http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobiety pracujące na własny rachunek są dyskryminowane

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-03-01 14:15

Kobiety pracujące na własny rachunek są dyskryminowane. Państwo nie odprowadza za nie składek emerytalnych, gdy wychowują dziecko. Politycy PO obiecywali, że to załatwią. Dziś rząd mówi: - Mamy kryzys i na kimś trzeba oszczędzać

Dorota Klaka z 2,5-letnim Olafem
Fot. Arkadiusz Ścichocki
Dorota Klaka z 2,5-letnim Olafem
Pani Magda z Bydgoszczy postanowiła trzy lata temu przejść na własny rachunek. Zarejestrowała firmę i zaczęła szyć nietypowe meble z materacy gąbkowych. Zarobki niewielkie - w dobrym miesiącu 1400 zł.

Pracę przerwała, gdy urodziła dziecko. Nie miała wyjścia - w państwowym żłobku nie było miejsc, na prywatny (600 zł miesięcznie) nie było jej stać. Została z córeczką na urlopie wychowawczym.

- Bałam się jednak, że przez przerwy w pracy grozi mi głodowa emerytura - wspomina.

W ZUS usłyszała, że za matki na wychowawczym składki emerytalne odprowadza państwo - ok. 300 zł miesięcznie.

- Kobiet nie można przecież karać niższą emeryturą tylko dlatego, że ośmieliły się urodzić dziecko. Byłam więc spokojna. Aż do chwili, kiedy ZUS przesłał mi zestawienie składek. Nie mogłam uwierzyć. Za wychowawczy nie miałam odprowadzonej ani złotówki - mówi podniesionym głosem kobieta.

W odpowiedzi na odwołanie dostała od ZUS list - "prawo do składek mają kobiety na etacie, matkom-przedsiębiorcom nic się nie należy". - A co, ja gorsza jestem? - macha pismem bydgoszczanka.

Problem od kilku lat obiecują załatwić politycy. I co? Nic.

Jeszcze w 2006 r. składki matkom obiecywał PiS. Szefowa resortu pracy Joanna Kluzik-Rostkowska dziś zapewnia, że zabrakło jej kilku tygodni. Plany pokrzyżowały wcześniejsze wybory. - Ale chciałam zmian - mówi.

W 2007 r. obietnice powtórzyła nowa koalicja PO-PSL. Rok temu pomoc matkom na wychowawczym obiecywał Zbigniew Chlebowski, ówczesny szef klubu PO. - Natychmiast zwołuję posiedzenie klubu Platformy i ustalamy szczegóły ustawy - obiecywał w rozmowie z "Gazetą" Chlebowski.



Obecna minister pracy Jolanta Fedak (PSL) też jest za zmianami, ale... nie teraz. "W obecnym stanie finansów publicznych prowadzenie prac nad taką ustawą nie jest możliwe" - taką odpowiedź dostała "Gazeta" z jej biura prasowego.

- Kryzys? Brak pieniędzy? To żadne usprawiedliwienie. To kwestia priorytetów. Czy zależy nam na wspieraniu rodzin, czy nie? - pyta Ewa Lisowska, ekonomistka z SGH.

Zdaniem Lisowskiej kobiety na tzw. samozatrudnieniu - jest ich 300-400 tys.! - są dyskryminowane. W większości państw Europy - np. w Niemczech, Portugalii i Wlk. Brytanii - państwo odprowadza składki emerytalne za rodzica opiekującego się dzieckiem niezależnie od tego, czy jest on na etacie, czy nie.

- W Polsce o polityce prorodzinnej tylko się mówi, a nic nie robi. Do dziś rząd nie przyjął ułatwień w zakładaniu przedszkoli, żłobków, zmian w zatrudnianiu niań. Czy wy, politycy, myślicie, że od samego becikowego dzieci przybędzie? - pyta Lisowska.

Zdaniem Agnieszki Chłoń-Domińczak z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, do niedawna zastępczyni Fedak w resorcie, nie trzeba na to wielkich pieniędzy - kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. I nie trzeba ich wydawać teraz. ZUS po prostu zapisałby na twardych dyskach swoich komputerów informację, że takie składki matkom naliczono.

A skutki zaniechań mogą być dla kobiet bolesne. Na starość będą dostawać groszowe emerytury. Z prognoz resortu pracy wynika, że świadczenia obecnych 20-, 30-latek mogą być aż o jedną trzecią niższe od emerytur wypłacanych obecnie.

Wszystko dlatego, że w nowym systemie emerytalnym liczą się tylko nasze oszczędności. Im mniej składek, tym niższa emerytura. Nawet co szósta kobieta będzie musiała wyżyć za najniższą emeryturę - dziś 675 zł brutto.

W tej grupie znajdzie się zapewne wiele samozatrudnionych matek.

Co dziś mówią władze klubu PO? To samo. - Skutki kryzysu nie mogą dotykać kobiet, które decydują się na urodzenia dziecka - to Andrzej Halicki, rzecznik Klubu Parlamentarnego PO. - Zanotuję ten problem i się nim zajmę.

- Nie mam już siły komentować pomysłów rządu, niezależnie od partii, które potem nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości - twierdzi pisarka Sylwia Chutnik, prezeska fundacji MaMa zajmującej się prawami matek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':