Sprawa zaczyna się w listopadzie 2007 r., po wyborach przegranych przez PiS. Szef komisji weryfikacyjnej
Jan Olszewski tuż przed zaprzysiężeniem rządu Tuska wywiózł jej akta z siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego do prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Po kłótniach z SKW 1 lipca 2008 r. akta wróciły do kontrwywiadu. Nie wszystkie. Brakowało zeznań żołnierzy
WSI.
W latach 2006-07 przesłuchiwała ich komisja weryfikacyjna Antoniego Macierewicza (po wyborach zastąpił go Olszewski, Macierewicz został posłem PiS). W skład komisji weszli zaufani Macierewicza i Kaczyńskich: prawicowi politycy, urzędnicy IPN, nawet szef stołecznego urzędu stanu cywilnego. W lutym 2007 r. napisali raport o WSI - na podstawie przesłuchań, których zapisy potem nie wróciły do SKW.
Co się z nimi działo?
30 czerwca 2008 r. (dzień później SKW z powrotem przejęła archiwum komisji) prezydent Lech Kaczyński adresuje do Olszewskiego tajne pismo o"nadesłanie wyjaśnień żołnierzy, pracowników i osób trzecich, które zostały wykorzystane przy sporządzaniu uzupełnienia do raportu [tzw. aneksu] lub mogą mieć wpływ na jego ocenę".
Olszewski natychmiast odpisuje, że przekazuje prezydentowi te materiały. W dwóch skrzyniach jadą z BBN przy ul. Karowej do Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej.
16 października 2008 r. SKW prosi o ich zwrot. 25 listopada 2008r. Kancelaria odmawia. Nie przesyła nawet szczegółowego wykazu materiałów.
Kontrwywiad donosi więc do prokuratury o przestępstwie, które mógł popełnić Olszewski (wyprowadzając dokumenty) i szef Kancelarii Piotr Kownacki (odmawiając ich zwrotu).
26 maja 2009 r. prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa, bo "przepisy nie precyzują trybu i terminu przekazania akt", a prezydent jeszcze "weryfikuje aneks do raportu". Aneks powstał dwa lata wcześniej, latem 2007 r. Prezydent go nie ujawnił.
SKW odwołuje się do sądu, który popiera prokuraturę (2 listopada 2009r.). Od tego odwołania już nie ma.
Urząd prezydenta Kaczyńskiego ma więc pełną kontrolę nad częścią materiałów z weryfikacji WSI.
Co w nich jest? Z pisma Olszewskiego wiadomo, że to co najmniej 150 "jednostek archiwalnych". Nie tylko protokoły przesłuchań, ale przede wszystkim nagrania audio i
wideo. I pięć dyktafonów cyfrowych Olympus z pełnymi dyskami. Kancelaria nawet ich nie chce oddać. 30 września 2008r. proponuje kontrwywiadowi "zwrot kosztów urządzeń".
Według źródeł "Gazety" nagrania zawierają zeznania m.in. Grzegorza Żemka (skazanego w aferze FOZZ), Jerzego Szmajdzińskiego (w latach 2001-05 szefa
MON, dziś wicemarszałka Sejmu), gen. Marka Dukaczewskiego (ostatniego szefa WSI). Nie wiadomo, czego dotyczą. Z informacji "Gazety" wynika, że komisja pytała o stały zestaw nazwisk polityków, biznesmenów i dziennikarzy.
Dukaczewskiego przesłuchiwał Macierewicz. - Z pytań wywnioskowałem, że komisja szuka negatywnych informacji, które można przeciwko komuś wykorzystać - mówi nam generał. Kilka dni temu sugerował, że może chodzić o haki na trzech b. szefów MON, a dziś kandydatów na prezydenta: Bronisława Komorowskiego, Radosława Sikorskiego (obaj PO) i Jerzego Szmajdzińskiego (
SLD).
- Macierewicz w rozmowach w cztery oczy z oficerami szukał negatywnych informacji o Sikorskim i Szmajdzińskim - opowiada Dukaczewski. -Gdy rozmówca był gotów je przekazać, mógł być zaproszony na przesłuchanie. Wśród tych niezweryfikowanych zeznań mogą być pomyje. Osoba pomówiona nie będzie miała żadnej możliwości obrony.
Szmajdziński przed komisją weryfikacyjną stanął raz. - Przesłuchiwał mnie Macierewicz. Z błyskiem w oku. Był bardzo nieprzyjemny. Gdy zwróciłem mu uwagę, że najpierw powinien mi okazać oświadczenie funkcjonariusza WSI, a potem pytać o zawarte tam fakty, krzyknął: "Ja tu jestem od zadawania pytań!".
Dukaczewski uważa, że treść przesłuchań może ujawnić prawdziwe intencje przesłuchujących, czyli szukanie informacji przeciwko konkretnym osobom. Stąd niechęć do oddania nagrań.
Zapytaliśmy wczoraj prezydenckie - go ministra Pawła Wypycha, czy prace nad aneksem trwają. Odparł tylko: - Prezydent powiedział, że żadnych nowych decyzji w sprawie aneksu nie ma.