http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W sprawie przecież wspólnej - Alicja Tysiąc

Jan Turnau
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 23:10

Piszę przed decyzją Sądu Apelacyjnego w Katowicach w sprawie Alicja Tysiąc versus redakcja "Gościa Niedzielnego", która to decyzja ma zostać ogłoszona 5 marca.

Jan Turnau
.
Jan Turnau
Przypominam: Alicja Tysiąc pozwała ks. Marka Gancarczyka, redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego", i archidiecezję katowicką, wydawcę tygodnika, za artykuły opublikowane po decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Alicja Tysiąc zwróciła się do Trybunału, gdy lekarze odmówili jej aborcji. Domagała się jej, gdyż ciąża groziła utratą i tak słabego wzroku. Już po przyjściu na świat córki Trybunał zasądził wypłacenie Alicji Tysiąc 25 tys. euro przez państwo polskie. Trybunał nie rozstrzygnął, czy słusznie chciała aborcji. Wytknął Polsce, że nie ma procedur odwoławczych od odmowy zabiegu. Dlatego katowicki sąd uznał, że "Gość Niedzielny" napisał nieprawdę, stwierdzając: "Mama otrzymuje nagrodę za to, że chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono". Ks. Gancarczyk zestawił też sędziów Trybunału ze zbrodniarzami hitlerowskimi - doktorem Mengele i komendantem KL Auschwitz Rudolfem Hoessem. Sąd orzekł, że tygodnik ma przeprosić za to, że "używając języka nienawiści, spowodował ból i krzywdę bohaterki tekstów". Oprócz tego ma jej wypłacić 30 tys. zł.

Piszę teraz w sprawie publicznej, która wydaje mi się mimo wszystko wspólna. Mimo różnych poglądów na szkodliwość moralną aborcji, mimo różnych poglądów na znaczenie słów, których użyła redakcja "Gościa Niedzielnego" na temat pani Alicji, mimo różnych środowisk, które wspierają tę redakcję i panią Alicję, i które traktują obie strony jako symbole swojej sprawy. Może przemawia przeze mnie zabawna naiwność, ale twierdzę, że jest coś, co powinno skłonić obie strony do zgody: czy naprawdę nie jest dla obu stron ważny los matek oczekujących dziecka, znajdujących się w trudnej sytuacji, ale również los tych jeszcze nienarodzonych dzieci, czy naprawdę nie jest dla obu stron ważne coś, co nazywa się pokojem społecznym? Czy różna, ale przecież nie całkiem przeciwstawna etyka oraz te same w istocie, bo równie ostre emocje, muszą szarpać opinią publiczną?

Dla umorzenia sprawy trzeba, żeby strony spisały akt ugody i doręczyły go sądowi.

Ktoś musi do tej zgody pierwszy wyciągnąć rękę. I powinien być to ten, którego symbolem jest krzyż: znak pokory, znak przebaczenia, prośby o przebaczenie, znak zgody właśnie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 59 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':