http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biust zanika, mózg aż kipi

Magdalena Środa
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 23:45

Jan Maria Rokita, polityk, patriota, felietonista, autor słynnej obserwacji o roli kobiet w polityce: "Znam kobiety, które pod wpływem władzy stały się nieznośnymi, brutalnymi babsztylami. Niektórym z nich zmieniały się twarze i zanikał biust" ("Twój Styl", 9/1998), znów zabrał głos na ten temat. I znów z wielkim znawstwem problemu. ("Dziennik", 22.02).

Zaczął jako intelektualista od, niestety, kompletnie chybionego popisu erudycyjnego, w którym stwierdził, że "mistrz liberalnego myślenia" John Rawls był przeciwnikiem akcji afirmatywnych takich jak parytety. Rokita jest przekonany, że parytety to pomysł lewicowy. Otóż nic bardziej mylnego!

Wystarczy nawet powierzchowna lektura Rawlsa, by dowiedzieć się, że liberalizm nie tylko promuje politykę afirmatywną, ale wpisuje ją w podstawę systemu sprawiedliwego państwa, które opierać się ma równej (a nie naturalnej) wolności obywateli (tzw. zasada dyferencji, "Teoria sprawiedliwości", rozdz. II, polecam).

Intelektualista i historyk Rokita, nawet nie czytając Rawlsa, powinien wiedzieć, że akcje afirmatywne, zwłaszcza te, które dotyczą praw kobiet, są pomysłem z gruntu liberalnym, a nie lewicowym. Ich celem jest bowiem włączenie kobiet w liberalny system państwa, z którego czuły się wykluczone, a na którego rzecz mogą obecnie efektywniej pracować.

Lewica, w przeciwieństwie do liberałów, nie dąży do wzmocnienia państwa wolnorynkowego, lecz do jego obalenia lub radykalnej zmiany. Według radykalnej lewicy, kobiety, które uzyskają pełnię praw, staną się jeszcze bardziej zniewolone, ponieważ dają się wykorzystywać, zamiast wszystko radykalnie zmienić.

Dlatego radykalne lewicowe feministki zbojkotowały akcję parytetową i zwróciły się w kierunku wielkiej przeciwniczki parytetów, czyli minister Radziszewskiej. W czasie swojego ostatniego wystąpienia w Sejmie pani minister obficie cytowała swoje nowe doradczynie. Co może być znakiem nie tylko tego, że minister Radziszewska wreszcie sięgnęła po wiedzę feministyczną, ale także tego, że PO wzmacnia lewą nogę.

Rokita nie tylko jako intelektualista, ale też jako znawca sceny politycznej wykazuje się daleko posuniętą ignorancją. Twierdzi bowiem, że za inicjatywą parytetową stoi Partia Kobiet. Nic bardziej mylnego. Jest to inicjatywa Kongresu Kobiet, czyli ciała niezorganizowanego instytucjonalnie, ponadpolitycznego, w którym funkcjonują takie panie, jak: Magdalena Abakanowicz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Manuela Gretkowska, Henryka Bochniarz, Jolanta Kwaśniewska czy Kora. Na Kongresie obecna była również żona pana Rokity Nelli.

Rozumiem, że dla posła to, co robią i mówią kobiety, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ważne jest tylko, na co i komu parytety mogą się przydać. Otóż - według felietonisty "Dziennika" - przydadzą się liderom partii (Tuskowi i Kaczyńskiemu) do wycinania konkurencji we własnej partii. Pod pretekstem, że muszą zwolnić miejsce dla kobiety. Rokita powtarza więc banał, znany wszystkim od dawna, że w męskiej polityce każdy pomysł, każdy instrument służy wyłącznie do spiskowania i "wycinania".

Cóż, tak jak kobietom w polityce zanika biust, tak mężczyznom zapewne rosną mózgi. Co widać chociażby w felietonistyce polityka Jana Marii Rokity.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    100 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':