Olejnik. Kapuściński bez pomnika

Monika Olejnik, "Kropka nad i" TVN 24; "Gość Radia ZET"
26.02.2010 , aktualizacja: 27.02.2010 13:05
A A A Drukuj
Monika Olejnik

Monika Olejnik (fot. AG)

26 lutego. Felieton w "Gazecie". Trzeba mieć nie byle jaką odwagę, żeby zdjąć z cokołu Ryszarda Kapuścińskiego. A ośmielił się to zrobić Artur Domosławski. Napisał "Kapuściński non-fiction", biografię idealisty, który stał się realistą.
Dowiadujemy się o Kapuścińskim, że był żarliwym wyznawcą komunizmu, socjalizmu, walczył pod rękę z marksistowską partyzantką w Angoli. Kiedy był strajk "Solidarności", martwił się o losy PZPR. Na strajk nie pojechał z ciekawości reportera, a może i też dlatego, że był zaufanym władzy. Na prośbę ówczesnego wicepremiera Kazimierza Barcikowskiego pojechał się rozejrzeć. Domosławski pisze z taką empatią i miłością o Kapuścińskim, że nie można go nazwać hieną, jak to uczynił honorowy szef SDP Stefan Bratkowski.

Stefanowi Bratkowskiemu, który uczył dziennikarzy, nawet nie chciało się wziąć książki do ręki, tylko z góry wdeptał w ziemię autora. Dla tych, dla których Kapuściński jest wielkim pisarzem, wielki pozostanie. Ci, którzy boją się zajrzeć w głąb jego duszy, w głąb jego życia, niech po prostu nie czytają tej książki. Być może Domosławski zdradził przyjaciela, mówi o sobie, że jest uczniem Kapuścińskiego i spędził z nim wiele czasu. Może jego zdrada polegała na tym, że przez wiele lat nie potrafił mu zadać trudnych pytań, albo też, kiedy zadawał, nie potrafił wyegzekwować odpowiedzi. Patrzył w mistrza i chłonął to, co on chciał mu powiedzieć, tak jak wszyscy inni. Nie interesowaliśmy się do tej pory tym, że na Zachodzie podważano wiarygodność faktów, które były w niektórych książkach Kapuścińskiego. Tak jak mówi Domosławski, może stało się tak, że Kapuściński przeniósł się w pewnym momencie z półki reportaż na półkę beletrystyka. Ale był wielkim pisarzem, z kompleksami, że nie jest poetą, uwielbiającym najpierw siebie, potem wszystkich innych. Konfabulował, Hajle Sellasje nie był taki, jak go opisywał - dowiadujemy się teraz o tym, ale jest to wstrząs dla tych, którzy traktowali "Cesarza" jako reportaż sensu stricto. Kapuściński miał wiecznie strach w oczach, miał smutną minę, może bał się, że ujrzą światło dzienne teczki, które świadczą o jego uwikłaniu w PRL i w agenturę. Ernest Skalski mówi, gdyby nie współpracował, toby nie wyjeżdżał, gdyby nie współpracował, to nie byłby wielkim Kapuścińskim. Był wielki dzięki swojemu talentowi, ale życie ułatwiali mu przyjaciele z KC PZPR, którzy nawet nie ośmielili się cenzurować jego książek. Sam ocenzurował swe książki, żeby były wydane w Ameryce, nie chcąc złościć Amerykanów wiedzą na temat CIA.

Domosławski pisze o słabości Kapuścińskiego do kobiet, ale pisze tak pięknie, że nie można nazwać jego języka językiem tabloidu. Nie robi tego po to, żeby epatować czytelników, tylko żeby pokazać w całości Kapuścińskiego takiego, jaki był. Pewnie go mocno boli, że żona Kapuścińskiego nie chce z nim rozmawiać i nie zgadza się na książkę.

To wszystko, co opisuje Domosławski, to nie jest wiedza zebrana za życia Kapuścińskiego, to wiedza zebrana po jego śmierci - czy miał się cenzurować? Udawać albo wykreślać słowa jego bliskich znajomych o tym, że Kapuściński był mitomanem i konfabulantem.

Jest to fascynująca lektura, która pokazuje, jak ciężko i jak łatwo było Kapuścińskiemu. Kiedy kilka lat temu "Newsweek" ujawnił teczki Ryszarda Kapuścińskiego, ziemia zadrżała. Teraz patrzymy na to z innej perspektywy. Artur Domosławski różni się tym od biografa Wałęsy, że widać, że kocha mistrza i usprawiedliwia go nawet w najtrudniejszych momentach. Książkę tę szczególnie polecam lustratorom.

  • 0