ds. rodziny Komisji Wspólnej] był na dwóch ostatnich posiedzeniach naszej komisji. Wydawało mi się, że przyjął do wiadomości nasze argumenty. Sam zgłosił pewne elementy, rozmawialiśmy długo, myślałam, że chodzi nam o ten sam cel.



Ustawa pozwoli m.in. pracownikowi socjalnemu natychmiast zabrać dziecko z domu, jeśli uzna, że zagrożone jest jego życie lub zdrowie. O dalszym losie dziecka ma w ciągu 24 godzin zdecydować sąd. Nowe przepisy mają zakazać stosowania kar cielesnych, przemocy psychicznej, m.in. poniżania dziecka. Ustawa ma też ułatwić odizolowanie sprawcy przemocy od ofiar.

Zdaniem Rady Episkopatu, na której czele stoi bp Kazimierz Górny, te przepisy godzą w "w niezbywalne wartości, takie jak prawo rodziców do wychowania dzieci według wyznawanych zasad, prawo dziecka do opieki ze strony biologicznych rodziców oraz prawo do autonomii i intymności życia rodzinnego". Dlatego rada apeluje do parlamentarzystów, aby odrzucili projekt ustawy.

Kochan: - Absolutnie nie wierzę, że Episkopatowi zależy na czymś innym niż nam. Wszystkim chodzi o dobro dziecka i dobro rodziny, w którą państwo nie powinno wkraczać z butami, ale pomóc jej, jeśli źle się w niej dzieje. Może Rada Episkopatu podejmowała stanowisko na podstawie nie do końca prawdziwych przesłanek.

Członkowie Rady Episkopatu ds. Rodziny straszą, że "skutkiem uchwalenia takich przepisów może być masowe kontrolowanie rodzin, nawet wbrew ich woli i bez wystarczającego uzasadnienia, utrudnianie wychowania dzieci i dalsze osłabienie więzi rodzinnych".

Według posłanki Kochan protesty to efekt niezrozumienia ustawy. - Pracownik socjalny będzie mógł zdecydować o odebraniu dziecka rodzinie, ale zawsze jest to decyzja wspólna z policjantem lub przedstawicielem placówki medycznej. A ostateczna decyzja i tak należy do sądu.

Do wysyłania e-maili do premiera, marszałka Sejmu i klubów poselskich ze sprzeciwem wobec ustawy zachęcają organizacje i portale katolickie, m.in. wiara.pl, katolik.pl i fronda.pl. "Jesteś rodzicem? Przeczytaj, bo twoje prawa są zagrożone. Czy wiesz, że już za kilka miesięcy pracownik socjalny może odebrać ci dziecko na podstawie donosu sąsiadów lub ankiety przeprowadzonej w szkole?" - ostrzega portal Opoka.pl.

Wczoraj abp Kazimierz Nycz stwierdził, że rozumie protesty. - To niedozwolona, zbyt głęboka interwencja w autonomię rodziny - powiedział. I wyraził nadzieję, że "kwestie budzące wątpliwości zostaną nie tylko wyjaśnione, ale jeśli trzeba usunięte".

Sekretarz generalny Episkopatu bp Stanisław Budzik: - Nie krytykujemy ustawy jako takiej, jesteśmy za walką z przemocą, w tym przemocą w rodzinie, jednak przepisy nie mogą być tak arbitralne, niebezpiecznie podważające władzę rodziców.

Intensywną kampanię prowadzi też "Nasz Dziennik". We wczorajszym numerze ks. prof. Jerzy Bajda alarmuje, że ustawa uderza w rodzinę, co jest "symptomatycznym znakiem wprowadzenia systemu totalitarnego".

Ale nie tylko Kościołowi nie podoba się projekt ustawy. 10 tys. podpisów przeciw niej zebrało stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców.

Zdaniem Joanny Kluzik-Rostkowskiej (PiS) ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest potrzebna, ale wymaga poprawek. - Nie należę ani do grupy, dla której ustawa godzi w rodzinę, ani do jej bezkrytycznych entuzjastów. Najwięcej zastrzeżeń mam do zapisu umożliwiającego pracownikom socjalnym zabranie dziecka. Z sondy, którą przeprowadziłam wśród pracowników socjalnych, wynika, że oni sami tego zapisu nie chcą, bo wtedy cała odpowiedzialność spadnie na nich. Ustawa może sprawić, że jeszcze częściej będą zabierać dzieci rodzicom "na wszelki wypadek". Gdyby nasz system opieki nad dzieckiem i rodziną działał dobrze, nie upierałabym się. Ale w praktyce znacznie łatwiej dziecko rodzinie zabrać, niż je oddać - mówi Kluzik-Rostkowska.

Kilkudziesięciu przeciwników ustawy pikietowało wczoraj pod Sejmem. Jutro drugie czytanie projektu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 302 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':