Wódz libijskich beduinów wezwał mianowicie do dżihadu przeciwko potomkom Wilhelma Tella. Jeszcze niedawno wystarczyło Kaddafiemu rozwiązanie Szwajcarii i rozparcelowanie jej między sąsiadów. Teraz
Szwajcaria jest "niewiernym, nieprzyzwoitym państwem, które niszczy meczety", więc "każdy muzułmanin, który współpracuje ze Szwajcarią, staje się odstępcą, przeciwnikiem Mahometa, Boga i Koranu".
Jak bić niewiernych? Kaddafi ma gotowy plan: "Masy muzułmanów muszą wyjść na wszystkie lotniska w krajach muzułmańskich i nie dopuścić do lądowania szwajcarskich samolotów, do wszystkich portów, by nie cumowały tam szwajcarskie statki, sprawić, aby nie sprzedawano szwajcarskich towarów".
Atak szału? Farsa? Relacje Libii i Szwajcarii popsuły się w 2008 r., kiedy jeden z synów Kaddafiego został aresztowany w genewskim hotelu za znęcanie się nad służącymi. Wybuchł kryzys, wymiana mniej lub bardziej zwariowanych i upokarzających gestów po obu stronach. To jednak maskarada w wykonaniu prezydenta Szwajcarii, który na "kolanach" przed namiotem pułkownika legitymizował prawo siły i kompromitował zasady państwa prawa, uświadomiła nam, że świat demokratyczny będzie musiał coraz częściej odpowiadać na pytanie, jak wielką cenę, w sensie rezygnacji ze swoich wartości, jest gotów zapłacić za robienie interesów gospodarczych czy politycznych z państwami takimi jak
Libia. Państwami, które gwałcą wszystkie zasady, jakie figurują u podstaw naszej cywilizacji.
Nie ma tu generalnej teorii. Bezkompromisowy w potępianiu dyktatur prezydent Francji przyjął właśnie z honorami prezydenta Turkmenistanu, który nie ma szacunku dla praw człowieka, ale ma gaz. Kaddafi ma na swojej ścianie upolowanych głów całą serię zachodnich polityków, z Berlusconim i Barroso na czele. A jak długa była kolejka naszych przywódców u bramy olimpijskiego stadionu w Pekinie?
Jak ratować interesy bez utraty godności? Są, jak uczy prof. Vilmer ("Le Monde", 23 luty), dwa sposoby. Pierwszy, idealistyczny - nie robimy w ogóle interesów i zrywamy z państwami, które gwałcą prawa człowieka. Drugi, cyniczny - "business is business", a moralność zostawiamy w szatni. To w teorii. W praktyce istnieje cała gama kombinacji, która w imię np. interesu ludności tkwiącej w kajdanach dyktatury narzuca moralny obowiązek obcowania z satrapiami.
Kluczem do prawidłowej odpowiedzi, jak sądzę, jest "skuteczność". Idealizm i cynizm, w czystej formie, skuteczność jednak niszczą. Trzeba więc znaleźć właściwe proporcje między interesem a moralnością. Jak, w parafrazie, mówił André Malraux: "Polityka nie może być wyłącznie moralna, ale nie może też być moralności pozbawiona".
Nic łatwiejszego