Szef
MSZ ubiega się o głosy działaczy PO w prawyborach, które wyłonią kandydata tej partii na prezydenta kraju. Politycy PO będą wybierać między szefem MSZ Radosławem Sikorskim, a marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim. Tego drugiego poparło już wiele znanych osób, np. Władysław Bartoszewski, czy
Lech Wałęsa. Sikorski takiego poparcia jeszcze nie dostał, dlatego w amerykańskim stylu rozpoczął wewnątrzpartyjną kampanię i wyruszył w teren. W niedzielę odwiedził Bydgoszcz, miasto z którego pochodzi.
Od razu nawiązał do złota Justyny Kowalczyk, wywalczonego na sportowych igrzyskach zimowych: - Cieszę się, że jest osoba, która jeździ lepiej ode mnie na nartach. Dziękujemy pani Justyno - zaczął.
Później przeszedł do polityki. - Prezydent powinien zachować trzeźwość oceny, a nie zgrywać zucha wałęsając się gdzieś po górach Kaukazu - mówił nawiązując do gruzińskich wypraw prezydenta Lecha Kaczyńskiegoi. - Obejmując urząd powinien zapomnieć o przeszłych urazach i okazać lwie serce nawet zapiekłym krytykom. Prezydent wolnej Polski może być niski, ale nie powinien być mały - mówił Sikorski. I dalej krytykował Lecha Kaczyńskiego, wytykając, że wikła się w bieżącą politykę i jest "rzecznikiem brata, szefa opozycji".
Zadeklarował, że jeśli wygra prawybory, a potem wybory prezydenckie, to:
- pozwoli rządowi rządzić, a sam skupi się na promowaniu Polski w świecie,
- pokaże twarz Polski bez grymasów, kompleksów, donosów, lęków wobec wyzwań współczesnego świata,
- obetnie etaty w Kancelarii Prezydenta,
- jako zwierzchnik sił zbrojnych stworzy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego centrum planowania strategicznego w dziedzinie obronności kraju,
- zakończy w ciągu kadencji polską misję w Afganistanie.
Zwrócił się też bezpośrednio do działaczy PO: - Mój wybór w 2007 r. [kiedy rozstał się z
PiS i przystąpił do PO] był wyborem serca i rozumu. Skończyliśmy wtedy z demolowaniem państwa. Dzisiaj daję z siebie to co mogę, na co mnie stać, by nie zawieść zaufania. Dumny jestem, że jako członek PO jestem w partii ludzi pozytywnych kreatywnych nie zasklepiających się w sobie. Mamy dzisiaj Polskę, o której na londyńskim bruku, lub pod sowieckimi bombami w Afganistanie mogłem tylko pomarzyć - mówił.
Nie zapomniał o partyjnym konkurencie Bronisławie Komorowskim. Przypomniał, że to on wprowadził go do Platformy: - Jestem dumny, że mogę konkurować z tobą - mówił do Komorowskiego. - PO już wygrała, bo zaprezentowała się jako partia, w której możliwa jest rywalizacja bez negatywnych emocji - dodał.
Komorowski też krytykuje Kaczyńskiego oraz Sikorskiego W tym samym czasie swoją kampanię prowadził marszałek Sejmu. W Białymstoku na spotkaniu z politykami PO i on krytykował Lecha Kaczyńskiego. - To prezydentura blokująca albo przynajmniej nie zachęcająca do modernizacji kraju - mówił. Jako przykład podał zablokowanie reformy systemu zdrowia. Oskarżał: - Nigdy żaden prezydent nie posunął się do zablokowania tak wielkiej systemowej zmiany. I podobnie jak Sikorski obiecywał: - Modernizację kraju. I to, że po wyborach skończy się praktyka blokowania modernizacji w imię interesów jednej partii.
Zapewniał, że źle czuje się, w walce, w której nie obowiązują żadne reguły. - PO z tak gigantycznym poparciem, mimo dwóch lat sprawowania władzy, może sobie pozwolić na to, by lansować nową metodę, nową wizję walki o Polskę, walki także o władzę, bez stosowania haków, uderzeń poniżej pasa, zachowując wewnętrzną lojalność i pokazując nowe standardy polityczne - przekonywał. I nie był zbyt łaskawy dla swojego konkurenta z PO.
Pytany czy istnieje ryzyko podziału wewnątrz partii podczas prawyborów, stwierdził, że takie ryzyko zawsze istnieje. Przypomniał, że
Radosław Sikorski był w rządzie PiS ministrem obrony narodowej. - Więc niewątpliwie tu jest jakaś historyczna zaszłość. Ja należałem do tego kręgu, który najostrzej dawał wyraz swojej niezgodzie na deprecjonowanie dorobku III RP i na wizję wspólnego rządzenia z partią braci Kaczyńskich - zapewnił.
Nie spodobało mu się też zachowanie Sikorskiego, który na spotkaniu w Bydgoszczy przypomniał, że do zakończenia prezydentury Lecha Kaczyńskiego zostało tylko 297 dni i rzucił do zebranych, by skandowali: - Były prezydent
Lech Kaczyński.- Zawsze będzie pytanie, czy warto urządzać tego rodzaju show, jeśli pełni się funkcję obecnie, i to funkcję szefa dyplomacji. Myślę że to nie był chyba najlepszy pomysł - ocenił Komorowski.
Na promocję siebie i swoich poglądów kandydaci mają czas do 18 marca, gdy działacze PO prześlą swoje głosy pocztą.