Zdradziła "Gazeta Wyborcza". Na pierwszej stronie donosi "Co kryją lochy Lecha". Urzędnicy prezydenta ukryli w czeluściach jego kancelarii ważne dokumenty. To nagrania zeznań oficerów WSI, polityków i innych osób składane przed komisją weryfikacyjną Macierewicza. Niegdyś przechowywane w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego, po wyborach, gdy władzę objęła PO, zostały natychmiast przewiezione do Kancelarii Prezydenta.
W skrzyniach ukryto co najmniej 150 "jednostek archiwalnych", w tym protokoły przesłuchań, nagrania audio i
wideo oraz pięć dyktafonów. Muszą to być rzeczy mocne. Jerzy Szmajdziński (
SLD) pamięta: - Przesłuchiwał mnie Macierewicz. Z błyskiem w oku. Był bardzo nieprzyjemny. Gdy zwróciłem mu uwagę, że najpierw powinien mi okazać oświadczenie funkcjonariusza WSI, a potem zapytać o zawarte tam fakty, krzyknął: "Ja tu jestem od zadawania pytań!". Treść tych przesłuchań jest ważna, szczególnie przed wyborami, bo może ujawnić prawdziwe intencje przesłuchujących, czyli szukanie informacji przeciwko konkretnym osobom.
PO będzie chciała ze wszystkich sił odzyskać dokumenty, dlatego należy je czym prędzej przenieść z czeluści prezydenckiej kancelarii. I ukryć!
Na dnie Rowu Mariańskiego To - według zapewnień "Gazety Wyborczej" ciche i rzadko uczęszczane miejsce. "Żyje jeszcze dziewięć osób, które były na Księżycu, dwieście, które dotarły na biegun północny, dwa tysiące, które weszły na Mount Everest, ale tylko jeden człowiek z dwójki, która 50 lat temu zeszła do najgłębszej głębiny świata". 23 stycznia 1960 r. Jacques Piccard i Don Walsh zanurzyli się na głębokość 10 911 m. (Gdyby na dnie postawić Mount Everest, jego szczyt znajdowałby się przeszło dwa kilometry pod powierzchnią oceanu). Od tamtej pory żaden człowiek nie zapuścił się na dno Rowu Mariańskiego. Oprócz morskich stworzeń największą głębię świata odwiedzały tylko batyskafy zdalnie sterowane z powierzchni oceanu.
Na kolei Bo tam wszystko znika. "Polska. Dziennik Zachodni" przytacza twarde dane: "Z roku na rok rośnie liczba likwidowanych stacji kolejowych. Przed dwoma laty z mapy woj. śląskiego zniknęły cztery, rok temu - pięć. W ciągu najbliższych miesięcy ich los podzieli siedem spośród 240 budynków dworcowych, administrowanych przez katowicki oddział
PKP Gospodarka Nieruchomościami. Zniknęły też kasy biletowe. Nie ma ich już na dworcach głównych w Bytomiu, Chorzowie, Rudzie Śląskiej, Chebziu, Wodzisławiu Śląskim, Rybniku, Niedobczycach, Suszcu...
Znikają całe budynki, to i 150 "jednostek archiwalnych" z pewnością zniknie bez śladu.
Pod śniegiem Bo wszyscy zajmują się tym, co na śniegu. Norwegowie chcieli zabrać medal Justynie Kowalczyk. Góralka z Kasiny Wielkiej oddaje ciosy. Dziennikarze pytają np. o Marit Bjorgen. Kowalczyk: - A cóż ja mogę powiedzieć o Marit? Przyjechała się tu nawdychać, a potem biegać i niech się tym zajmie, zamiast podważać decyzje jury.
Widać, że Kowalczyk wkurzona. Zapowiada się pasjonujący bieg na 30 km.
Na pewno nie w GROM-ie Bo tam wojna. Czytam w "Rzeczpospolitej", że jeden z oficerów złożył do prokuratury wniosek o ściganie dowódcy, pułkownika Dariusza Zawadki.
GROM to podlegająca
MON jednostka do działań specjalnych. Ostatnio jej dowódca płk Dariusz Zawadka zwolnił kilku doświadczonych oficerów, m.in. trzech dowódców zespołów bojowych i szefa szkolenia. Zwalniani oficerowie są bardzo cenieni wśród komandosów. Mają doświadczenie bojowe zdobyte na misjach w Iraku i Afganistanie, za które zostali odznaczeni i w kraju, i przez sojuszników. - Tym bardziej dowódca nie powinien tak z nimi postępować. Wyrzucać z GROM, nie podając im nawet przyczyny - uważa jeden z komandosów. Co się więc stało, że pułkownik zaczął pozbywać się dawnych kolegów? - Możliwe, że zgubiła go polityka - zastanawia się jeden z żołnierzy. Okazuje się, że płk Zawadka ma świetne kontakty z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem. - Być może z takim poparciem poczuł się mocny i uznał, iż wszystko mu wolno? - zastanawia się jeden z oficerów GROM.
Nie u ministra Jasińskiego Choć "Superexpress" donosi, że były minister niechętnie zagląda w papiery. W 2006 roku zgodził się na podpisanie niekorzystnej umowy na dostawy gazu z Rosjanami. Dzisiaj przyznaje, że nie miał czasu na jej analizę. To dlaczego ją w ogóle podpisał? - Nie było innego wyjścia. Miałem nóż na gardle - broni się Jasiński. Z powodu tego "noża" straciliśmy prawie 3 miliardy złotych, a ceny gazu wzrosły o 10 proc.
I nie u Sikorskiego Bo bardzo by chciał (według gen. Marka Dukaczewskiego w rozmowach z oficerami WSI Macierewicz szukał negatywnych informacji o Sikorskim). "Superexpress" udowadnia, że Sikorski jest sprytny jak James Bond. Przechytrzył BOR, elektroniczne bramki i przemycił w pobliże Donalda Tuska śmiercionośne szpikulce. Broń ukrył w swoich kulach. Ministrom przybyłym na posiedzenie rządu tłumaczył, że długie ostrza z grotami mają mu ułatwiać chodzenie po śniegu i lodzie. No i ewentualnie służyć do... samoobrony.
Przed "jednostkami archiwalnymi", które w czeluściach prezydenckiej kancelarii czekają na dobry moment, by wypłynąć.