Dwaj kandydaci na kandydatów PO na prezydenta mówią "Gazecie" o swojej wizji prezydentury i planach wewnętrznej kampanii.
Teraz fragment wywiadu z marszałkiem Komorowskim. Całość w czwartek w "Gazecie Wyborczej", a po południu na wyborcza.pl. Rozmowa z Radosławem Sikorskim w piątek.
>
Renata Grochal: W 2005 r. Donald Tusk mówił, że nieszczęściem dla Polski byłoby, gdyby prezydent i premier byli z PiS. Czy po lekcji rządów braci Kaczyńskich Polacy będą chcieli oddać pełnię władzy jednej partii? Bronisław Komorowski: - Na szczęście nie mam brata bliźniaka. Polacy czekają na zmianę, bo chcą, aby prezydent był uczestnikiem procesu modernizacji kraju, a nie blokującym. Czekają na to, że prezydent przestanie być rzecznikiem partii swojego brata.
Za dużo władzy nie będzie pan miał. PO chce osłabić weto i ograniczyć prezydenta w polityce zagranicznej. - Zmiana uprawnień prezydenta w trakcie kadencji nie wchodzi w grę. Jest możliwa od następnych wyborów. Przyszły prezydent będzie miał tyle władzy co
Lech Kaczyński. Ważne jest, aby chciał tej władzy używać inaczej.
Jeśli chodzi o debatę konstytucyjną, mam propozycję: dodania, a nie ujęcia prezydentowi uprawnień. Żeby prezydent mógł występować z poprawkami na każdym etapie procesu legislacyjnego, nawet w podkomisji. Wtedy łatwiej byłoby dążyć do współodpowiedzialności za procesy zachodzące w Polsce.
Premier mówił, że rezygnując z prezydentury, traci "prestiż, żyrandol i weto". Po co panu te żyrandole? - Nie po to chcę iść do Pałacu Prezydenckiego, żeby Lechowi Kaczyńskiemu zabrać żyrandol. Chcę kandydować, żeby odebrać mu możliwość blokowania modernizacji Polski i opóźniania postępu procesu integracji europejskiej.
A tak się stało za przyczyną weta do reformy zdrowia i nieskładania podpisu pod ratyfikacją traktatu z Lizbony.
Credo pańskiej prezydentury? - Modernizacja po polsku. Duma z polskiej wolności i wola jej umacniania. Budowanie poczucia wspólnoty i zdolności do współpracy. Trzy razy "w": wolność, wspólnota, współpraca.
Mówił pan, że będzie mobilizował rząd do szybszej modernizacji. Konkrety? - Trzeba zreformować służbę zdrowia, system emerytalny, przeprowadzić zmiany w finansach publicznych. Dzisiaj realizacja trzeciej wielkiej transzy reform (po rządzie Tadeusza Mazowieckiego i rządzie Jerzego Buzka) nie musi być tak trudna i bolesna, bo stoją za nami ramy prawodawstwa Unii Europejskiej i unijne pieniądze.
Jako prezydent namawiałby pan rząd do reform przed wyborami w 2011 r.? - Trzeba uwzględnić kalendarz wyborczy, przed wyborami w 2011 r. można skoncentrować wysiłek na paru kwestiach, które nie muszą wiązać się z politycznym ryzykiem. Np. na zmianach w obszarze innowacyjności, nauki.
Jak będzie pan poganiał rząd, pojawią się spięcia z premierem. - Jeżeli prezydent chce, zawsze może wywołać konflikt. Wzajemne publiczne poganianie się i ustawianie w kącie zawsze źle się kończy dla polityki.
Nie widzę się w roli prezydenta poganiacza. Wolę zachęcać i przekonywać.
Nie zamierza pan rezygnować na czas kampanii z funkcji marszałka Sejmu jak Cimoszewicz w 2005 r. Nie ma konfliktu interesów? Będzie pan wyznaczał sobie datę wyborów. - Decyzji nie podjąłem. Wskazywałem tylko, że nie ma przepisu, który wymuszałby taką rezygnację. Włodzimierz Cimoszewicz wziął jedynie urlop na czas największej gorączki wyborczej.
I nie jest tak, że mogę wyznaczyć dowolny termin. W grę wchodzi wrzesień lub październik. Poza tym chcę skonsultować datę z rządem i prezydentem, tak by była dogodna dla wyborców i uwzględniała plany organów państwa.
Kto będzie kandydatem PO na prezydenta? Stateczny i przewidywalny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, czy dynamiczny, ale znacznie mniej przewidywalny szef MSZ Radosław Sikorski?
Ponad 45 tys. członków Platformy wybierze kandydata partii na prezydenta w prawyborach. Głosowanie - internetowe i listowne - potrwa do 26 marca. Wyniki mają być znane przed świętami Wielkanocnymi.
>