http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słynne katastrofy mostów

kospa
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 17:58

Do katastrof mostów w historii dochodziło wielokrotnie. Oto tylko niektóre z nich

ZOBACZ TAKŻE
Most w Tacoma

Jego otwarcie miało miejsce w maju 1940 r. Jednak już 7 listopada tego samego roku most zawalił się.



Konstrukcja tego mostu jest idealnym przykładem struktury wybitnie nieodpornej na oddziaływanie wiatru. Przy 840 m długości główne przęsło mostu wiszącego miało jedynie 12 m szerokości. Właśnie to stało się powodem niebywałej wiotkości konstrukcji. Pracujący przy budowie robotnicy skarżyli się na mdłości wynikające z dużych ugięć mostu.

Już po otwarciu most stał się niemal atrakcją turystyczną ze względu na niesamowite doznania towarzyszące przejeżdżaniu bądź przechodzeniu po nim. Z tego powodu Tacoma Narrows zyskał sobie miano "Galopującej Getry". Most rozpadł się 7 listopada 1940 r.

Komentuje prof. Jan Biliszczuk

z Politechniki Wrocławskiej, jeden z najwybitniejszych polskich konstruktorów mostów:

Do tej katastrofy doszło w 1940 roku, a specjaliści od tzw. inżynierii wiatrowej zajmują się nią do dzisiaj. Projektantem Tacoma Bridge był Leon Moisseiff, bardzo doświadczony inżynier, który współpracował przy budowach bardzo wielu mostów wiszących, m.in. z Josephem Strassem, konstruktorem słynnego Golden Gate w San Francisco.

Zgubiła go postępowość. Bo most w Tacoma różnił się od swoich słynnych poprzedników, m.in. właśnie od Golden Gate. Zamiast tradycyjnej wtedy konstrukcji przęsła tzw. kratownicowej, czyli elementów prętowych połączonych w wielką kratę, zastosowano tzw. blachownicę - ciągłą, pełną płaszczyznę. Nikt na świecie wtedy nie wiedział, że to bardzo niekorzystne aerodynamicznie. Przez kratownicę wiatr przelatuje, blachownica stawia mu opór, działa trochę jak żagiel. I dlatego na Tacomie nastąpiło zjawisko tzw. flatteru giętno-skrętnego.

To zjawisko nakładania się na siebie drgań skrętnych i giętnych. Na filmie doskonale to widać - most odchyla się w dół i górę, a potem dodatkowo jeszcze przekręca się wzdłuż. Do tego doszło zjawisko rezonansu, bo akurat znad Pacyfiku wiatr wiał z taką siłą, że te drgania zamiast gasnąć, stawały się coraz większe. W końcu konstrukcja tego nie wytrzymała.

Z tego zdarzenia wyciągnięto jednak wnioski, bo od tego czasu nie było na świecie katastrofy typu "flatter", czyli spowodowanej nakładaniem się tych drgań. Inżynierowie badający katastrofę odkryli, że ich częstości powinny być od siebie maksymalnie oddalone. Normy wymagają, żeby ta różnica wynosiła co najmniej 1,5. W moście Takoma była bliska jedynki, czyli drgania się na siebie prawie nakładały.

W najdłuższym polskim moście wiszącym, który budujemy teraz we Wrocławiu, różnica wynosi aż 5,5. Uzyskuje się to, stosując odpowiedni materiał i rodzaj konstrukcji. Zjawisko flatteru giętno-skrętnego na pewno więc nam nie grozi.



Most Silver na rzece Ohio

Most łańcuchowy skręcił się jak wstążka, następnie przechyliło się przęsło środkowe i obróciło się nawierzchnią w dół. Pojazdy wraz z mostem runęły do rzeki. Katastrofa mostu łańcuchowego Silver przez rzekę Ohio pochłonęła życie 46 osób. Do tragedii doszło 15 grudnia 1965 r.



To jeden z wypadków, do jakiego doszło z powodu wykorzystania wadliwych materiałów.

Most w West Gate w Melbourne

Most miał być odpowiedzią na Harbour Bridge w Sydney. Do tragedii doszło 15 października 1970 r. jeszcze podczas jego budowy.



Do dziś pozostaje to największa katastrofa przemysłowa w Australii.



Inne katastrofy mostów:

Most w Oakland



Most w Minneapolis



Most na rzece Mississippi



Most w Minneapolis



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':