http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Marzę o namiocie

Tomasz Woźny
2010-03-05, ostatnia aktualizacja 2010-03-02 17:58

Mieszkańcy Haiti żyją w namiotach, bez elektryczności i ochrony
Mieszkańcy Haiti żyją w namiotach, bez elektryczności i ochrony
Fot. Tomasz Woźny

Wpadł do nas lekarz ze Stanów, w eskorcie marines. Porobił sobie zdjęcia z pacjentami i wziął na stół chłopca z otwartą raną nogi. Zrobił z tego dziecka kalekę. I tyle go widzieliśmy

Dzielnica biznesowa Port-au-Prince. Mężczyzna z taczką idzie do pracy przy odgruzowywaniu
Fot. Tomasz Woźny
Dzielnica biznesowa Port-au-Prince. Mężczyzna z taczką idzie do pracy przy...
Jeden z masowych grobów w pobliżu Port-au-Prince
Fot. Tomasz Woźny
Jeden z masowych grobów w pobliżu Port-au-Prince
Oddziały neurologii, chirurgii i pediatrii szpitala św. Franciszka Salezego pod jednym namiotem
Fot. Tomasz Woźny
Oddziały neurologii, chirurgii i pediatrii szpitala św. Franciszka Salezego pod...
Ostry dyżur w szpitalu św. Franciszka Salezego
Fot. Tomasz Woźny
Ostry dyżur w szpitalu św. Franciszka Salezego
Po wytopieniu osłon kabli można metal sprzedać na złom
Fot. Tomasz Woźny
Po wytopieniu osłon kabli można metal sprzedać na złom
Budowa prowizorycznych namiotów w Delmas 75
Fot. Tomasz Woźny
Budowa prowizorycznych namiotów w Delmas 75
Ból

Setki tysięcy Haitańczyków od dwóch miesięcy walczą o życie.

- Tam był oddział położniczy i pediatria - Luc Beaucourt, belgijski doktor ze Szpitala Uniwersyteckiego w Antwerpii, wskazuje na piętrzące się nieopodal rumowisko. - Niektórzy zdołali uciec, ale pod gruzami wciąż leży jakieś 50 ciał, głównie matki z dziećmi.

Jest południe, żar leje się z nieba. W powietrzu unosi się ciężki zapach gnijących ciał. Latają tysiące much. Są tłuste, jedzenia im nie brakuje. Od trzęsienia ziemi minęło 12 dni.

Siedzimy na dachu Szpitala św. Franciszka Salezego, w centrum Port-au-Prince. Doktor

Beaucourt rozkłada się na krzywym szpitalnym łóżku, korzysta z okazji, by złapać oddech pomiędzy kolejnymi operacjami. Od lat jeździ po świecie ze swoim zespołem: Bałkany, Afganistan, Indonezja, Nowy Orlean - to tylko skromny wycinek jego portfolio. Tacy ludzie nie pękają.

- Wpadł do nas lekarz ze Stanów - opowiada z uśmiechem, skręcając papierosa. - Gość wsiadł do prywatnego samolotu na Florydzie, po godzinie był w naszym szpitalu, w eskorcie marines, wystrojony, jakby wizytował swoją klinikę. Porobił sobie zdjęcia z kilkoma pacjentami i wziął na stół chłopca z otwartą raną nogi. A potem przeprowadził najgorszą operację, jaką w życiu widziałem, zrobił z tego dziecka kalekę. Powiedział jeszcze, że przyśle tu swój zespół, że nas tu nie potrzebują i żebyśmy znaleźli sobie inny szpital. I tyle go widzieliśmy, kontakt się urwał. To było tydzień temu.

Beaucourt rzuca okiem na pobliskie gruzy oddziału położniczego.

- Trzeba by się tam przejść, może coś ocalało - mruczy pod nosem.

Belgowie do Port-au-Prince dotarli jako jedni z pierwszych. Początkowo leczyli na ulicach: tamowali krwotoki, nastawiali złamania, szyli, amputowali. Do tego, co zostało ze Szpitala św. Franciszka Salezego, trafili po kilku dniach, w nielicznych ocalałych budynkach zorganizowali salę operacyjną i rentgen.Siedmiu lekarzy przeprowadzało 12 operacji dziennie, aż skończyły się leki.

- Wielu obiecywało nam pomoc, ale dopiero Polacy przywieźli to, czego potrzebowaliśmy - ciągnie z uśmiechem Beaucourt. - Dzięki nim możemy znowu operować.

Polscy ratownicy mieli wracać wczoraj do kraju, ale zepsuł się samolot. Wśród ruin nie mają czego szukać, głosy spod gruzów umilkły już dawno. Ostatnie chwile w Port-au-Prince poświęcają na pomoc Szpitalowi św. Franciszka - opatrują lżej rannych, rozdają resztki zapasów i leków.

- Widzicie tę dziewczynkę? - jeden z żołnierzy BOR-u przydzielonych do ochrony ratowników pokazuje leżące nieopodal dziecko z zabandażowaną nogą. - Straciła całą najbliższą rodzinę. Wczoraj przywieźliśmy jej jedzenie, wodę i leki. Był z nią wujek. Dziś wujka nie ma, nie ma też rzeczy, które jej daliśmy. Paranoja!

Osierocona dziewczynka jest jedną z rannych, którzy znaleźli azyl w prowadzonym przez Belgów szpitalu. Leżą na dziedzińcu, na wyniesionych z gruzów łóżkach i materacach. Niektórzy jęczą, inni płaczą, większość jednak milczy, odrętwiała z bólu i upału.

Pacjentów przybywa z dnia na dzień.

Dziesięcioletniego chłopca z rozciętą stopą do szpitala przynosi ojciec.

- Otworzymy ranę i ją oczyścimy - ocenia Beaucourt. - Ale nie wygląda to dobrze, wdała się infekcja.

Belgowie dezynfekują i bandażują ranę, nazajutrz muszą powtórzyć cały rytuał. I tak przez kilka dni i nocy, a chłopiec płacze i krzyczy, coraz bardziej ochryple. Beaucourt pali papierosa za papierosem.

Nogi nie udaje się uratować.

Noce nie przynoszą wytchnienia. Wiatr cichnie, a spod gruzów zaczyna unosić się ciężki trupi odór. Przyciągnięte zapachem krwi i potu moskity spędzają chorym sen z powiek, ukąszenia swędzą i szczypią. Pozostaje opatulić się szczelnie prześcieradłem, które błyskawicznie robi się mokre od potu.

Źródło: Duży Format
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!

DODATKI I KOLEKCJE GAZETY WYBORCZEJ

W środę z ''Gazetą'':

  • Gazeta Dom