A jednak ten samotnik ze skłonnością do depresji i fryzurą jak po uderzeniu pioruna wyreżyserował jeden z najbardziej kasowych obrazów w historii kina - kultowego "Batmana", który dał początek całej serii sequeli o Mrocznym Rycerzu. Jego filmy zdobyły 16 nominacji i 6 Oscarów. W maju zaś Burton będzie szefem jury na Festiwalu Filmowym w Cannes.
W jaki sposób młodzieniec z przedmieścia ze skłonnościami do depresji został jednym z najważniejszych kreatorów Fabryki Snów?
Czy widzieliście Piekło Dantego? Burton miał przewagę nad milionami chłopców i dziewczynek urodzonych pod koniec lat 50. XX wieku - urodził się dosłownie w cieniu
Hollywood. Jego rodzinną miejscowość Burbank w Kalifornii dzieli od Bulwaru Zachodzącego Słońca zaledwie kwadrans jazdy samochodem.
Burbank żyje filmem i z filmu, siedziby mają tu wielkie studia filmowe i kanały telewizyjne: Warner Bros., Walt Disney, NBC, PBS. Tu powstały zdjęcia do legendarnych obrazów, jak "Casablanca" czy "Bonnie and Clyde".
Ale to nie film, lecz rysunek stał się największą pasją Burtona. Od dzieciństwa zapełniał każdy wolny kawałek papieru. Tematy brał z komiksów, pocztówek i filmów. Wszystko mogło być inspiracją.
- Zacząłem rysować w tym samym momencie co wszyscy. Moje szczęście polega na tym, że nie wybito mi tego z głowy. Zachowałem pasję do rysowania i nic mnie nie obchodziło, co o moich rysunkach powie nauczyciel - opowiadał.
Rysowanie dla młodego Burtona było nie tylko formą ekspresji, ale i ucieczki od nudy życia na przedmieściach. Kiedy ostatnio na wernisażu wystawy w MoMA dziennikarze pytali reżysera o dorastanie w Burbank, Burton odpowiedział pytaniem: "Czy widzieliście Piekło Dantego?".
Przyszły autor "Edwarda Nożycorękiego" wychowywał się w toksycznej rodzinie z klasy średniej. Ojciec, z którym żył w wiecznym konflikcie, pracował w miejskim zarządzie parków i rekreacji, matka prowadziła sklep z pamiątkami. Był jeszcze młodszy brat. Jak wspominał reżyser, życie rodzinne było pasmem konfliktów:
- Zmuszali mnie przez wiele lat do chodzenia do szkółki niedzielnej, chociaż nie byli wcale religijni. Nie mieli pasji do niczego.
Aby uniknąć konfliktów, Burton zamykał się na długie godziny w pokoju, w końcu zamieszkał ze swoją babką. Do opresyjnej atmosfery dorastania na przedmieściach wracał później wielokrotnie w swoich filmach: "Edwardzie Nożycorękim", "Wielkiej przygodzie Pee Wee" i "Beetlejuice" ("Sok z żuka"), osadzonych w realiach amerykańskich przedmieść, przepełnionych atmosferą smutku i samotności.
Drugim, obok rysunków, sposobem ucieczki od świata było oglądanie filmów grozy w lokalnym kinie. Ulubiony reżyser - Roger Corman, autor horrorów opartych na XIX-wiecznych gotyckich powieściach mistrza gatunku Edgara Allana Poe. Jego adaptacje "Zagłady domu Usherów", "Maski czerwonego moru" czy "Kruka" chłonął jednocześnie z czytaniem oryginałów. Oglądał też japońskie horrory o Godzilli.
- Filmy o potworach były moją formą mitu. Nie czytałem bajek, oglądałem je - wyznał.
W niewoli u Disneya Paradoksalnie to właśnie znienawidzone Burbank pierwsze doceniło talent rysownika: w wieku 15 lat Burton wygrał konkurs na projekt reklamy zachęcającej do sprzątania, która przez rok jeździła na miejskich śmieciarkach.
Przyszły reżyser "Batmana" nie ukończył szkoły filmowej, co uważa za swoje wielkie szczęście. Studiował w California Institute of the Arts, szkole założonej przez koncern Disneya z myślą o kształceniu animatorów.
- W szkole filmowej nie dostajesz szansy na prawdziwą kreację, wszystko przesłania konkurencja i poczucie, że jesteś już w biznesie filmowym. Tymczasem w CalArts uczyliśmy się wszystkiego: projektowania, rysowania własnych postaci, tła, scen, robienia zdjęć i montażu.
Nauka animacji odpowiadała jego charakterowi introwertyka. Robił to, co kochał najbardziej - rysował. Kiedy jednak po dwóch latach studiów został zaangażowany jako animator przy disnejowskim filmie "Lis i pies", monotonna praca doprowadzała go do obłędu.
- To była męka - czułem się jak niewolnik przykuty do stołu, zmuszony do powtarzania wciąż tych samych kresek - wspominał.
"Lis i pies" powstawał w tradycyjnej technologii, każda postać rysowana była osobno i nakładana na namalowane tło, każda klatka oddzielnie fotografowana. 90-minutowy film składał się z blisko 130 tysięcy klatek. Tyle razy trzeba było powtórzyć kontury głównych bohaterów. Produkcja całego filmu trwała sześć lat.