Wniosek o odwołanie szefa komisji złożyła dwójka posłów
PiS, zasiadających w komisji -
Zbigniew Wassermann i Beata Kempa. Przedstawili długą listę zarzutów:
- szaleńcze tempo przesłuchań,
- wzywanie świadków i słuchanie ich w późnych godzinach wieczornych, albo odsyłanie ich do domu,
- uzgadnianie z pustymi krzesłami terminu zakończenia posiedzenia komisji,
- ugięcie się przed Ryszardem Sobiesiakiem i przesłuchanie go za zamkniętymi drzwiami,
- brak ekspertów,
- nie monitorowanie nadsyłania do komisji dokumentów np. z prokuratury itd.
Ta lista nie przekonała jednak pozostałych śledczych, by zagłosować za odwołaniem przewodniczącego. A sam Sekuła przez kilkanaście minut odczytywał swoje oświadczenie, by udowodnić, że to akcja polityczna a nie merytoryczna. Dowodem ma być uchwała komitetu politycznego PiS, która powstała po przesłuchaniu Ryszarda Sobiesiaka. A w której władze partii zobowiązały wówczas swoich śledczych do złożenia wniosku odwołanie przewodniczącego.
- Protestuję przeciw podejmowaniu przez organy partii politycznych decyzji dotyczących organizacji wewnętrznej komisji sejmowych. Nie znajduje to bowiem żadnych podstaw prawnych i jest niszczeniem demokracji parlamentarnej. Z posłów zaś, zamiast przedstawicieli narodu,czyni żołnierzy, czy jak to się ostatnio mówi, fighterów partii politycznych. Trudno się odnieść merytorycznie do stricte politycznego wniosku o moje odwołanie - czytał swoje oświadczenie Sekuła.
Bronił się, atakując śledczych. To oni, jego zdaniem, powodują, że przesłuchania niektórych świadków trwają nawet kilkanaście godzin. Oni, bo zadają te same pytania, często obrażają świadków i komentują ich wypowiedzi. - Nie wolno ich traktować jakby byli podejrzanymi o popełnienie przestępstw albo oskarżonymi, którym należy udowodnić winę - czytał.
Na te słowa zareagował Bartosz Arłukowicz, poseł Lewicy, wiceszef komisji: - Było to wystąpienie głęboko polityczne. I zwrócił Sekule uwagę, że to świadkowie często pozwalali sobie na oceny, ośmieszanie komisji.
- A ja nie widziałem wtedy żadnej reakcji pana przewodniczącego. I nie zgadzam się, że posłowie ustawiają się w pozycji uprzywilejowanej - stwierdził.
Za odwołaniem Sekuły jednak nie zagłosował: - Rozpoczynanie kolejnej walki personalnej zaszkodzi zarówno komisji, jak i sprawie, którą trzeba wyjaśnić -uzasadnił.
Ostatecznie za wnioskiem o odwołanie głosowala tylko dwójka posłów PiS, która wniosek złożyła. Przeciwko byli, oprócz Arłukowicza, trzej posłowie PO i poseł
PSL.
Nowak: Uf, zdążę na mecz Wcześniej jednak przez kilka godzin posłowie przesłuchiwali Sławomira Nowaka, byłego szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska. Pytań do niego wiele nie było. W dokumentach komisji Nowak pojawia się dwa razy. Raz jako ten, który w imieniu premiera prosił wiceministra finansów Jacka Kapicę, by sporządził notatkę co dzieje się z ustawą hazardową. Kapica napisał ją 28 lipca 2008 roku.
Drugi raz Nowak pojawia się w dokumentach opisujących spotkanie z 4sierpnia 2008 roku, na którym według niektórych świadków omawiana była właśnie notatka Jacka Kapicy.
Wtorkowe, kilkugodzinne przesłuchanie Nowaka nic nowego nie wniosło. Takt tłumaczył tamte wydarzenia. - Na przełomie lipca i sierpnia 2008 roku premier wydał polecenie przedstawienia wiedzy na temat przebiegu prac nad ustawą hazardową - opowiadał. Dlatego zadzwonił do Jacka Kapicy i poprosił go o informacje. Notatki nie dał premierowi, bo ten czekał tylko na konkluzje. Jego zdaniem, ani w notatce, ani na spotkaniu 4 sierpnia, nie było żadnych niepokojących sygnałów, by przy ustawie źle się działo.
- Rozmawialiśmy o tej ustawie, pytałem o co chodzi i dostałem komunikaty bardzo uspokajające, że z punktu widzenia ministra finansów wszystko jest w porządku, a prace toczą się normalnie - mówił.
Zapewniał, że:
- nigdy nie interesował się ustawą hazardową,
- nie wiedział o znajomości polityków PO z biznesmenami z branży hazardowej,
- nie wiedział o zainteresowaniu CBA sprawą,
- nie wie o czym premier rozmawiał z Mariuszem Kamińskim, gdy ten informował go o sprawie,
- przeciek był tylko jeden: do"Rzeczpospolitej"
Były szef gabinetu politycznego w podobnym tonie odpowiadał na większości pytań śledczych. Bardziej koncentrował się na polemice z Beatą Kempą. I gdy ta mówiąc o standardach w PO, stwierdziła, że bierze ten zwrot w cudzysłów, Nowak odparł: - Obiecałem żonie, że pewne impertynencje i złośliwości będę puszczał mimo uszu, więc tę o cudzysłowie również.
Gdy Kempa dopytywała o nagrody dla szefów gabinetów politycznych w rządzie Tuska już na złośliwości sobie pozwalał: - Nasz premier jest wyjątkowo oszczędny w odróżnieniu od pani premiera, pani minister. Te nagrody są bardzo rzadkie i bardzo symboliczne -zwrócił się do Kempy.
Gdy posłowie zakończyli zadawanie pytań, ucieszył się, że zdąży na wieczorny mecz.