http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tego się nie robi

Magdalena Środa
2010-03-03, ostatnia aktualizacja 2010-03-25 16:04

Artur Domosławski napisał książkę, która będąc bardzo ważną, żyje już własnym życiem, niejako poza tekstem. Żyje w świecie opinii publicznych i w świecie magla. Bo dziś czytelników jest znacznie mniej niż sędziów

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
ZOBACZ TAKŻE
Ostatni raz widziałam Ryszarda Kapuścińskiego na promocji jakiejś książki w "Polityce". Byłam po świeżej, choć nie pierwszej lekturze "Podróży z Herodotem" i powiedziałam mu: "Powinien pan dostać Nobla, w pana książkach reportaż jest maską (formą?) wielkiej literatury". Odpowiedział: "Proszę nie żartować, jaki Nobel? Niedługo mnie zniszczą". I nie miał chyba tylko na myśli "teczkowych" sensacji, ujawnionych przez "Newsweek", gdzie dowodzono, że "podpisywał", był "agentem" itp. Przeszedł przez to w cichości i pokorze, choć wielka szkoda, że nie wykorzystał tego do podjęcia publicznej debaty, do napisania jakiegoś ważnego tekstu. Tym razem o sobie. Był na to dobry czas.

Artur Domosławski - wybitny uczeń wielkiego mistrza - napisał książkę, która będąc bardzo ważną, żyje już własnym życiem, niejako poza tekstem. Żyje w świecie opinii publicznych i w świecie magla. Jest sensacją, która rzuca potężny cień na jej bohatera, zapewne poza intencjami autora i niezależnie od treści książki. Bo dziś czytelników jest znacznie mniej niż sędziów.

Czy można było tego uniknąć? Zapewne tak. Może należało opublikować ją za życia Kapuścińskiego lub wstrzymać się z publikacją jeszcze jakiś czas. Wiem, że to nierealne, bo każdy ma swój czas. A dziś należy on do Domosławskiego.

Kapuściński należał do tego elitarnego grona dziennikarzy, którzy jadąc w świat, zadawali pytanie o sens tego, co się dzieje. A pytanie o sens jest czymś innym niż pytanie o fakty i czymś innym niż rozstrzyganie, po której stronie leży dobro. Dziś, większość dziennikarzy nie szuka sensu, lecz faktów, i to tych, które mają charakter sensacji. Nader szybko też wydają osądy, po której stronie leży dobro i kto na pewno nie ma racji. Czasem jeszcze przed zebraniem materiału.

Tymczasem fakty są nietrwałe, a dobro i zło niejednoznaczne.

Kapuściński był nie tylko obywatelem PRL-u, ale również człowiekiem lewicy. Wiedział też - bo widział - że biało-czarne widzenie politycznego świata jest fałszywe, że szatańska polityka "czerwonych" nie jest zawsze i wszędzie szatańska, a anielskie cele demokracji amerykańskiej nie są wszędzie równie anielskie. I w książce Domosławskiego ta wiedza znajduje swoje uzasadnienie.

Ale jest jeszcze coś w kwestiach prawdy, o czym chyba wiedział Kapuściński i czego nie rozumie Domosławski, a być może już nikt z jego pokolenia. Że jedną z jej granic jest dyskrecja, a jedynym motywem jej przestrzegania - zwykła przyzwoitość.

Że trzeba unikać, o ile to możliwe, opowieści o faktach, które są niepotrzebne z punktu widzenia prawdy, a które krzywdzą bliskich, zwłaszcza wtedy, gdy ci bliscy byli pomocni w szukaniu prawdy. Jak mówiła Skarga - ubolewając nad dziennikarstwem służącym "zaspokajaniu ciekawości gawiedzi" - są rzeczy, których "się po prostu nie robi". Bo nie.

To smutne, że pokolenie, które respektowało takie zasady, odchodzi, i że w jego miejsce przychodzą głosiciele prawdy, która nie zna żadnych granic, nie szanuje żadnych świętości i nie unika rozgłosu.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    58 głosów

Chcesz iść na mecz? Idź do kina

Łatwiej chyba polecieć na Marsa niż dostać się na mecz naszej reprezentacji

Michał Boni U Agnieszki Kublik: Rząd dostał lekcję

- Proszę mi pokazać innego premiera, polskiego czy ze świata, który potrafił w tak trudnej sytuacji powiedzieć 'przepraszam' i zacząć tę trudną debatę

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W piątek z ''Gazetą'':

  • Gazeta Telewizyjna