Nie gasną emocje po wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego dla "Newsweeka", w którym prezes
PiS powiedział, że "jeśli Tusk postawi na Sikorskiego, to będzie się miał z pyszna". Wywiad - reklamowany na okładce hasłem: "Kaczyński: są haki na Sikorskiego" (choć o hakach Kaczyński nie mówił) - ściągnął na PiS krytykę. Rzecznik partii Adam Bielan oceniał, że kosztował PiS spadek w sondażu.
Teraz zaczęło się szukanie winnych. - Są jakieś granice bezczelności? Jeśli ktoś organizuje wywiad, zawala autoryzację, przez dwa dni nie reaguje na zniekształcony przekaz i przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy próbuje zwalić winę na innych, to trudno się nie zdenerwować - napisał w sobotę Bielan na Twitterze (internetowy serwis społecznościowy).
Bielana zdenerwował fragment artykułu „Polski the Times”. „Najwięcej pretensji [politycy PiS] mają do ludzi odpowiedzialnych za kształtowanie wizerunku partii, czyli Adama Bielana i Michała Kamińskiego. »Nie zareagowali w porę na rozkręcającą się aferę i pozwolili bezkarnie atakować braci Kaczyńskich « - mówi jeden z ważniejszych polityków PiS”.
Jak wyglądała sprawa wywiadu od kuchni? - Złamano reguły. Prezes miał przed kongresem unikać mediów, a dbał o to jego asystent Jan Dziedziczak - mówi "Gazecie" kolejny polityk PiS. - Ale tę rozmowę zorganizował rzecznik klubu Mariusz Błaszczak. Przed publikacją nie przeczytało jej nasze biuro prasowe, które zwykle wskazuje drażliwe fragmenty. Potem prezes decyduje, co z nimi zrobić. Teraz systemu ostrzegania zabrakło. Na koniec sam prezes musiał odkręcać sprawę, ale było już za późno - dodaje nasz rozmówca.
Błaszczak: - Nie wracajmy już do tego. Wywiad był dwa tygodnie temu. Wysłałem sprostowanie, bo wydawca przypisał prezesowi coś, czego nie powiedział. Czekam na odpowiedź, nie mam nic więcej do powiedzenia.
Dziedziczak: - Nie rozmawiam o tajnikach mojej pracy.
Polityk PiS: - Za kilka dni mamy kongres, a tu taki zgrzyt.
W najbliższy weekend w Poznaniu odbędzie się kongres PiS, który na nową kadencję szefa partii wybierze Jarosława Kaczyńskiego.