http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pod Noworosyjskiem pobili obrońcę praw człowieka

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-02-28, ostatnia aktualizacja 2010-02-28 16:11

Wadim Karastielow, obrońca praw człowieka i adwokat reprezentujący zbuntowanego przeciw przełożonym majora milicji Aleksieja Dymowskiego, został w sobotę ciężko pobity.

Major Aleksiej Dymowski
Fot. SERGEI KARPUKHIN REUTERS
Major Aleksiej Dymowski
Znany działacz regionalnego Komitetu Praw Człowieka w piątek wyszedł z aresztu, gdzie siedział za zorganizowanie nielegalnej - zdaniem władz - pikiety w obronie Dymowskiego. Kiedy wrócił do rodzinnej wsi, napadło na niego dwóch "nieznanych sprawców". Bili w głowę kijami bejsbolowymi. Karastielow z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala.

Dymowski stał się znany po tym, jak w listopadzie 2009 r. w swym wideoblogu publicznie oskarżył dowódców milicji z Noworosyjska o korupcję i związki z przestępcami oraz prosił premiera Władimira Putina o audiencję.

Przełożeni natychmiast zwolnili majora z pracy i zaczęli szukać na niego haków. Oskarżali Dymowskiego najpierw o zabicie aresztanta, potem o narkomanię, współpracę z zagranicznymi służbami, chorobę psychiczną. Wreszcie udało im się go aresztować za rzekome zdefraudowanie 27 tys. rubli (ok. 2,6 tys. zł) z pieniędzy przeznaczonych na cele operacyjne. Byłemu oficerowi grozi teraz 10 lat łagru.

Karastielow w sobotę oberwał jednak być może nie tylko za pomoc Dymowskiemu, a za całokształt własnej działalności. Od dawna ma problemy z bardzo konserwatywnymi władzami kraju krasnodarskiego, na terenie którego leży Noworosyjsk. Jesienią próbowały one zlikwidować Komitet Praw Człowieka za to, że jego członkowie wyszli na demonstrację pod "ekstremistycznym" hasłem "Wolności nie dają, wolność się bierze". Wcześniej, jak opowiadał "Gazecie" Karastielow, był sądzony za to, że pił herbatę z delegacją obrońców praw człowieka z Niemiec, choć nie poprosił zawczasu miejscowych władz o zezwolenie na takie spotkanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':