Warunek: "bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia" dziecka. Co to znaczy? Tego ustawa nie precyzuje.
Ale w ciągu 24 godzin decyzję pracownika społecznego będzie oceniał sąd - i to sąd ostatecznie zdecyduje o losie dziecka. Dziś o ewentualnym odebraniu dziecka rodzicom decyduje najpierw sąd. Nad takim zapisem dyskutuje Sejm, a opisała go wczoraj "Rzeczpospolita".
Ustawa ma wprowadzić m.in. zakaz stosowania kar cielesnych. Precyzuje też, co przemoc w rodzinie oznacza. Na liście przemocy fizycznej obok duszenia znalazło się np. popychanie, a na liście przemocy psychicznej m.in. "kontrolowanie i zakaz kontaktów". Sprawcę przemocy domowej będzie można eksmitować. W gminach mają powstać zespoły, które będą gromadzić informacje na temat ofiar przemocy oraz osób ją stosujących. Będzie można to robić bez wiedzy tych osób. Głosowanie nad ustawą może się odbyć na początku marca.
Rozmowa z Joanną Luberadzką-Grucą, koordynatorem Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej
Aleksandra Pezda: "W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka" pracownik socjalny może odebrać dziecko rodzicom. Czy to dla rodzin bezpieczne?
Joanna Luberadzka-Gruca: Ten przepis niewiele wnosi. Teraz na mocy tzw. trybu obywatelskiego pracownik socjalny czy każda inna osoba może tak postąpić. To znaczy wezwać odpowiednie służby do zajęcia się dzieckiem, które np. wałęsa się po ulicy albo płacze w mieszkaniu, a upojeni alkoholem dorośli nie są w stanie sprawować nad nim opieki. Po wprowadzeniu tego przepisu pracownik socjalny i tak ma wezwać do pomocy np. policję, chociaż w sytuacji nagłej, kryzysowej czekanie na taką asystę może być trudne. W tym zawodzie zazwyczaj pracują kobiety. Trudno sobie wyobrazić, że same będą wydzierały dziecko pijanemu ojcu. W rezultacie o ewentualnym przekazaniu dziecka do rodziny zastępczej nadal decydować będzie sąd. Proponuję, żeby sytuacje, o których mowa w ustawie, gdzieś precyzyjniej opisać. Pracownik socjalny nie może sam interpretować, co znaczy "zagrożenie życia lub zdrowia" dziecka. Pracownicy socjalni są różnie przygotowani do pracy i mają różne doświadczenie zawodowe. A ta ustawa bardzo podnosi ich znaczenie i dodaje im poważne zadania. Czy sobie poradzą? Będzie trudno bez dodatkowych szkoleń i precyzyjniejszych wskazówek.
Czy taki przepis jest więc potrzebny?
- Ustawa o przemocy w rodzinie jest bardzo potrzebna. Co prawda uważam, że edukacja rodziców przynosi lepsze skutki niż zaostrzanie prawa. Jednak nie mieliśmy dotąd ustawy, która by w bezpośredni sposób chroniła dzieci. Dlatego przemoc w rodzinie jest różnie traktowana - często uważa się, że to wewnętrzna sprawa rodziny, i zostawia się dzieci bez pomocy. Ta ustawa może wiele zmienić w świadomości. Wprowadzenie podobnych przepisów w krajach skandynawskich znacznie obniżyło poziom przemocy w rodzinie.
Co zrobić, by nie dochodziło do wydzierania dziecka rodzicom? Tak jak w było przypadku dwumiesięcznej Róży z Wielkopolski albo 11-letniego Sebastiana z Lublina. Odebrano je rodzicom, bo w domu było brudno.
- Dlaczego do takich dramatów dochodzi, choć z aktualnych przepisów wynika, że ze względu na dobro dziecka można odstąpić od wyroku sądu nakazującego odebranie rodzicom? Dlaczego mimo zapisu w ustawie o pomocy społecznej o tym, iż dzieci powinny być umieszczane najpierw w rodzinnych formach opieki zastępczej, a dopiero kiedy się nie da, w domach dziecka, u nas dzieje się odwrotnie? Bo to jest prostsze. Bo u nas dobro dziecka jest źle rozumiane. Nie wszyscy rozumieją, że często zostawienie dziecka z nieporadnym rodzicem może być dla niego lepsze niż dom dziecka. Że odbieranie dzieci to ostateczność. Dlatego powinniśmy jednocześnie wypracować system wspierania rodziny. Taki, żeby najpierw przy czyjejś pomocy spróbowała poradzić sobie z problemami. Mówi o tym projekt ustawy o wspieraniu rodziny, nad którym pracuje na razie Ministerstwo Pracy. Powinien zostać przyjęty równocześnie z ustawą o przemocy, wtedy miałaby ona większy sens.
Źródło: Gazeta Wyborcza