http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łukaszenka obiecuje poprawę

Renata Grochal, Bartosz T. Wieliński
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 20:01

Specjalna grupa ekspertów zbada sytuację Związku Polaków na Białorusi - ustalili na spotkaniu w Kijowie szef polskiego MSZ Radosław Sikorski i białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka
Fot. AP/Andrey Mosienko
Aleksander Łukaszenka
SERWISY
SONDAŻ
Czy sytuacja Polaków na Białorusi ma szansę się poprawić?

Tak
Nie
Nie wiem

- Jesteśmy zadowoleni, bo Mińsk po raz pierwszy zgodził się o nas rozmawiać. Do tej pory Łukaszenka nas ignorował, twierdząc, że sprawy Związku Polaków nie ma. To dobry znak na przyszłość - komentuje Igor Bancer, rzecznik ZPB.

Spotkanie Sikorskiego z Łukaszenką w Kijowie, gdzie obydwaj polecieli na zaprzysiężenie nowego ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza, do wczoraj rana utrzymywano w tajemnicy. Trwało ponad godzinę, dłużej, niż planowano. Kilka godzin wcześniej polski minister spotkał się ze swoim białoruskim odpowiednikiem Siarhiejem Martynauem.

Sikorski przedstawił Łukaszence tzw. non-paper, czyli nieoficjalny dokument z propozycją rozwiązania konfliktu wokół Związku Polaków na Białorusi, na czele którego stoi Andżelika Borys. Władze w Mińsku nie uznają go od pięciu lat, gdy dokonały rozłamu w ZPB, i systematycznie odbierają mu majątek, przekazując go Związkowi Polaków kierowanemu przez lojalnego wobec reżimu Stanisława Siemaszkę.

Kilkanaście dni temu taki właśnie los spotkał Dom Polski w Iwieńcu - do budynku wtargnęła milicja i siłą wyrzuciła z niego działaczy ZPB. Potem zaczęły się represje: działaczom Związku grożono zwolnieniem z pracy, a troje z nich, w tym białoruski korespondent "Gazety" Andrzej Poczobut, na pięć dni trafiło do więzienia za demonstrację w obronie Domu Polskiego. Borys musiała zaś zapłacić wysoką grzywnę.

Wczoraj Sikorski zaproponował, by Mińsk uznał związek Borys na takich samych prawach jak związek Siemaszki. Majątek, w tym 16 domów polskich, miałby zostać podzielony między nich po połowie. Dziś 14 domami sfinansowanymi z pieniędzy polskiego podatnika zarządza organizacja Siemaszki. - Prezydent Łukaszenka zadeklarował, że teraz widzi potrzebę osobistego zaangażowania się w sprawę Związku Polaków - mówi "Gazecie" Sikorski. - Prezydenta Łukaszenka podkreślał, że zależy mu, by wyciszyć emocje wokół Związku i dać kilka tygodni na prace polsko-białoruskiej grupy roboczej, która zostanie powołana do rozwiązania sprawy ZPB.

Z polskiej strony do grupy roboczej wejdzie wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer. Nie wiadomo, kto będzie jej szefował ze strony białoruskiej. - Wydaje mi się, że uświadomiłem prezydentowi Łukaszence, jak pilna jest ta sprawa i że powinna znaleźć swój finał wciągu tygodni, a nie miesięcy - opowiada Sikorski. - Uważam, że przedstawienie

naszych racji osobie, która decyduje o wszystkim na Białorusi, ma swoją wartość. Chcemy mieć pewność, że strona białoruska rozumie wszystkie konsekwencje swoich decyzji.

Zadowolony był też Łukaszenka. Dziennikarzom mówił, że Polacy, którzy mieszkają na Białorusi, to są jego Polacy i on jako prezydent zrobi wszystko, by było im dobrze. - Wszystko jest w porządku - podkreślał białoruski prezydent i przekonywał, że naszym rodakom na Białorusi nie jest gorzej niż Polakom w Polsce. O tych, którzy trafili do więzień, Łukaszenka mówił, że najwyraźniej sami tego chcieli, by pokazać, jaka to niby zła jest Białoruś. - W więzieniach Polacy? Jacy? Przyjedźcie, pokażcie - pytał białoruski prezydent dziennikarza TVN. Choć nasi rozmówcy w MSZ przyznają, że rozmowa szefa dyplomacji z Łukaszenką "była pełna ogólników i propagandy", to jednak - jak powiedział nam wysoki rangą dyplomata - białoruskiemu prezydentowi jest wyraźnie nie na rękę, że sprawa represji wobec ZPB stała się sprawą europejską. Przeciwko prześladowaniom Polaków zaprotestował tydzień temu polski Sejm. Rezolucję potępiającą represje chce przyjąć też Parlament Europejski, który zaprosił do siebie Borys, a wczoraj wysłał na Białoruś swoją misję.

W kuluarowych rozmowach coraz częściej pada też hasło, by wobec Mińska UE sięgnęła po kij i współpracę z Mińskiem uzależniła od zaprzestania represji i przeprowadzenia demokratycznych reform. Pojawił się też pomysł zablokowania pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w którym za sprawy europejskie odpowiada były polski premier Marek Belka.

Wczoraj, już po rozmowach Sikorskiego z Łukaszenką, Europejski Bank Inwestycyjny ogłosił, że pogrążona w zapaści gospodarczej Białoruś może dostać kilkaset milionów euro kredytu, ale warunkiem ich wypłaty są odpowiednie reformy.

- Gdybyśmy zerwali stosunki z Białorusią, na porozumienie nie byłoby szans. A dziś widać, że jest taka szansa - podkreśla jeden z wysokich rangą polskich dyplomatów. - Zobaczymy, czy dalej będą represje i wywłaszczenia, czy faktycznie władza nam odpuści. Trzymamy za to kciuki - mówi Bancer.

Dziś pierwszy kanał białoruskiej państwowej telewizji ma wyemitować propagandowy film: "Iwieniec. Kronika pewnego zamieszania", dotyczący ZPB i wydarzeń wokół Domu Polskiego. Działacze Związku Andżeliki Borys obawiają się, że to zły znak. Gdy w 2005 r. białoruska telewizja pokazała film: "Kto zlecił Związek Polaków", był to początek represji wobec polonijnej organizacji, której finałem były wydarzenia z ostatnich tygodni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':