http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pogotowie, ratunku - cd.

Rozmawiała Judyta Watoła
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-27 00:07

- Po kontroli szef pogotowia kupił pracownikom komórki, by transportów ze szpitala do szpitala dyspozytorzy nie zlecali już przez radio, bo te rozmowy są nagrywane. W tzw. kartach pojazdów przestano zapisywać, dokąd był ten czy inny wyjazd - wojewódzki konsultant medycyny ratunkowej w Zachodniopomorskiem piętnuje grzechy pogotowia.


Fot. Wojciech Olkusnik / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Od początku tygodnia piszemy, że pogotowie wozi do zwykłych szpitali chorych, którzy od razu powinni być dostarczeni do specjalistycznych oddziałów. Jak chorzy z zawałem serca czy udarem mózgu, w przypadku których czas ma kluczowe znaczenie dla zdrowia i życia.

Wczoraj napisaliśmy o raporcie prof. Cezarego Pakulskiego, wojewódzkiego konsultanta medycyny ratunkowej w Zachodniopomorskiem. Zebrał konkretne przypadki, np. pacjentów ze złamaniami kończyn i kręgosłupa, których wojewódzkie pogotowie ratunkowe zawiozło do szpitala bez oddziału urazowo-ortopedycznego.

Pogotowie zostawiało chorych w izbie przyjęć i odjeżdżało. W każdym takim przypadku szpitale musiały zamówić kolejną karetkę, by chorego przewieźć do właściwego ośrodka. Za każdy taki zlecony transport szpitale płacą pogotowiu po kilkaset złotych. To dla pogotowia dodatkowy dochód - kursy na wezwanie chorego czy do wypadku są objęte kontraktem z NFZ.

Po naszym tekście odezwali się lekarze z innych miast. Pediatra z warszawskiego szpitala dziecięcego napisał, że pogotowie regularnie przywozi pijane nastolatki, choć powinny one być zawożone do specjalnej sali w izbie wytrzeźwień. - Pogotowie twierdzi, że ustawa o ratownictwie tego nie przewiduje, więc pijanymi zajmują się lekarze i pielęgniarki, tracąc czas przeznaczony dla chorych dzieci. Lekarze pogotowia wiedzą, że ich praca często nie ma sensu, bo rządzą dyspozytorki. Pogotowie to taksówka do najbliższego szpitala, bez względu na to, czy ma to jakikolwiek sens - opowiada pediatra.

- Pacjentów zostawianych w niewłaściwym miejscu jest tyle, że kupiłem dla szpitala własne karetki, żeby już pogotowiu nie płacić. Ten problem mam rozwiązany. Ale dalej marnowany jest czas chorych - mówi Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.



Rozmowa z prof. Cezarym Pakulskim

Judyta Watoła: Dlaczego tak uważnie zaczął się pan przyglądać pracy pogotowia?

Prof. Cezary Pakulski, wojewódzki konsultant medycyny ratunkowej w Zachodniopomorskiem: W 2007 r. koordynator ratownictwa medycznego w Szczecinie sprawdził czasy dojazdu do chorych. Okazało się, że wojewódzkie pogotowie ratunkowe nie spełnia żadnych norm - wszędzie jeździ powyżej 20 minut. Jednocześnie karetki WPR zakontraktowane przez NFZ mają nadzwyczajnie dużo wyjazdów. Porównał dwa miasta o podobnej liczbie mieszkańców: Szczecinek, gdzie pogotowie działa przy szpitalu, oraz Goleniów, gdzie jest stacja WPR. Okazało się, że każda z pięciu karetek z Goleniowa miała dużo więcej wyjazdów niż trzy karetki ze Szczecinka. Zaczęliśmy podejrzewać, że WPR chodzi o dodatkowy zarobek.

I co zrobiliście?

- Przedstawiliśmy te informacje na spotkaniu u wojewody. Wybuchła awantura, ale w pogotowiu nic się nie zmieniło. Ponieważ dalej dostawałem sygnały, że dzieje się źle, zlecono w końcu wspólną kontrolę w WPR: Urzędu Wojewódzkiego, Urzędu Marszałkowskiego i NFZ. Wyszło czarno na białym, że karetki dorabiają na transportach chorych zlecanych przez szpitale.

Coś się zmieniło?

- Tak. Szef WPR kupił pracownikom telefony komórkowe, tak by transportów ze szpitala do szpitala dyspozytorzy nie zlecali już przez radio, bo te rozmowy są nagrywane. A w tzw. kartach pojazdów przestano zapisywać, dokąd był ten czy inny wyjazd.

Czy pogotowie nie powinno działać w interesie pacjenta? Przecież chorzy z zawałem czy udarem tracą na tym, że są zostawiani w szpitalu bez specjalistycznego oddziału?

- Dla szefa WPR ważne jest tylko jedno: artykuł 44 ustawy o ratownictwie medycznym - należy wozić pacjenta do najbliższego szpitala. To, że następny artykuł mówi o szpitalu, w którym można udzielić skutecznej pomocy, już się nie liczy.

Po tamtej pierwszej kontroli wojewoda zlecił następną. Jej wynikiem jest m.in. mój raport, w którym wymieniam konkretne przypadki marnowania przez WPR szans pacjentów na szybki ratunek. Wojewoda złożył o tym doniesienie do prokuratury. Prokuratura, nie przesłuchując nikogo z kontrolujących WPR, umorzyła postępowanie. Mój raport uznała za zbyt ogólnikowy. Wiem też, że ratownicy z WPR mają tego dość i wysłali ten raport do różnych instytucji, m.in. Ministerstwa Zdrowia. Nic to nie dało.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy