http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy demokratyczny kapitalizm przetrwa? Niewidzialna ręka władzy

Witold Gadomski
2010-03-01, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 19:14

Komu służy polityk, biznesmen, lobbysta i dyplomata w jednej osobie? Przed kim odpowiada?


Fot. LM Otero AP
Janine Wedel bada sposób podejmowania decyzji w Białym Domu lub w Międzynarodowym Funduszu Walutowym przy użyciu tych samych metod, które służą do badania kazirodczych rytuałów prymitywnych plemion w Gujanie - napisał recenzent "Financial Times" o najnowszej książce amerykańskiej antropolożki "Shadow Elite: How the World's New Power Brokers Undermine Democracy, Government, and the Free Market". Ale to nie jest książka z dziedziny antropologii, tylko polityki. Moim zdaniem jedna z ważniejszych, jakie ukazały się w ostatnich latach.

To książka o kondycji współczesnego kapitalizmu i współczesnej demokracji. Wiele tez stawianych przez autorkę jest zbyt mocnych i zbyt słabo udowodnionych - to wynik stosowania metod antropologicznych do polityki. Ale nawet wówczas, gdy Wedel się myli (zapewne każdy znajdzie w książce zdanie, które go zbulwersuje), zmusza do przemyślenia zjawisk, które opisuje, do szukania innego ich wyjaśnienia.

Ludzie elastyczni

Podstawowa teza zawarta jest już w tytule: na scenie publicznej pojawili się gracze nowego rodzaju, których aktywność podminowuje podstawy demokracji i wolnego rynku. Na początku XXI w. gruntownie zmieniły się kultura polityczna, reguły podejmowania decyzji w polityce i w korporacjach, zmieniły się media i organizacje pozarządowe. Ta wielka zmiana prowadzi do powstania "sieci elastycznych" (flex nets) i "elastycznych ludzi" (autorka określa ich jako "flexians"). Słowo "elastyczny" ma w naszym języku znaczenie raczej pozytywne - człowiek elastyczny potrafi szybko dostosować się do sytuacji. Ale według Janine Wedel flexians to ludzie cienie, grający w tym samym momencie różne role na różnych scenach, korzystający z autorytetu zdobytego na jednej z nich, by osiągnąć swój cel na innych.

Jednym z wielu przykładów jest Barry R. McCaffrey, czterogwiazdkowy generał w stanie spoczynku. Cieszy się w mediach opinią niezależnego analityka wojskowego, ma własną firmę konsultingową współpracującą z wielkimi korporacjami zbrojeniowymi żyjącymi ze zleceń rządowych i do niedawna był nieformalnym doradcą administracji Busha i Kongresu. Oprócz tego jest adiunktem w United States Military Academy, czyli słynnym West Point, która to szkoła kształci elity amerykańskiej armii. McCaffrey ma znaczący wpływ na opinię publiczną - jest często cytowany przez najbardziej prestiżowe media jako wiarygodny ekspert. W jednej kieszeni ma stałą przepustkę do Pentagonu, gdzie uczestniczy w rozmaitych naradach, a w drugiej - kontrakty z firmami dostarczającymi sprzęt wojsku walczącemu w Iraku. W swych wystąpieniach publicznych i na naradach w Pentagonie chwali sprzęt jednych firm (łatwo zgadnąć których) i gani konkurentów.

Inny przykład: Bruce P. Jackson, działający jako nieoficjalny dyplomata amerykański (bez stosownych upoważnień, lecz mający doskonałe stosunki z ludźmi odpowiedzialnymi za amerykańską politykę zagraniczną), założyciel organizacji pozarządowej US Committee to Expand NATO, działacz Partii Republikańskiej, były wiceprezes Lockheeda - jednej z najpotężniejszych korporacji z branży militarnej. Podczas spotkania poświęconego rozszerzeniu NATO amerykański ambasador mówił o Jacksonie jako "nieodzownym składniku naszych wysiłków na rzecz współpracy z tymi (postsowieckimi) krajami". Według "Le Monde" Jackson miał podpisaną z rządem Rumunii umowę o wspieraniu jej wysiłków w drodze do NATO. Można uznać, że Jackson wspierał kraje Europy Środkowo-Wschodniej, bo było to zgodne z jego przekonaniami, uważał, że służy to interesowi Ameryki. Być może dlatego, że jako antykomunista ma sympatię do narodów, które z komunizmu się wyzwoliły. A może po prostu dlatego, że było to zgodne z interesem firmy Lockheed, która zawarła z nowymi krajami NATO kontrakty na dostawy samolotów i innego sprzętu.

Zatem kim jest Bruce P. Jackson? Politykiem, biznesmenem, lobbystą, dyplomatą? Pełni każdą z tych funkcji jednocześnie. Załatwia interesy, lecz umyka odpowiedzialności za swoje działanie.

Według Janine Wedel to zupełnie nowa sytuacja, inna niż tradycyjny lobbing lub wymiana ról w ramach tzw. drzwi obrotowych. Pojęcie to oznacza przechodzenie od polityki do biznesu i od biznesu do polityki. Ale za każdym razem dana osoba pełni tylko jedną funkcję, z której jest rozliczana.

"Elastyczną sieć" tworzą nieformalne związki ludzi, którzy pełnią kilka ról jednocześnie, sprytnie omijając przepisy o konflikcie interesów. Nie są kontrolowani przez wyborców ani nawet przez opinię publiczną, bo media prezentują ich jako działaczy sektora NGO lub po prostu ekspertów.

Koniec tradycyjnego państwa?

Czy mamy do czynienia z końcem pewnej epoki, narodzinami nowej, powstaniem systemu odmiennego od tradycyjnego demokratycznego kapitalizmu? To raczej pytanie niż udowodniona teza, ale pytanie ważne i niepokojące.

W tradycyjnym demokratycznym państwie istnieje dość precyzyjny rozdział tego, co publiczne, od tego, co prywatne. Urzędnik działa zgodnie z procedurami wynikającymi z prawa i regulacji obowiązujących wewnątrz państwowych instytucji. Wyniki jego pracy nie są mierzone wskaźnikami efektywności ekonomicznej, które obowiązują w sektorze prywatnym. Ministerstwo pracy lub Urząd Kontroli Lotnictwa nie działają dla zysku, ale wyznaczają reguły gry, do których musi się dostosować prywatny biznes. Sektor prywatny ma pewien wpływ na tworzenie tych reguł poprzez lobbing, nacisk na opinię publiczną, czasami poprzez bardziej lub mniej uczciwe kontakty z politykami, lecz te dwie sfery - prywatna i publiczna - wciąż dość precyzyjnie można oddzielić. Nawet gdy dochodzi do nielegalnego lobbingu lub zwykłej korupcji, państwo dysponuje instrumentami i procedurami, by sytuację jednoznacznie ocenić i naprawić.

Zdaniem Janine Wedel przemiany, które nastąpiły w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach będących dotychczas opoką demokratycznego kapitalizmu, sprawiają, że zaciera się granica między publicznym i prywatnym.

Struktury państwa są częściowo zastępowane przez "elastyczną sieć" ludzi zatrudnionych zarówno przez państwo, jak i pozostających poza państwową biurokracją. W tej sieci liczą się kontakty osobiste i lojalność wobec konkretnych ludzi, a nie wobec struktur i misji państwa. Pewne funkcje typowe dla państwa są wykonywane przez prywatne firmy, np. niektóre bazy i konwoje w Iraku ochraniała jedna z największych na świecie firm ochroniarskich Blackwater.

Zatarta jest też granica między insiderami - osobami dysponującymi informacjami z tytułu sprawowanych funkcji państwowych lub miejsca w korporacjach - a outsiderami. Informacje, a także kontakty, wiedza, jak poruszać się po labiryncie decyzyjnym państwa, jak umiejętnie wpływać na opinię publiczną, stają się własnością konkretnych ludzi prywatnych i ich najbardziej wartościowym aktywem.

Światowy kryzys finansowy jeszcze bardziej zatarł granice między sferą prywatną a publiczną. Niektóre banki okazały się zbyt wielkie, by upaść. Po upadku Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. szefowie państw publicznie oświadczyli, że nie dopuszczą do kolejnych bankructw. Banki zostały uratowane za pieniądze publiczne. Stały się tworami, których własność jest trudna do określenia. Na pewno nie nastąpiła klasyczna nacjonalizacja. Janine Wedel uważa, że raczej zwiększył się wpływ prywatnych korporacji finansowych na państwo. Henry Paulson, były sekretarz skarbu i autor programu ratunkowego, był wcześniej prezesem Goldman Sachs. Autorka książki "Shadow Elite" ma wątpliwości, czy na swym stanowisku w administracji Busha był bardziej lojalny wobec państwa, czy "elastycznej sieci", którą współtworzył jako szef jednego z największych banków inwestycyjnych.

Postkomunistyczne zagrożenia dla demokracji

Janine Wedel wielokrotnie odwiedzała w latach 80. i 90. Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Jest przekonana, że upadek komunizmu i dołączenie dawnych krajów bloku sowieckiego do świata demokracji przyczyniło się do zepsucia kultury politycznej Zachodu. Dwójmyślenie, granie przez te same osoby sprzecznych ról (w pracy działacz partyjny, w domu opozycjonista), łamanie reguł jako sposób życia w systemie komunistycznym, zdobywanie potrzebnych dóbr poprzez sieć znajomości - to wszystko stworzyło w Europie Środkowo-Wschodniej społeczeństwo "ludzi elastycznych". Po upadku muru berlińskiego "elastyczni" ze Wschodu doskonale potrafili porozumieć się z "elastycznymi" Amerykanami i Europejczykami.

Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder w ostatnich tygodniach urzędowania podpisał z Rosją umowę o budowie Gazociągu Północnoeuropejskiego pod dnem Bałtyku. Wkrótce po opuszczeniu urzędu objął stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum Nord Stream budującego gazociąg. Na czele spółki stanął Matthias Warnig, były oficer Stasi. Choć media rzuciły się na Schrödera - sprawa na kilometr śmierdzi konfliktem interesu, jeśli nie zwyczajną korupcją - to nie były w stanie wymusić jego odejścia z Nord Streamu ani skłonić kolejnych rządów do zaprzestania wspierania tej inwestycji. Sytuacja Schrödera doskonale pasuje do obyczajów polityczno-biznesowych panujących w Rosji, na Ukrainie, w Kazachstanie. W Polsce taki numer raczej by nie przeszedł, w Niemczech - jak najbardziej.

Inny bulwersujący przykład "elastycznych" stosunków Wschodu z Zachodem. Harwardzki profesor Andrei Shleifer, uważany za jednego z najwybitniejszych współczesnych ekonomistów, dzięki przyjaźni z sekretarzem skarbu w administracji Clintona Lawrence'em Summersem i dobrym kontaktom w Rosji, skąd pochodzi (między innymi z Czubajsem, który był autorem rosyjskiej prywatyzacji), miał w latach 90. znaczący wpływ na program pomocy amerykańskiej dla Rosji. W ramach tego programu rozmaite projekty wykonywali naukowcy z Harwardu. Fundusze tego uniwersytetu uzyskały dostęp do rynku rosyjskiego, na którym dokonywały intratnych inwestycji. Sam Shleifer promował rozwiązania, które były korzystne dla jego prywatnej działalności biznesowej w Rosji. Dochodzenie w tej sprawie prowadził Departament Sprawiedliwości, który wniósł przeciwko naukowcowi oskarżenie. Shleifer ostatecznie zapłacił 2 mln dol. grzywny. Nie stracił posady ani reputacji. Zajmuje drugie (po Stiglitzu, a przed Robertem Barro) miejsce w rankingu najczęściej cytowanych naukowców z dziedziny ekonomii i biznesu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':