"Czarnogóra to azyl dla przestępców" - pisze na pierwszej stronie belgradzki tabloid "Kurir". To samo od tygodni powtarzają jednak serbscy politycy sugerujący, że w Podgoricy rządzi mafia.
Poszło o 39-letniego Darko
Šaricia, serbskiego barona narkotykowego, który miał znaleźć schronienie w Czarnogórze. Jego nazwisko wypłynęło w październiku 2009 r. podczas akcji amerykańskiej agencji DEA ds. walki z narkotykami na rzece Santa Lucia w Urugwaju.
Agenci DEA wspierani przez Urugwajczyków i Serbów złapali tam ludzi
Šaricia, gdy ci przeładowywali z jachtu na statek handlowy 2 tony kokainy wartej ćwierć miliarda euro. Statek, własność jednej z firm
Šaricia, miał przerzucić narkotyki na Bałkany, podobnie jak pół tony kokainy, którą w tym samym czasie inny oddział zarekwirował w Argentynie.
Serbom udało się aresztować prawą rękę
Šaricia, ale sam mafioso rozpłynął się w powietrzu. Gdy pod koniec roku serbski specjalny prokurator antymafijny zasugerował, ze Šarić mógł schronić się w Czarnogórze, tamtejszy premier Milo Djukanović zareagował furią. Oskarżył Serbię, że „sypie Czarnogórze piasek w tryby” i utrudnia współpracę z amerykańskimi i europejskimi policjami. Szef policji zapewniał nawet dziennikarzy, że gangster ukrywa się gdzieś w Europie.
Dziesięć dni temu o Šaricia upomniała się jednak DEA. Jej agenci namierzyli go w hotelu w Bilejim Polju i zażądali, by czarnogórska policja go zgarnęła i wydała Serbom. Ale w Podgoricy nikt nawet nie kiwnął palcem, zignorowano także list gończy Interpolu. Zdanie zmienił za to premier Djukanović, który zasugerował, że
Šarić mógłby dostać czarnogórskie obywatelstwo, gdyby o nie poprosił.
Czarnogórska policja aresztowała wprawdzie kilku współpracowników gangstera, ale wkrótce ich zwolniła, tłumacząc, że Serbowie nie dostarczyli przeciwko nim żadnych dowodów. Wściekły Belgrad zaprzecza. Jedyne, co Serbowie mogli gangsterowi zrobić, to zarekwirować
nieruchomości należące do niego, jego krewnych i wspólników.
Kim jest Darko
Šarić, że może liczyć na ochronę Podgoricy? Oficjalnie prowadzi tylko kilka dyskotek i restauracji w adriatyckich kurortach. Jednak według serbskiej i czarnogórskiej prasy to przykrywka.
Šarić ma stać na czele bałkańskiej mafii, która przez czarnogórskie porty przemyca do Europy narkotyki z Ameryki Południowej. Kokaina pochodzi z jego własnych plantacji w Kolumbii,
Peru i Boliwii, a do Europy trafia na pokładzie należących do niego statków.
Rocznie gang
Šaricia zarabiał nawet miliard euro. Pieniądze prał przez inwestycje w kluby oraz prężne przedsiębiorstwa, gdzie nagły napływ gotówki nie wzbudzał podejrzeń policji. Do tej pory nie miał problemów z wymiarem sprawiedliwość na Bałkanach, bo korumpował policjantów oraz polityków, i to nie tylko w regionie.
Po świecie podróżował np. ze słowackim, a więc unijnym paszportem. Według Serbów, a także czarnogórskiej opozycji, na jego liście płac jest też premier Djukanović, od dłuższego czasu oskarżany o nepotyzm, korupcję i właśnie związki z gangsterami.
Serbowie, którzy od lat nie potrafią sobie poradzić z mafią (to najprawdopodobniej właśnie mafia stoi za zamachem na serbskiego premiera Zorana Dzindzicia siedem lat temu), zdecydowali się wypowiedzieć wojnę
Šaricowi pod naciskiem UE. Bruksela jasno ostrzega Belgrad, że jeśli nie upora się ze zorganizowaną przestępczością, może zapomnieć o wejściu do Unii.
Relacje Serbii i Czarnogóry są napięte od czasu, gdy Podgorica uznała niepodległość Kosowa. Są też pierwsze efekty wojny o
Šaricia. Serbski prezydent
Boris Tadić, premier i ministrowie codziennie dostają od gangsterów listy i emaile z pogróżkami. Za głowy kilku serbskich polityków, którzy mieli osłaniać
Šaricia, ale zawiedli, mafia wyznaczyła nagrody.