Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
To pierwsze słowa byłego ministra sportu od czasów jego przesłuchania przed komisją hazardową. Krótkiego, acz emocjonalnego bardzo wywiadu udzielił dziennikarzom na Florydzie podczas polonijnego turnieju golfowego. - Zabito mi matkę. Całe szczęście wierzę w Boga i wiem, że jest piekło, i że ci ludzie trafią do piekła - mówił, odnosząc się do śmierci matki, która zmarła w dniu, gdy
Mirosław Drzewiecki ogłaszał swoje odejście z rządu Donalda Tuska na początku października 2009 roku. Działo się to po tym, jak "Rzeczpospolita" opublikowała stenogramy podsłuchanych przez CBA rozmów polityków PO z biznesmenami z branży hazardowej. Jednym z nich był Ryszard Sobiesiak. - To fikcja stworzona przez pana Kamińskiego, gdyby pan Sobiesiak był człowiekiem, który produkował wędliny, nie byłoby afery Sobiesiaka. Tylko dlatego, że hazard źle się kojarzy ludziom, łatwo dolepić łatkę, że to jest coś złego. Tylko dlatego on jest bohaterem tej afery - wytykał Drzewiecki.
Rozgoryczony mówił: - Nigdy nie myślałem, że polityka jest takim okrutnym zwierzakiem, który potrafi zjadać ludzi. Gardzę polityką. Gardzę. Nie chcę być zakładnikiem, poza tym nie jestem niczyją własnością. Nikt nie ma prawa deptać mojego honoru i moich marzeń, bo ja jestem Mirek Drzewiecki i będę robił, co będę chciał.
Zapewnił, że zawsze działa zgodnie z prawem i dlatego nie ma powodu do niepokoju i o nic się nie martwi. - Nikt nie będzie mnie przepytywał na różne okoliczności. Z kim się przyjaźnię, z kim się kumpluję, to moja sprawa. I wara wszystkim od tego - ostrzegał. I zapowiedział, że będzie próbował się oczyścić przed sądem: - Ci wszyscy dziennikarze, którzy dopuścili się kłamstw i oszczerstw, odpowiedzą za wszystko. Poświęcę kilka następnych lat swojego życia, żeby dojść do prawdy. Żeby ci wszyscy, którzy świadomie kłamali, za to przepraszali i płacili pieniądze.