http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Do przedszkola tylko z PIT-em

Emilia Iwanciw
2010-02-24, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 19:34

Przedszkole w Bydgoszczy
Przedszkole w Bydgoszczy
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta

Zapisując dziecko do publicznego przedszkola w Bydgoszczy i we Wrocławiu, rodzice będą musieli pokazać zeznanie podatkowe. Władze chcą zajrzeć do rubryki "miejsce zamieszkania"

ZOBACZ TAKŻE


Gmina ma obowiązek przyjąć do przedszkoli w pierwszej kolejności swoich mieszkańców, a nie sąsiadów - mówi Marian Sajna, szef wydziału edukacji w Bydgoszczy. - Przedszkoli mamy za mało, nie stać nas na nowe. Musimy zapewnić miejsca dla bydgoszczan.

Odcinanie dzieci z sąsiednich gmin od miejskich przedszkoli zaczęło się w Bydgoszczy rok temu. Przy naborze trzeba było pokazać meldunek w stolicy Kujawsko-Pomorskiego. Ale rodzicom z podmiejskich sypialni udawało się to obejść. Meldowali się w mieście na kilka dni przed złożeniem dokumentów. Podobnie we Wrocławiu, gdzie wiosną w mieście przybyło nagle 1500 dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. - Nie byliśmy przygotowani na ten "cud narodzin" - mówi Paweł Czuma z biura prasowego wrocławskiego ratusza. - Przez to wiele dzieci, których rodzice przez cały rok płacili podatki we Wrocławiu, nie miało miejsca. Doszliśmy do wniosku, że wrocławianie powinni mieć pierwszeństwo do tej usługi.

W tegorocznym naborze, który rozpocznie się wiosną, starający się o miejsce w przedszkolu w Bydgoszczy i we Wrocławiu dostaną dodatkowe punkty, jeśli pokażą ostatni PIT. Trzeba w nim podać miejsce zamieszkania na ostatni dzień roku podatkowego (czyli 2009). W Bydgoszczy przypuszczają, że zwolni się kilkaset miejsc zajmowanych przez dzieci z sąsiednich gmin.

- Będziemy mieć problem - mówi Krzysztof Kula, zastępca wójta gminy Sicienko k. Bydgoszczy. - Nasi mieszkańcy od lat wożą dzieci do Bydgoszczy, gdzie pracują. Płacimy na każde z tych dzieci 500 zł miesięcznie wydziałowi edukacji w Bydgoszczy. I co rodzice teraz mają zrobić? Przecież do września nie zbudujemy nagle u siebie przedszkola.

- Sytuacja zaczyna być patologiczna - komentuje wicedyrektor jednego z najpopularniejszych bydgoskich przedszkoli publicznych. - Władze posuwają się do coraz bardziej restrykcyjnej kontroli, by w statystykach się zgadzało i nie trzeba było budować kolejnego przedszkola. Ucierpią dzieci. Rodzice z podbydgoskiego Osielska będą musieli zabrać dzieci. Dla malucha, który z trudem przyzwyczajał się do nowego otoczenia, to prawdziwy dramat.

Urzędnicy bronią się. - Dzięki temu prawdopodobnie dla wszystkich dzieci z miasta wystarczy miejsc - mówi dyrektor Sajna. - A sąsiednie gminy powinny budować same przedszkola. Nie może być tak, że podmiejska gmina inwestuje w ładne drogi, a bydgoszczanie muszą jeździć po dziurawych, bo ich pieniądze przeznaczane są na przedszkola dla sąsiadów.

Dorota Kowalewska, której córka chodzi do bydgoskiego przedszkola Mały Poliglota, a mieszka w sąsiedniej gminie: - Urzędnicy nie biorą pod uwagę, że w domkach poza miastem żyją rodowici bydgoszczanie, którzy od lat pracują w mieście, robią zakupy i spędzają czas. Poza tym jakim prawem urzędnicy żądają ode mnie PIT-u?

Prawnicy twierdzą jednak, że to dozwolone. - Środki stosowane przez gminy są dość oryginalne, ale zgodne z prawem - mówi mecenas Bogdan Fischer z kancelarii Chałas i Wspólnicy. - Urzędnicy chcą spełnić postanowienia ustawy, która zobowiązuje ich do zapewnienia miejsc w przedszkolach dzieciom z własnej gminy. Urząd ma prawo oczekiwać od mieszkańców ksero dokumentu z informacją o miejscu zamieszkania. Choć można się zastanowić, czy ograniczenie dostępu do przedszkoli nie jest naruszeniem praw konstytucyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':