http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pociąg Stalina odchodzi

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 14:44

Mer Moskwy Jurij Łużkow, popadłszy w niełaskę Kremla, szuka poparcia weteranów i zamienia Moskwę w swój Stalingrad - felieton z cyklu "Z Rosji o Rosji"

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
W obozie wiernych stalinowców gorączkowe ożywienie. Władze Moskwy, odpowiadając "na liczne prośby ludzi pracy", zarządziły, że przed 9 maja, czyli 65. rocznicą zakończenia II wojny światowej, umają stolicę tablicami reklamowymi opiewającymi wkład Józefa Stalina w pogrom hitleryzmu. Merostwo zamawia też wykonany ze stopów srebra medal "Iosif Wissarionowicz Stalin".

"Ludź pracy" w tym przypadku jest jeden. To były członek KC KPZR, obecnie członek rady dyrektorów kombinatu Norylski Nikiel - czyli dziś nie proletariusz, tylko udany kapitalista - Władimir Dołgich. Ten sam, który jesienią żądał - skutecznie - zmiany nazwy moskiewskiej restauracji Szaszłykarnia Antysowiecka.

Z kolei komuniści wykopali w archiwach stare radzieckie fałszywki i żądają powołania komisji parlamentarnej, która dowiedzie, że polscy oficerowie nie zostali zamordowani w Katyniu na rozkaz Stalina wiosną 1940 r. przez NKWD, lecz rok później przez Niemców.

W mediach wygląda to na zmasowaną ofensywę stalinowców, ale w rzeczywistości mamy do czynienia raczej z popłochem.

Oddać billboardy pod wizerunek Stalina polecił Władimir Makarow, szef komitetu reklamy stołecznej administracji, dopiero co wypuszczony z aresztu. Bawił tam pół roku oskarżany o wynajmowanie tych samych tablic po bardzo zaniżonej cenie za wielomilionowe łapówki.

Stalina chwytają się w panice całe tonące władze Moskwy. Jasne jest, że zbliża się koniec wiecznego mera Jurija Łużkowa i jego żony Jeleny Baturinej - najbogatszej Rosjanki, która dorobiła się miliardów dolarów na lukratywnych kontraktach budowlanych w mieście rządzonym przez męża.

Łużkow, popadłszy w niełaskę Kremla, szuka poparcia weteranów i zamienia Moskwę w swój Stalingrad. Nie uratuje się jednak. Prezydent Dmitrij Miedwiediew wymienia jednego po drugim wieloletnich gospodarzy regionów i mer stolicy też pewnie przeniesie się wkrótce do Londynu. Będzie tam mógł zawiesić sobie srebrny medal ze Stalinem na ścianie rezydencji, którą nabył za - jak twierdzą niektóre media rosyjskie - 100 mln dol.

Komuniści też świadomie biją pianę. Doskonale wiedzą, że żadnej parlamentarnej komisji nie dostaną. Premier Władimir Putin, szef partii, która ma w Dumie przytłaczającą większość, jedzie przecież na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej w tym, a nie - jak chcieliby komuniści - w przyszłym roku.

- Na Kremlu zdają sobie sprawę, że zapatrzenie w radziecką przeszłość prowadzi kraj w ślepy zaułek i czas się rozstać z tym bagażem - uważa Fiodor Łukjanow, redaktor naczelny pisma "Rosja w Globalnej Polityce". - Stalinowcy wpadają w panikę, bo zdają sobie sprawę, że pociąg ze Stalinem odchodzi. I on chyba rzeczywiście odchodzi - ocenia polski dyplomata, który ostatnio bardzo często odwiedza Moskwę.

Media chętnie i dużo mówią o tablicach czy medalach ze Stalinem, ale umykają nam wydarzenia nie tak atrakcyjne, lecz ważniejsze. W ubiegłym tygodniu ukazała się rosyjska wersja książki "Kryzys 1939 roku w interpretacji rosyjskich i polskich historyków". Rzecz wydana wspólnie przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych oraz Moskiewski Państwowy Instytut Spraw Międzynarodowych MSZ Rosji (MGIMO), ukazała się już w naszym kraju jesienią i składa się z ustawionych w pary referatów polskich i rosyjskich ekspertów opisujących kolejne budzące kontrowersje w obu państwach zagadnienia. To nie spór między autorami i nie próba dojścia do kompromisu, lecz prezentacja dwóch różnych stanowisk. Przy tym, jak podkreślają autorzy, panuje między nimi pełna zgoda co do faktów.

Ta książka to jaskółka, która rzeczywiście zapowiada zmiany. Wkrótce ma się ukazać kolejna oparta na tej samej zasadzie "podwójnego spojrzenia" praca "Białe plamy - czarne plamy" przygotowana przez polsko-rosyjską komisję ds. trudnych zajmującą się wyjaśnianiem najbardziej złożonych problemów w naszej wspólnej historii ostatniego stulecia.

I wszystko wskazuje na to, że taki właśnie dialog, a nie hece ze Stalinem, będą w Rosji wychodzić na pierwszy plan.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':