http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Libia wypowiada świętą wojnę Szwajcarii

Leopold Unger
2010-03-02, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 22:55

Przez kilkaset lat Szwajcaria nie tylko potrafiła unikać wojen, ale jeszcze na nich, tych cudzych, nieźle zarabiała. Te złote czasy się skończyły. Od kilku dni Szwajcaria jest w stanie wojny. Wydał ją płk Kaddafi. Nie byle jaką. Świętą

Muammar Kaddafi
Fot. RAY STUBBLEBINE REUTERS
Muammar Kaddafi
Wódz libijskich beduinów wezwał mianowicie do dżihadu przeciwko potomkom Wilhelma Tella. Jeszcze niedawno wystarczyło Kaddafiemu rozwiązanie Szwajcarii i rozparcelowanie jej między sąsiadów. Teraz Szwajcaria jest "niewiernym, nieprzyzwoitym państwem, które niszczy meczety", więc "każdy muzułmanin, który współpracuje ze Szwajcarią, staje się odstępcą, przeciwnikiem Mahometa, Boga i Koranu".

Jak bić niewiernych? Kaddafi ma gotowy plan: "Masy muzułmanów muszą wyjść na wszystkie lotniska w krajach muzułmańskich i nie dopuścić do lądowania szwajcarskich samolotów, do wszystkich portów, by nie cumowały tam szwajcarskie statki, sprawić, aby nie sprzedawano szwajcarskich towarów".

Atak szału? Farsa? Relacje Libii i Szwajcarii popsuły się w 2008 r., kiedy jeden z synów Kaddafiego został aresztowany w genewskim hotelu za znęcanie się nad służącymi. Wybuchł kryzys, wymiana mniej lub bardziej zwariowanych i upokarzających gestów po obu stronach. To jednak maskarada w wykonaniu prezydenta Szwajcarii, który na "kolanach" przed namiotem pułkownika legitymizował prawo siły i kompromitował zasady państwa prawa, uświadomiła nam, że świat demokratyczny będzie musiał coraz częściej odpowiadać na pytanie, jak wielką cenę, w sensie rezygnacji ze swoich wartości, jest gotów zapłacić za robienie interesów gospodarczych czy politycznych z państwami takimi jak Libia. Państwami, które gwałcą wszystkie zasady, jakie figurują u podstaw naszej cywilizacji.

Nie ma tu generalnej teorii. Bezkompromisowy w potępianiu dyktatur prezydent Francji przyjął właśnie z honorami prezydenta Turkmenistanu, który nie ma szacunku dla praw człowieka, ale ma gaz. Kaddafi ma na swojej ścianie upolowanych głów całą serię zachodnich polityków, z Berlusconim i Barroso na czele. A jak długa była kolejka naszych przywódców u bramy olimpijskiego stadionu w Pekinie?

Jak ratować interesy bez utraty godności? Są, jak uczy prof. Vilmer ("Le Monde", 23 luty), dwa sposoby. Pierwszy, idealistyczny - nie robimy w ogóle interesów i zrywamy z państwami, które gwałcą prawa człowieka. Drugi, cyniczny - "business is business", a moralność zostawiamy w szatni. To w teorii. W praktyce istnieje cała gama kombinacji, która w imię np. interesu ludności tkwiącej w kajdanach dyktatury narzuca moralny obowiązek obcowania z satrapiami.

Kluczem do prawidłowej odpowiedzi, jak sądzę, jest "skuteczność". Idealizm i cynizm, w czystej formie, skuteczność jednak niszczą. Trzeba więc znaleźć właściwe proporcje między interesem a moralnością. Jak, w parafrazie, mówił André Malraux: "Polityka nie może być wyłącznie moralna, ale nie może też być moralności pozbawiona".

Nic łatwiejszego

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':