- Policjanci nie musieli się bronić. Jedynym celem ostrzelania samochodu była chęć zatrzymania podejrzanych. Tymczasem władza może stosować przemoc wobec podejrzanych tylko w sposób proporcjonalny do okoliczności - uznał Trybunał Praw Człowieka.
We wtorek Trybunał ogłosił wyrok w sprawie śmierci zastrzelonego przez policję w 2002 roku Przemysława Kałuckiego. Skargę wniosły jego matka i przyjaciółka. Chodziło o strzelaninę w Centrum Sportowym w Spale. Akcja była zaplanowana. Policjanci dostali sygnał, że dwa gangi zamierzają ze sobą walczyć w Centrum Sportowym. Pojechali więc ich zatrzymać. Nie wszyscy funkcjonariusze byli umundurowani. Na miejscu usiłowali zatrzymać m.in. trzech mężczyzn stojących przy samochodzie. Ci wskoczyli do samochodu i zaczęli uciekać. Dwaj policjanci stali na drodze samochodu i w ostatniej chwili uskoczyli. Uciekinierzy wpadli w ślepą uliczkę. Jechali z szybkością ok. 20 km na godzinę. Policjanci oddali do nich w ciągu 15 sekund 40 strzałów. Twierdzili, że strzelali w
opony, ale żadna nie była uszkodzona. Za to dwaj uciekinierzy zostali ranni. Jeden z nich - Kałucki - miał pięć ran postrzałowych. Zmarł, zanim przyjechała karetka pogotowia.
Matka i przyjaciółka zastrzelonego mężczyzny złożyły w Prokuraturze Rejonowej w Łodzi wniosek o wszczęcie postępowania w związku ze śmiercią Kałuckiego. Ta odmówiła, uznając, że policjanci strzelali w obronie własnej. Sąd podtrzymał tę odmowę.
Wtedy kobiety poskarżyły się do Strasburga, że państwo polskie naruszyło w tej sprawie obowiązek ochrony życia, używając nieproporcjonalnie ostrych środków przymusu, a następnie nie dopełniło obowiązku zbadania, czy policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień, czego skutkiem była śmierć człowieka.
Polski rząd nie przedstawił wyjaśnień, nie podał nawet, jakie w Polsce obowiązują przepisy dotyczące użycia broni przez policję. To ewenement. Trybunał zbadał więc sprawę wyłącznie na podstawie materiałów przedstawionych przez skarżące.
I uznał skargę za uzasadnioną. Stwierdził, że policjanci nie strzelali w obronie własnej, bo ostrzelali
samochód, gdy minął już funkcjonariuszy i nic nie zagrażało ich życiu. Do tego nie strzelali w opony, co wystarczyłoby do udaremnienia ucieczki.
W wyroku Trybunał podkreślił, że akcja policji była źle przygotowana m.in. dlatego, że policjanci nie rozpoznali sytuacji na miejscu, a wiedząc, że może dojść do strzelaniny, nie zadbali, by w pobliżu była karetka pogotowia. Trybunał uznał też, że władze nie dopełniły obowiązku wyjaśnienia, czy policjanci nie nadużyli uprawnień. To także naruszenie prawa do ochrony życia, szczególnie jeśli ktoś ginie z ręki funkcjonariusza.
Spytaliśmy inspektora Mariusza Sokołowskiego, rzecznika komendanta głównego policji, czy po tym wyroku komendant główny wyciągnie konsekwencje dyscyplinarne w stosunku do organizatorów akcji w Centrum Sportowym w Spale? - Komendant główny jest w tej chwili za granicą. Kiedy zapozna się z wyrokiem - zdecyduje - odpowiedział.
Dla "Gazety" dr Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka
- Jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego rząd nie współpracował z Trybunałem w wyjaśnieniu tej sprawy. Teraz, skoro Trybunał stwierdził, że akcja policji była źle przygotowana i przeprowadzona, czego efektem jest śmierć człowieka, należy oczekiwać, że komendant główny policji wyciągnie konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za jej zorganizowanie. Niepokojące jest, że to w ciągu kilkunastu miesięcy już druga przegrana w Strasburgu sprawa o naruszenie przez władze prawa do życia. I druga, w której prokuratura nie dopełnia obowiązku przeprowadzenia dogłębnego śledztwa.