Nowy,
PiS-owski dyrektor "Trójki" Jacek Sobala zawiesił Jerzego Sosnowskiego, bo skrytykował on Sobalę za oddanie godzinnego programu politycznie zaangażowanym publicystom "Rzeczpospolitej", m.in. Bronisławowi Wildsteinowi i Rafałowi Ziemkiewiczowi, oraz naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi. Cała trójka nie ukrywa podziwu dla idei IV RP braci Kaczyńskich.
Sosnowski uznał, że to zły pomysł, i powiedział o tym "Gazecie Wyborczej". Sobala potraktował krytykę swej decyzji jako działanie na szkodę spółki. Teraz czeka, jak zarząd
radia oceni ukaranie Sosnowskiego. Pewnie liczy na to, że przyzna mu rację i Sosnowskiego wywali z pracy.
Ale po stronie Sosnowskiego stoi prawo. W podobnej sprawie (dziennikarki
TVP krytykującej program telewizji publicznej) latem zeszłego roku Trybunał w Strasburgu orzekł, że dziennikarz ma wręcz "obowiązek zabierać głos w ważnych publicznych sprawach, także w dyskusji o publicznych mediach". - Lojalność wobec pracodawcy nie może pozbawiać dziennikarzy prawa zabierania głosu w debacie publicznej - orzekł Trybunał.
Czyli Sosnowski powinien zabrać głos w tak ważnej sprawie jak upartyjnianie "Trójki". I wykazał się odpowiedzialnością za wolność słowa i niezależność mediów publicznych.
Sobala zaś pokazał, że te wartości są mu obce.