http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rok 2012. I po zawodach

Dariusz Bartoszewicz, Iwona Szpala
2010-02-27, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 23:39

Co zostanie w Londynie po igrzyskach olimpijskich, a co w Warszawie po Euro? Nad Tamizą - parki, baseny, stacje metra i kolei, pierwsza część nowoczesnego East Endu. A nad Wisłą - goły stadion przynoszący straty i podupadła Praga

Budowa Stadionu Narodowego. Warszawa
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Budowa Stadionu Narodowego. Warszawa
Anglicy wykorzystują igrzyska, by dać szansę rozwoju zaniedbanej części Londynu - East Endowi. 250 hektarów poprzemysłowego terenu w dolinie rzeki Lea wpadającej do Tamizy zamieni się w dzielnicę z nowoczesnym dworcem kolejowym łączącym Londyn z Paryżem i resztą Europy.

Stadion na 85 tys. widzów od razu po igrzyskach zostanie zmniejszony do 25 tys. (większy przynosiłby straty). Tak zaplanowano jego konstrukcję.

To nie stadion jest najważniejszy w całej koncepcji zagospodarowania tego obszaru. Do Parku Olimpijskiego, który będzie największy w Wlk. Brytanii od ponad wieku, zamawia się już 60 tys. roślin, drugie tyle cebulek, ponad 2 tys. drzew - czytamy na stronie www.london2012.com. Wiadomo, gdzie i co będzie budowane w przyszłości - już po "zielonej olimpiadzie".

Warszawa stała przed podobną szansą, choć w mniejszej skali. Wokół Stadionu Narodowego budowanego na Euro 2012 miało powstać Stadion City. Ale diabli je biorą - alarmowaliśmy we wczorajszej "Gazecie".

Chodziło tylko o 40 ha, bo Euro to przy igrzyskach impreza nieduża. Stadion Narodowy za 1,6 mld zł też jednak miał postawić na nogi zaniedbaną stołeczną Pragę.

Koncepcję wyłonił jeden z największych konkursów urbanistycznych po II wojnie światowej. Ogłosiły go w 2008 r. warszawski ratusz Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO) i Ministerstwo Sportu, którym rządził Mirosław Drzewiecki (PO). Stadion City miało być sportowo-komercyjno-rozrywkowym kompleksem, który pozwoliłby utrzymać stadion po mistrzostwach, tak by nie płacili za to podatnicy. Wygrała praca dwóch znanych pracowni - JEMS Architekci i Dawos.

Minister Drzewiecki był zrazu zachwycony: "Obok Stadionu Narodowego stanie wielofunkcyjna hala sportowa z widownią na 20 tys. osób, powstaną sale wystawowe i centrum rozrywkowe, nowoczesny, pięciogwiazdkowy hotel, centrum kongresowo-konferencyjne".

Ale wszystko utknęło. Przez 20 miesięcy od rozstrzygnięcia konkursu nikt nie podpisał umowy z architektami na sporządzenie szczegółowego opracowania.

Potem Drzewiecki zmienił front. Konkursowi, któremu patronował, zarzucił kardynalne błędy. Naciskał na ratusz, żeby zwycięskiej koncepcji Stadion City nie przenosić do miejscowego planu zagospodarowania. Wolał, by plan nie określał, co można gdzie zbudować (mimo że to prawnie niemożliwe). Polecał nawet ratuszowi zapoznanie się z planami kolejki gondolowej na stadion, którą lansował jego znajomy Ryszard Sobiesiak (bohater afery hazardowej). Nic z tego nie wyszło.

Ile razy pytaliśmy o Stadion City - tyle razy ministerstwo albo Narodowe Centrum Sportu powtarzały: to UEFA żąda, by wokół stadionu nic nie budować, bo cały teren jest potrzebny na parkingi, zaplecze itd.

Ale to przecież nie znaczy, że UEFA zabrania nam planować rozwój Warszawy na przyszłość - po piłkarskich mistrzostwach!

Przecież już teraz powinien istnieć plan - co konkretnie chcemy potem zbudować wokół stadionu. Inaczej powstanie inwestycyjny bałagan i ze Stadion City będą nici.

Przykład: inżynierowie drugiej linii metra już zaprojektowali ogromną rurę kanalizacyjną z przepompownią ścieków, która koliduje z konkursową wizją.

Już w 2008 r. "Gazeta" pisała: "Londyn daje Warszawie nauczkę". - East End, gdzie powstaną obiekty związane z igrzyskami, jest teraz bardzo zaniedbaną częścią Londynu. Bieda, bezrobocie i przestępczość. Najgorsze szkoły w całej Wielkiej Brytanii - mówił Graham Goymour, urbanista z firmy EDAW, która wspólnie z Buro Happold opracowała koncepcję "olimpijskiej" przebudowy Londynu.

Goymour przekonywał, że inwestycje kompletnie odmienią East End, zszyją tę dzielnicę z "lepszym Londynem" - dzięki drogom, mostom i kładkom dla pieszych. A wiele obiektów sportowych zniknie po 2012 r., by dać miejsce np. pod mieszkania. Budowa poolimpijskiego East Endu potrwa kilkadziesiąt lat, ale wizja jest już gotowa i praca wre.

Jak widać, know-how był i jest. Londyn z niego korzysta. Warszawa nie chce albo nie potrafi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':