Na wtorkowej konferencji prasowej w siedzibie stowarzyszenia Babć z Placu Majowego w Buenos Aires, szukającego dzieci ofiar dyktatury wojskowej z lat 1976-83, łzy płynęły obficie. Płakał Abel Madariaga. Płakały babcie szukające od lat swoich zaginionych wnuków, dławili się siedzący z zasznurowanymi gardłami dziennikarze i publiczność. Tylko Francisco Madariaga był jednym wielkim uśmiechem i pewnym głosem odpowiadał na pytania.
Tragiczna i w końcu szczęśliwie zakończona historia Abla i Francisa zaczęła się w 1977 r. - rok po zamachu stanu, gdy władzę w Argentynie przejęli generałowie opanowani ideą krucjaty antykomunistycznej w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. 17 stycznia Silvia Quintela, lekarka i żona Abela Madariagi, szła na stację kolejki w Tigre na przedmieściach Buenos Aires, gdy banda zbirów wciągnęła ją z ulicy do auta. Silvia była w czwartym miesiącu ciąży, wraz z Ablem należała do organizacji Montoneros - rewolucyjnego skrzydła partii peronistowskiej, które terrorem walczyło o władzę.
Silvię zawieziono do Campo de Mayo, jednej ze stołecznych katowni, gdzie wojskowi więzili, przesłuchiwali, torturowali i mordowali tysiące ludzi podejrzewanych o wywrotowe czyny lub lewicowe poglądy. W lipcu 1977 r. Silvii zrobiono cesarskie cięcie. Urodziła chłopczyka, którego już następnego dnia jej odebrano.
- Kobietami w ciąży zajmował się lekarz wojskowy mjr Norberto Atilio Bianco - opowiadał mi w 1998 r. w Buenos Aires Abel Madariaga. - Ze świadectw cywilnych lekarzy i pielęgniarek wiemy, co działo się w Campo de Mayo. Kobiety rodziły w kajdankach, pielęgniarkom zawiązywano oczy. Obowiązkowo cesarskie cięcie, by było szybciej i bez ryzyka. Żadnych nazwisk, wszystko odbywało się anonimowo.
Po aresztowaniu żony Abel uciekł zagranicę - do Szwecji, a potem do Meksyku. Wrócił do kraju po upadku junty w 1983 r. i zaczął szukać żony i syna. Po kilku latach odnalazł mjr Bianco w sąsiednim Paragwaju, dokąd ten uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. Abel Madariaga podejrzewał, że jedno z dzieci majora Pablo to jego syn.
Przez 12 lat Abel zabiegał o ekstradycję majora i konfrontację z rzekomym synem. Cztery razy jeździł do Paragwaju, ale nigdy nie udało mu się zastać Pabla, którego Bianco skutecznie ukrywał. W końcu major został wydany Argentynie, aresztowany i osądzony wraz z żoną za udział w rabowaniu noworodków w Campo de Mayo. Oboje przyznali się zresztą, że ich potomstwo to także dzieci adoptowane, ale ich tożsamości nie chcieli ujawnić. Nie udało się jej nigdy ustalić, bo ich dorosłe już dzieci nie poddały się badaniom genetycznym.
Abel Madariaga wciąż żył w przekonaniu, że Pablo to być może jego syn. Dopiero kilka dni temu okazało się, że był to fałszywy trop.
W tym samym bowiem czasie, gdy Abel mieszkał na emigracji, jego syn Francisco chował się w rodzinie innego oficera, kpt. V~ctora Alejandro Gallo. Oficjalnie nazywał się Alejandro Ramiro Gallo i miał dwóch braci. Sam czuł, że jest traktowany inaczej niż bracia, był też do nich fizycznie niepodobny. Ojciec kapitan znęcał się nad żoną i dziećmi, zwłaszcza nad nim.
Po przywróceniu w Argentynie demokracji kpt. Gallo trzykrotnie brał udział w buntach wojskowych, które w końcu wymusiły na władzach zaniechanie prób ścigania zbrodni dyktatury. Jego małżeństwo się rozpadło. W latach 90. kapitan zajął się rozbojami z bronią i wymuszeniami. Spędził za to, a także za pobicie żony, dziesięć lat w więzieniu.
Francisco alias Alejandro Ramiro wychowywał się w tym czasie z matką. Od końca lat 90. nosił się z zamiarem odszukania ojca. Matce nic nie mówił, ale jego przyjaciele i narzeczona namawiali go, by poddał się badaniom genetycznym w banku danych CONADI, gdzie przechowywane są próbki DNA ofiar dyktatury oraz rodziców zaginionych dzieci.
Dopiero w styczniu tego roku Francisco zmusił do rozmowy matkę, która załamała się i wyznała mu prawdę. Do banku genetycznego poszli razem. Tam okazało się, że jego kod pasuje do Abela Madariagi.
Tydzień temu
policja aresztowała ponownie kpt. Gallo, tym razem za rabunek dzieci w czasach dyktatury. Aresztowano też jego było żonę. Francisco macochy nie wini: - To były straszne czasy, ona też była ofiarą.
Aż do wtorku ojciec i syn nigdy się nie widzieli. - Codziennie zmuszałem się, by dalej żyć, czekać na tę chwilę szczęścia - mówił Abel. - Życie bez tożsamości to jak życie zjawy. Odzyskanie rodziny to jak dar od losu - dopowiadał Francisco.
Matki i Babcie z Placu Majowego odzyskały już 101 zrabowanych dzieci. Szukają jeszcze 400.