W Państwie Środka, gdzie prasa podlega ścisłej cenzurze, podobna inicjatywa jest niespotykana, tak samo jak porozumienie kilkunastu dzienników uważanych za reformatorskie. Wczoraj na swych pierwszych stronach zamieściły one ten sam artykuł z apelem o zniesienie hukou - obowiązującego od 1958 r. systemu meldunkowego.
Gazety podkreślają, że swoboda poruszania się jest jednym "z podstawowych praw człowieka". Obecny system rejestracji ludności miał zaś przywiązać Chińczyków do miejsca urodzenia i utrudnić chłopom migrację do miast. W zależności od miejsca urodzenia mieszkaniec Chin ma hukou wiejskie lub miejskie. Z wiejskim hukou trudno przenieść się do miasta, bo związane jest z nim prawo do szkoły i opieki zdrowotnej. Bez odpowiedniego hukou trzeba za szkołę i lekarza słono płacić. A to sprawia, że Chińczycy pochodzący ze wsi, ale pracujący w miastach pozostają w nich obywatelami drugiej kategorii. System rodzi też monstrualną korupcję, bo kartę stałego pobytu w mieście można kupić za łapówkę.
Od końca lat 70. do dziś ze wsi do miast przeniosło się już 230 mln Chińczyków. Pracują na budowach, w fabrykach czy w restauracjach, ale dzieci muszą zostawić na wsi, by mogły chodzić do szkoły.
Apel w 13 gazetach o zniesienie hukou musiał dostać zgodę kogoś z władz centralnych, w dodatku ukazał się tuż przed rozpoczęciem w piątek dorocznych obrad Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych - chińskiego parlamentu. Apel może być formą presji na konserwatystów ze strony reformatorów w komunistycznej partii.
Już w sobotę podczas rzadkiego czatu z internautami premier Wen Jiabao został spytany o zamiary rządu w sprawie hukou. Obiecał przyspieszenie prac nad reformą systemu meldunkowego.
Źródło: Gazeta Wyborcza