Niestety, bo gdybyśmy łapali się także na stawkę 32 proc., byłby to dowód, że za swoją pracę dostajemy naprawdę przyzwoite pieniądze. Wszak wyższa stawka obejmuje nadwyżkę dochodów ponad 85528 zł. Wedle szacunków nawet 99 proc. z nas rozliczy się jednak z fiskusem wedle stawki 18-proc.
I tak jednak mamy powody do radości. A to dlatego, że dzięki zastąpieniu dotychczasowych trzech stawek
PIT (19, 30 i 40 proc.) dwiema (18 i 32 proc.) zapłacimy mniej podatku.
Ministerstwo Finansów szacowało, że w ten sposób w naszych kieszeniach zostanie dodatkowo 8 mld zł. A przecież w wcześniejszych latach mieliśmy jeszcze obniżki składki rentowej. Dzięki nim także dziś oddajemy państwu mniej pieniędzy. O kolejne grube miliardy mniej. Wypada do tego dołożyć także ulgę na dzieci. I znów więcej pieniędzy w kieszeniach - tym razem tych, którzy dzieci mogą sobie odpisać od podatku.
Gdybyż jeszcze w ślad za tymi obniżkami podążało uproszczenie rozliczeń z fiskusem. Oczywiście sytuację poprawia tu trochę coraz szerzej otwierana furtka do rozliczeń przez internet, ale PIT-y są ciągle straszliwie skomplikowane. Już sama liczba formularzy i upchniętych w nich rubryk może przyprawić o zawrót głowy, a co bardziej wrażliwych (czytaj uprzedzonych do rozliczeń) o mdłości. Tymczasem wśród formularzy do rozliczeń za 2009 r. pojawił się jeden zupełnie nowy.
PIT z urzędu, sieci lub "Gazety"
Nadal najważniejszym, czytaj najbardziej popularnym formularzem jest PIT-37, w którym wykazujemy m.in. wynagrodzenie za pracę czy emerytury. Za nim również tradycyjnie mamy PIT-36 przede wszystkim dla działalności gospodarczej. Są jeszcze mniej popularne formularze: • PIT-36L (działalność gospodarcza opodatkowana liniową stawką 19-proc.) i • PIT-38 (dochody kapitałowe, np. ze sprzedaży akcji). Do tego dochodzą oczywiście ulgowe załączniki: • PIT/O (zwykłe ulgi) i • PIT/D (ulgi mieszkaniowe). Jest też cały pakiet innych załączników m.in. PIT/ZG (informacja o wysokości dochodów z zagranicy i zapłaconym podatku), PIT/B (informacja o wysokości dochodu/straty z pozarolniczej działalności gospodarczej) czy PIT/M (informacja o dochodach małoletnich dzieci, które podlegają łącznemu opodatkowaniu z dochodami rodziców). Uwaga! Nowością jest PIT-39 przeznaczony dla podatników, którzy w zeszłym roku uzyskali dochody ze sprzedaży domów i mieszkań. Wszystko to oznacza, że niektórzy podatnicy będą musieli wypełnić kilka formularzy i parę załączników. Tak, jak pani B., która składa w sumie trzy formularze i dwa ulgowe załączniki, bo w zeszłym roku pracowała na etacie w biurze (PIT-37), chce skorzystać z ulgi za wydatki na dostęp do internetu (załącznik PIT/O), odpisuje wydatki na spłatę odsetek od kredytu mieszkaniowego (PIT/D), a dodatkowo zarobiła na inwestycjach na giełdzie (PIT-38), no i sprzedała mieszkanie (PIT-39). Pani B. nie będzie wyjątkiem.
Niespodzianka czeka osoby wypełniające w tym roku bardzo popularny załącznik ulgowy PIT/O. Od zeszłego roku formularz ten zamiast dwóch ma trzy strony. Już w zeszłym roku w jego części E. pojawiły się rubryki na imię, nazwisko, datę urodzenia i PESEL dziecka objętego ulgą prorodzinną. W czasie rozliczeń sprzed roku ta część formularza była jeszcze nieczynna, włożono ja w PIT trochę na wyrost, bo obowiązek wpisywania tych danych obowiązuje dopiero przy rozliczeniu za 2009 r. Przed rokiem podatnicy jej nie wypełniali, teraz już muszą.
Formularze podatkowe można pobrać w urzędach skarbowych, można je także ściągnąć z internetu, np. ze strony Ministerstwa Finansów (www.mf.gov.pl). Tak jak w latach poprzednich formularz wydrukowany z internetu można spokojnie wykorzystać do rozliczenia podatkowego. Co więcej, osoby, które zdecydują się na przygotowanie zeznania rocznego z pomocą programu, który tradycyjnie dołączamy do "Gazety", wcale nie muszą sobie zawracać głowy formularzami. Po wypełnieniu zeznania w komputerze wydrukują PIT gotowy do wysłania bądź zaniesienia do urzędu skarbowego.
Bez PIT-11 lub PIT-40A ani rusz
Ale PIT, czy to pobranego z urzędu, czy ściągniętego z internetu, nie da się wypełnić bez informacji od pracodawców o zeszłorocznych dokonaniach finansowych podatnika. Bez nich na nic nie przyda się też choćby najlepszy program komputerowy do sporządzenia do rocznych zeznań podatkowych, nawet ten z "Gazety".
Dla większości z nas pracodawcy przygotowują (w tym roku mają na to czas do 1 marca) podsumowanie naszych zeszłorocznych dokonań - druki PIT-11, czyli zestawienie naszych przychodów (pieniędzy za pracę), kosztów (kwot, które możemy odliczyć od przychodów, np. w związku z dojazdami do pracy) i wreszcie dochodów (przychodów po odliczeniu kosztów). W tych podsumowaniach są też kwoty zaliczek na podatek, które pracodawcy w ciągu roku pobrali od naszych dochodów i wpłacili do urzędów skarbowych, a do tego bardzo ważne kwoty zaliczek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne (podatnik odpisuje je od dochodu i podatku, jeśli tego nie zrobi, zapłaci fiskusowi za dużo).
Bez takiego zestawienia raczej nie da się poprawnie wypełnić PIT-u. Zapisane tam kwoty trzeba przenieść do formularzy zeznań podatkowych. Jeśli ktoś pracował tylko w jednym miejscu, ma mało roboty. Jeśli w kilku - to gorzej. Musi pododawać swoje dochody z różnych miejsc: przychody łączne, koszty łączne, dochody łączne itd.
Emeryci i renciści dostają z
ZUS (
KRUS) PIT-40A lub PIT-11A. Jeśli nie chcą m.in. odpisywać ulg, rozliczać się ze współmałżonkiem, nie mieli dodatkowych dochodów i nie zamierzają przekazywać 1 proc. podatku organizacjom pożytku publicznego - rozliczenie z fiskusem mają załatwione. W przeciwnym przypadku PIT-ują samodzielnie, wykorzystując przy tym informacje dostarczone w PIT-40A i PIT-11A.
Co wpisać w PIT, a czego nie wpisywać
W pierwszej kolejności - przychody. Od nich zaczyna się faktyczne wypełnianie zeznania rocznego (wcześniej jest NIP i dane personalne - ale to formalności). Przychód to w uproszczeniu pieniądze otrzymane za pracę lub jakieś działania. Ustawa podatkowa wyróżnia wiele kategorii przychodów, którymi podatnik musi się pochwalić fiskusowi w zeznaniach rocznych. Mamy tu więc m.in.: wynagrodzenia uzyskiwane za pracę (czy z umowy-zlecenia), emerytury i renty (krajowe i zagraniczne), prawa autorskie, przychody z działalności gospodarczej, przychody z wynajmowania mieszkania, zasiłki (np. dla bezrobotnych).
Na szczęście jest też spora grupa przychodów, których nie trzeba wpisywać do zeznania rocznego. Chodzi np. o: ubezpieczenia za rozbity samochód; odszkodowania za wypadek w pracy; odsetki z obligacji skarbu państwa; odsetki od oszczędności w bankach; odprawy pośmiertne i zasiłki pogrzebowe; zasiłki rodzinne, pielęgnacyjne, wychowawcze i porodowe; jednorazowe zasiłki za urodzenie dziecka (w tym słynne becikowe); wszelkie diety i dodatki za tzw. rozłąkę; żołd żołnierzy zasadniczej służby wojskowej (także zastępczej). W PIT nie wykazuje się też dochodów z działalności rolniczej i wygranych w konkursach, grach i zakładach wzajemnych.
Ale w kasie państwa brakuje pieniędzy. Fiskus więc coraz uważniej przygląda się różnym źródłom przychodów wydawałoby się niezagrożonym dotąd podatkiem, czy to z powodów zwyczajowych, czy też z powodu niejednoznaczności przepisów. Był więc np. pomysł obarczenia policji obowiązkiem ścigania kierowców, którzy do celów prywatnych wykorzystują samochody służbowe i nie doliczają tego do dochodu. Jeśli przy kontroli drogowej policjant zatrzymałby więc auto służbowe miał badać czy kierowca nie wiezie nim rodziny na wczasy bądź na grzyby. Ostatecznie pomysł z policją upadł, ale podatek od użytkowania służbowych samochodów do celów prywatnych płacić trzeba.
Całkiem niedawno burzę w mediach wywołała za to zapowiedź opodatkowywania drobnych przysług i pomocy w wykonywaniu codziennych obowiązków, które na zasadzie wzajemności w ramach tzw. banków czasu wyświadczają sobie sąsiedzi, powinna być opodatkowana. Dlaczego? Bo osoby korzystające z takich usług osiągają przychody z tego tytułu. Choćby dlatego, że nie muszą płacić za skoszenie trawnika czy wyprowadzenie psa. Wprawdzie potem Ministerstwo Finansów się z tego wycofało, ale nie do końca, bo jak uznało "do każdej z takich spraw trzeba podchodzić indywidualnie, bo na pewno są takie usługi między sąsiadami, które powinny być opodatkowane". Przykładem takiej usługi może być wyremontowanie przez właściciela firmy remontowej domu czy mieszkania sąsiada.
Koszty w zamrażarce
Kolejny krok rozliczenia to wpisanie do zeznania kwot kosztów uzyskania. Koszty to wydatki, które ponosimy po to, by coś zarobić. Składają się na nie m.in. wydatki na dojazd do miejsca pracy. Kwoty kosztów odpisuje się od przychodu (za pracowników robią to z reguły pracodawcy), przez co mniej pieniędzy podlega podatkowi.
W ustawie o PIT zapisano zryczałtowane kwoty kosztów przysługujące m.in. pracownikom etatowym. Ustawiono je w ten sposób, że powinny pokryć wydatki podatnika na dojazd do pracy środkami komunikacji publicznej. W 2009 r. kwoty tych kosztów nie zmieniły się w porównaniu do roku wcześniejszego i wynosiły: • dla podatników zatrudnionych na jednym etacie koszty - 1335 zł rocznie, • jeśli podatnik dojeżdżał do pracy z innej miejscowości, jego koszty były wyższe - 1668,72 zł., • jeśli etatów było więcej niż jeden koszty sięgały 2002,05 zł, • zaś w przypadku tzw. wieloetatowców dojeżdżających do pracy z innej miejscowości - 2502,56 zł. Takie kwoty kosztów są z reguły uwzględnione w zestawieniach podsumowujących dokonania podatnika przygotowanych dla niego przez jego pracodawcę (PIT-11). Jeśli z jakiegoś powodu nie są (bo np. pracodawca nie uwzględnił faktu, że pracownik dojeżdża do pracy z innej miejscowości) podatnik może sobie sam uwzględnić prawidłową kwotę kosztów. Musi jednak pamiętać, że podane powyżej kwoty to limity roczne i jeśli pracował np. tylko przez 5 miesięcy to do odliczenia ma 5/12 limitu. I jeszcze jedna ważna uwaga. Ci, którzy na dojazdy do pracy wydawali w 2009 r. więcej niż w to przewidują limity kosztów, w rozliczeniu rocznym mogą (tak jak w poprzednich latach) odliczyć rzeczywiste wydatki, pod warunkiem jednak, że mogą je udokumentować imiennymi okresowymi biletami miesięcznymi.