Sędziowie mają sądzić wedle prawa i sumienia. Ten wyrok świadczy o tym, że sądzili tylko wedle sumienia. Na coś takiego mogą sobie pozwolić politycy czy publicyści, ale nie sędziowie.
Sędzia może orzec wszystko pod warunkiem, że zdoła to poprawnie prawniczo uzasadnić. Tymczasem ten wyrok Trybunał uzasadnił w sposób, który z łatwością zrozumie laik (Trybunał potępił ubeków), ale prawnikowi będzie trudno.
Uzasadnienie będzie żyło własnym życiem. Będą się na nie powoływać ludzie i organy w innych sprawach, także nie mających związku z rozliczeniami z przeszłością. A wtedy dyskusyjne rozumienie równości wobec prawa, zasady zaufania do państwa czy ochrony praw nabytych może posłużyć celom społecznie nieakceptowanym.
zasada równości Zgadzam się z tym fragmentem uzasadnienia, gdzie Trybunał mówi, że sam fakt służby w tajnej policji służącej totalitarnemu reżymowi zasługuje na negatywną ocenę moralną. Decyzję o takiej służbie podejmowali dorośli ludzie, świadomi, w jakim państwie żyją i z jaką władzą mają do czynienia. I nawet jeśli osobiście nie łamali praw człowieka - np. pracując jako maszynistka czy informatyk - to wspierali działania organu, który to robił. A wybierali tę pracą, bo była lepiej płatna i wiązała się z rozmaitymi bonusami typu specjalne sklepy czy służbowe mieszkania.
Jednak to uzasadnienie nie wystarcza by uznać - jak zrobił to Trybunał - że nie naruszono zasady równości, zaufania do państwa i poszanowania praw nabytych równo traktując funkcjonariuszy pozytywnie i negatywnie zweryfikowanych w '90 roku.
Trybunał uznał za nieważne, że w wolnej Polsce komisje weryfikacyjne - złożone także z lokalnych działaczy podziemnej opozycji - uznały część funkcjonariuszy za mających moralne kwalifikacje do służby w
UOP, bo nie łamali praw człowieka. Jego zdaniem te oceny nie są równoznaczne ze "świadectwem moralności". I ocenił, że funkcjonariusze pozytywnie i negatywnie zweryfikowani nie różnią się w sposób istotny, więc można ich było tak samo potraktować. Tylko, że na tym poziomie ogólności niekonstytucyjne są wszelkie przepisy wyrównujące szanse - np. osobom niepełnosprawnym, albo afirmujące - np. rodziny wielodzietne. Bo w końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i to jest nasza wspólna cecha istotna.
Widać, że Trybunał przyjął taktykę uzasadniania przez pomijanie okoliczności niewygodnych, zamiast się do nich ustosunkować.
Kiedy w 90-tym roku za konstytucyjne uznał odebranie członkom kierownictwa PZPR i partii sojuszniczych uprzywilejowanych emerytur argumentował, że to niesłusznie nabyty przywilej. I to było logiczne. Teraz emerytury funkcjonariuszy tajnych służb PZPR też uznał za przywilej, choć, w przeciwieństwie do emerytur członków partyjnego kierownictwa nie było nic takiego, jak "esbeckie emerytury". Były - i są do dziś na identycznych zasadach - emerytury mundurowe. To nie musi oznaczać, że nie można ich ograniczyć uznając, że zostały nabyte niesłusznie. Ale uzasadnianie tego przywilejami dla
SB-ków jest nieprawdziwe.
Dyskusyjne jest, że skoro już przyjął koncepcję "przywileju", to nie zakwestionował, że w ramach jego znoszenia nie zastosowano do tych emerytur przelicznika takiego, jak mają wszyscy cywile, tylko obowiązujący dla tzw. okresów nieskładkowych. Trybunał prześliznął się po tym temacie stwierdzając, że i tak mają średnio wyższe emerytury niż cywile, bo mieli wyższe pensje. Tylko jak to się ma do zasady, że Trybunał sądzi prawo, a nie rzeczywistość (podkreślał ją w grudniu, gdy za zgodne z konstytucją uznał wliczanie ocen z religii do średniej na świadectwie szkolnym)? Trybunał ma wytłumaczenie: gdy idzie o świadczenia pieniężne nie może abstrahować od konkretnych sum. Tak? A w takim razie dlaczego w sprawie zarobków sędziów na początku lat 2000 uznał, że nie jest władny wypowiadać się co do konkretnych sum?
zasada zaufania i praw nabytych Trybunał zlekceważył fakt, że pozytywnie zweryfikowani dostali od państwa gwarancję poszanowania przez III RP ich praw nabytych w PRL-u. Skwitował to stwierdzeniem, że nikt nie może być pewien, że państwo nie zdecyduje kiedyś o pogorszeniu jego sytuacji. Tym samym praktycznie zanegował zasadę poszanowania praw nabytych i zaufania do państwa. Teraz: hulaj dusza, piekła nie ma! Państwo może odbierać co kiedyś nieopatrznie dało i nie ma po co tego skarżyć do Trybunału.
Szczególnie - co Trybunał podkreślił - jeśli państwo moralnie coś potępi.
Skoro tak, to za parę lat, kiedy lewica przejmie władzę możemy się spodziewać poprzedzonej moralnym potepieniem ustawy odbierającej emerytury mundurowe funkcjonariuszom CBA za pracę na rzecz umacniania władzy
PiS przez polityczne prowokacje i powszechne podsłuchowisko. No i pracownikom
IPN i członkom jego Kolegium.
zasada indywidualnej odpowiedzialności Bo - wedle tego wyroku Trybunału, jeśli ustawodawca moralnie potępi, to może robić rozmaite rzeczy w ramach rozliczeń potępionej przeszłości. I tego Trybunał - odmiennie, niż do tej pory - nie nazywa represją. Trudno zrozumieć ten fragment uzasadnienia (na razie jedynie ustnego), ale sens wydaje się taki, że represja jest wtedy, gdy jest sankcja karna wobec konkretnej osoby. Natomiast rozwiązania prawne dotyczące grup osób represją nie są. Nawet, jeśli pogarszają ich sytuację osobistą i są skutkiem moralnego potępienia. A jeszcze niecałe trzy lata temu w wyroku na temat nowej lustracji Trybunał podzielał stanowisko Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, że odebranie prawa do sprawowania funkcji publicznych jest represją i dlatego powinno być poprzedzone postępowaniem sądowym z gwarancjami procesu karnego. Rozszerzył to nawet na umieszczenie kogoś w katalogu tzw. osobowych źródeł informacji (tajnych służb PRL-u) uznając, że infamia też jest represją (tworzenie katalogu OZI uznał za sprzeczne z konstytucją). To była kontynuacja konsekwentnego orzecznictwa w podobnych kwestiach. Teraz Trybunał odchodzi od zasady indywidualnego udowadniania winy. Jak zauważył w zdaniu odrębnym sędzia Adam Jamróz jest to odejście od fundamentalnej zasady praw człowieka: podmiotowości jednostki. Zamiast jednostki mamy grupy, żeby nie powiedzieć "masy". To nie jest rozumowanie w duchu praw człowieka, tylko sprawiedliwości dziejowej, co zauważył w zdaniu odrębnym sędzia Bohdan Zdziennicki.
Bodaj w 1994r. ustawą odebrano już mundurowe emerytury tym funkcjonariuszom PRL-u, których sąd uzna za winnych łamania prawa w służbie komunistycznego reżymu. Do tej pory zasada podmiotowości była więc szanowana, choć niewielu udało się skazać. Czy nieudolność IPN-u w kierowaniu takich spraw do sądu może być sztukowana ustawą, która odbiera emerytury mundurowe hurtem, wszystkim? Trybunał odpowiada, że tak. Wbrew temu, co głosił przez lata.
Rozliczenia bez przedawnienia Do tej pory Trybunał stał na stanowisku, że w miarę upływu lat rozliczenia należy wygaszać, a nie eskalować. Powoływał się na rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z 1996r. w sprawie rozliczeń z totalitarnymi reżymami. Rozliczenia miały służyć nie odwetowi, ale umacnianiu demokracji i likwidowaniu zagrożeń dla niej. Tym razem Trybunał uznał, że upływ czasu nie może uniemożliwiać rozliczeń, bo decyduje moralne potępienie. Skoro tak, to za kilka lat, kiedy do władzy dojdzie PiS możemy się spodziewać kolejnej ustawy dezubekizacyjnej polegającej na odebraniu przejętych na własność na preferencyjnych zasadach służbowych mieszkań. Gdyby b. funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL już nie żyli, to nieszkodzi: można odebrać ich spadkobiercom. Taka jest logiczna konsekwencja uzasadnienia Trybunału. W dodatku odbieranie mieszkań lepiej pasuje, niż odbieranie emerytur, bo mieszkania to były przynajmniej rzeczywiste przywileje.
Zasada proporcjonalności Sędzia Ewa Łętowska w zdaniu odrębnym powiedziała, że Trybunał nie zastosował - choć konstytucja tego wymaga tzw. testu proporcjonalności. Czyli nie zbadał, czy ustawa dezubekizacyjna narusza prawa osób jej podlegających jedynie w sposób absolutnie konieczny dla ochrony takich konstytucyjnych wartości, jak bezpieczeństwo i porządek publiczny czy prawa i wolności innych osób. To ciężki zarzut. Rzeczywiście: mówiąc o prawie władzy do uchwalenia ustawy w takim kształcie Trybunał powoływał się jedynie na negatywną moralną ocenę PRL-u i na to, że funkcjonariuszom nie odebrano środków do życia i nadal mają się lepiej, niż cywile. Więc nie naruszono istoty prawa do zabezpieczenia społecznego. A co z resztą testu proporcjonalności?
Jeśli w tej sprawie Trybunał zwolnił się od jego przeprowadzania, to jak będzie w innych? Np. jeśli wyjdzie ustawa, że nie wolno urządzać demonstracji pod Sejmem to Trybunał powie, że nie naruszono istoty prawa do zgromadzen i wolnosci głoszenia przekonań, bo można demonsrować gdzie indziej?
Uzasadnienie tego wyroku przypomniało mi głoszoną przez PiS zasadę przełamywania impossibilizmu prawnego streszczająca się w dyrektywie: robić tak, by było słusznie, a prawo nie może w tym przeszkadzać. Impossibilizm prawny w wykonaniu Trybunału Konstytucyjnego byłby znacznie groźniejszy, niż w wykonaniu polityków.