http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Jemenie wojują dzieci

Marta Urzędowska
2010-03-02, ostatnia aktualizacja 2010-03-02 02:08

Jeśli jesteś wystarczająco duży, żeby unieść nóż, to jesteś na tyle dorosły, żeby walczyć za swoje plemię - taka reguła wciąż obowiązuje w Jemenie. Co roku giną tam setki żołnierzy-dzieci

Drobny, chudy Akram ma dopiero dziewięć lat, ale do mikrofonu mówi poważnie, jak dorosły. - Używanie dzieci na wojnie jest bardzo złe - przekonuje zebranych na konferencji prasowej w Sanie tłum urzędników, dziennikarzy i obrońców praw dzieci.

Akram od niedawna jest sławny w całym Jemenie. Aresztowano go na starym mieście w Saadzie na północy kraju, gdzie zamierzał zdetonować bombę w tłumie. Chłopiec tłumaczy, że spełniał tylko prośbę kuzyna. - Powiedział, że mam dostarczyć coś jego przyjacielowi na starym mieście, potem przywiązał mi do nóg dziwne paczki - opowiada.

Po aresztowaniu chłopiec został sfotografowany, a jego zdjęcie w tradycyjnym szaroburym, znoszonym ubraniu z detonatorem w dłoni obiegło jemeńskie media. Drugą ręką chłopiec podnosi ubranie, żeby pokazać ukryte pod nim ładunki. „ »Nie « wykorzystywaniu dzieci do terroryzmu i zniszczenia” - głosi arabski napis w tle.

W Jemenie, gdzie ilość broni już dawno przekroczyła liczbę mieszkańców, a na porządku dziennym są brutalne walki plemienne, nastolatek z bronią to żadna sensacja. - Mamy tu powiedzenie: jeśli jesteś wystarczająco duży, żeby unieść dżambiję (tradycyjny jemeński nóż z zakrzywionym ostrzem), jesteś na tyle dorosły, żeby walczyć za swoje plemię - tłumaczy Ahmad Al-Kurajszi, szef Sijadżu (Płot), jemeńskiej organizacji ochrony praw dzieci. I dodaje, że dżambiję nosi wielu 12-latków, a też widok nastolatka z kałasznikowem nie należy do rzadkości.

Władze chętnie oskarżają o werbunek dzieci szyickich rebeliantów Huti (od nazwiska ich przywódcy), którzy od kilku lat zawzięcie wojują z rządem, domagając się większych praw. Jednak według obrońców praw dzieci jemeński rząd też ma w tej sprawie wiele za uszami. Plemiona finansowane przez rząd, żeby walczyły z rebeliantami, również chętnie sięgają po nieletnich wojaków.

- W ten sposób rząd pośrednio rekrutuje nieletnich - oskarża Andrew Moore z jemeńskiego oddziału organizacji Save the Children. Jest z czego rekrutować. Liczące 23 mln jemeńskie społeczeństwo jest nawet jak na kraj arabski wyjątkowo młode. Prawie co drugi Jemeńczyk nie ukończył 14. roku życia. Human Rights Watch uważa, że nawet jemeńska armia przyjmuje chłopców poniżej 18 lat, którzy nie mają dokumentów potwierdzających wiek.

Liczbę jemeńskich żołnierzy-dzieci próbują oszacować autorzy opublikowanego właśnie raportu UNICEF, ONZ-owskiej agendy ds. dzieci, przygotowanego we współpracy z Sijadżem. W grudniu ub.r. przepytali tysiące dzieci w wieku 14-15 lat. Okazało się, że w ciągu ostatniej, trwającej od sierpnia do lutego kampanii rządowych wojsk przeciw rebeliantom w bezpośredniej walce zginęło co najmniej 187 dzieci, a setki zostały trwale okaleczone. Autorzy przyznają, że prawdziwa liczba ofiar może być dużo większa. - Nie byliśmy w stanie dotrzeć do dzieci na terenach ogarniętych najcięższymi walkami - tłumaczy Al-Kurajszi.

Według Dar as Salam, miejscowej organizacji ds. walki w przemocą wobec nieletnich, co roku w Jemenie co najmniej 500 dzieci ginie albo zostaje rannych w walce. Także ONZ potwierdza, że 14- i 15-latkowie mogą stanowić nawet 40 proc. plemiennych wojaków, a rocznie może ginąć nawet 600 dzieci.

Raport UNICEF ostro krytykuje obydwie strony konfliktu. - Zarówno wśród bojówek wspierających wojsko, jak i wśród rebeliantów aż połowa to dzieci - przekonują autorzy. - Zwykle walczą dla pieniędzy, broń jest też dla nich symbolem dorosłości, chcą być tacy jak mężczyźni z ich plemienia.

Jeszcze przed publikacją raportu, w połowie lutego, ONZ alarmowała, że w Jemenie dzieci walczą i giną jak dorośli. - Tam trwa nieustanny werbunek nieletnich, zarówno wśród rebeliantów, jak i zwolenników rządu - tłumaczy Radhika Coomaraswamy, przedstawicielka ONZ ds. dzieci w konfliktach zbrojnych. - Będziemy naciskać na jemeńskie władze, żeby zaczęły karać winnych tego procederu - obiecuje. Przedstawiciele UNESCO uważają, że sprawę należy oddać do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, który posyłanie dzieci na wojnę określa jako zbrodnię wojenną.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':