Grudzień 2006. W Katowicach wielka uroczystość. Za chwilę otworzą tunel pod rondem. Nowoczesny, jak na Zachodzie. Przyjechał minister ze świtą. Ludzie spacerują po równych jak stół jezdniach. Zewsząd pochwały.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, pęka z dumy. Tunel ma zmniejszyć korki w mieście. Chętnie rozmawia z ludźmi, słucha komplementów.
Młody mężczyzna czeka na okazję. Prezydent przez chwilę jest sam. Podchodzi pewnym krokiem i pyta: - Kiedy dostaniemy te nieruchomości z Giszowca?
O co chodzi? Jakie nieruchomości? Mężczyzna przedstawia się: - Marek N. Prezes odrodzonej przedwojennej spółki Giesche SA.
Prezydent blednie. Giesche SA. Ta nazwa oznacza kłopoty. Przed wojną mieli w swoich rękach połowę Katowic. Jak to możliwe? Po tylu latach? Przecież była nacjonalizacja, muszą być dokumenty... - prezydentowi serce zaczyna bić coraz mocniej.
Wśród fajerwerków dociera do niego sens słów Marka N. Chcą przejąć domy, grunty, fabryki... Pędzi do urzędu. Żąda dokumentów i informacji. Fakty: firma Giesche SA złożyła pozwy w sądach. Domaga się zwrotu kilku nieruchomości w Katowicach, a to dopiero początek. Spółka stara się obalić decyzję, na mocy której majątek rodu został po wojnie znacjonalizowany.
Kim są nowi właściciele? Pochodzą z Wybrzeża. Marek N. pracował kiedyś w gdańskiej firmie Nexus. W 2000 roku firma opracowała program restrukturyzacji śląskich szpitali. Kontrakt był wart około 500 tys. zł. Za tę sumę Nexus opracował listę szpitali do zamknięcia.
- Nie zamierzam im niczego oddawać - zapowiada współpracownikom prezydent Uszok. - Sprawa brzydko pachnie. Szykujemy się na wojnę.
Urząd Miejski w Katowicach zawiadamia prokuraturę i
ABW.
Bogactwo z galmanu Ojciec Georga Gieschego był kupcem. Pod koniec XVII wieku osiadł we Wrocławiu i zaczął handlować suknem. Ubierał pruską armię, ale szybko odkrył żyłę złota. Galman. Ruda cynku, prawdziwe bogactwo. Na cynk jest wielki popyt. Można nim pokryć stal, a przestanie rdzewieć. Z cynku są dachy, rynny, wiadra, garnki, maszyny i statki. Świat szaleje. Cynk jest cenny jak złoto.
W 1704 roku cesarz Leopold I w zamian za wspieranie wojska i swoje niespłacone długi daje Gieschemu i jego potomkom monopol na wydobywanie galmanu na Śląsku. Fortuna rodu Giesche rośnie z każdym dniem. Ostatni z rodu, Fryderyk, umiera w 1754 roku, nie zostawiając męskiego potomka, cały majątek przypada siostrze i dwóm siostrzenicom. Spadkobiercy zadbali, by dokonania Georga nie zostały rozdrobnione. Jego nazwisko miało na zawsze pozostać w nazwie firmy zarządzanej przez trzy linie rodu. W 1845 roku przyjęto pierwszy statut firmy i nazwę Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben - mówi Joanna Tofilska z Muzeum Historii Katowic.
Świat potrzebuje coraz więcej cynku. Drewno, które ogrzewa wielkie piece, już nie wystarcza. Potrzebne jest nowe paliwo. Węgiel. Na Śląsku wyrastają szyby kopalń: Brandenburg, Königin Luise, Prinz Karl von Hessen.
Połowa XIX wieku. Już trzy czwarte światowej produkcji cynku pochodzi ze Śląska. W kopalniach i hutach pracują 23 tysiące ludzi. Górny Śląsk wydobywa 975 tys. ton węgla, 200 tys. ton rudy żelaza, 170 tys. ton galmanu oraz 800 ton rudy ołowiu i srebra. W hutach wytapia 62 tys. ton żelaza, 28 tys. ton cynku, 700 ton ołowiu i 580 kg srebra.
Można wymienić wszystkie inwestycje i własności Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben, ale trzeba by zapisać kilka kartek drobnym drukiem. Wystarczy wspomnieć o najważniejszych: huta w Szopienicach, kopalnie węgla (jak dzisiejszy Wieczorek i nieistniejący już Kleofas w Katowicach, Rozbark w Bytomiu), kopalnia rud cynku i ołowiu w Piekarach Śląskich.
W 1855 roku kanclerz Bismarck wydaje zarządzenie: wszystkie osoby, które nie mają pruskich papierów, muszą się wynosić. 6 tysięcy ludzi ma opuścić Górny Śląsk. Kto chce mieć robotnika, musi mu dać mieszkanie.
Ród Giesche skupuje ziemię w Katowicach i buduje osiedla. Mają być wyjątkowe. Dba o to Anton Uthemann, dyrektor generalny koncernu. Sprowadza na Śląsk Georga i Emila Zillmannów z Charlottenburga. Budują Nikiszowiec, osiedle familoków z czerwonej cegły, i Giszowiec. Osiedle nawiązuje do idei miasta ogrodu. Domki dla robotników są wtopione w zieleń.
Giesche to my! Marek N. dobrze zna historię rodu Giesche. Patrzy na plan miasta. Spółka posiadała nie tylko całą wschodnią część Katowic, czyli Giszowiec, Nikiszowiec, Szopienice, ale też leżące na zachodzie Załęże oraz tereny na południe od Drogowej Trasy Średnicowej aż do działek na wschód od ul. Bocheńskiego. I dalej na południe, do autostrady.
Majątek tak ogromny, że trudny do oszacowania. Miliony, setki milionów. Zamierza to odzyskać. To on jest teraz właścicielem spółki Giesche. Tej, która powstała 23 września 2005 roku.