http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niech żyje sojusz z Sojuszem

Jacek Fedorowicz
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 18:19

Są ludzie skupieni na myśleniu nie o tym, żeby coś pożytecznego zrobić, tylko żeby komuś dopiec. Niby myślą o różnych innych sprawach, ale czynią to z obowiązku lub przyzwyczajenia, prawdziwą frajdę mają tylko wtedy, gdy nagle wpadnie im do głowy takie sformułowanie, taki epitet, że adresat tych słów będzie dotknięty do żywego, obrażony, poniżony, że go to zdenerwuje, a przede wszystkim zaboli

Jacek Fedorowicz
Jacek Fedorowicz
Kiedy Jarosław Kaczyński walczył o zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych 2007, było oczywiste, że w ramach kampanii wyborczej jako szef partii pretendującej do zwycięstwa powinien odbyć debatę z szefem drugiej pretendentki Donaldem Tuskiem. Wszyscy tej debaty oczekiwali i to, że Jarosław Kaczyński jakoś się nie kwapi, budziło powszechne zdziwienie. Jarosław zwlekał, aż wreszcie ogłosił, że odbędzie debatę z Aleksandrem Kwaśniewskim. Dlaczego? Aaaa ! Na to pytanie czekał Jarosław z wewnętrznym uśmiechem od ucha do ucha, bo przygotował sobie odpowiedź, która miała Donalda Tuska sprowadzić do parteru. Spotkam się z Aleksandrem Kwaśniewskim, bo chcę pogadać z szefem, a nie jego podwładnym - oświadczył. Wyobrażam sobie, jak musiał się cieszyć prezes Jarosław, gdy wpadł na ten pomysł. Wyjaśnienie, dlaczego nie rozmawia z Tuskiem, tylko jego zwierzchnikiem, powtarzał przy różnych okazjach i dziecięca radość emanowała z jego dostojnej zazwyczaj postaci. Propaganda PiS w owym czasie dodatkowo utwierdzała wszystkich w przekonaniu, że największym wstydem dla partii z rodowodem solidarnościowym byłoby zawarcie jakiegokolwiek paktu z lewicą. Koalicja z Samoobroną to była smutna konieczność, koalicji z lewicą nie usprawiedliwiało nic.

Mamy rok 2010, sojusz PiS i SLD w komisji hazardowej, w Polskim Radiu, a przede wszystkim w TVP trwa i krzepnie. Mimo pewnych zadrażnień. Anita Gargas ("Misja specjalna") traci właśnie stanowisko szefowej publicystyki, bo - według słów zawartych w proteście Klubu Lewicy do prezesa TVP - film o gen. Jaruzelskim "odbiega znacząco od standardów, jakimi powinna kierować się telewizja publiczna". Wiadomo, że standard właściwy to atakowanie wspólnego wroga, czyli PO, a nie wzajemne kopanie się po kostkach. Ale to mało znaczący epizod, raczej - znów - folgowanie odruchom naturalnym PiS, które nakazują przystępować do niszczenia koalicjanta nazajutrz po podpisaniu układu. Koalicji nie grozi szybki koniec, ponieważ opiera się ona na solidnych podstawach wspólnoty interesów, a także zbieżności ideowej. Ostatecznie PiS to lewica, tyle że chodzi do kościoła, a SLD nie chodzi. No i może totalitaryzm dla SLD to wspomnienie przeszłości, a dla PiS upragniona przyszłość. Poza tym nie ma przeszkód, by rozwijała się dalsza owocna współpraca.

Nie ma w tym nic zdrożnego, taka jest logika gry politycznej. Tylko czasem tak mnie korci, żeby spytać, czy ktoś przypadkiem nie szykuje się do jakiejś dyskusji z kierownictwem PiS, bo może wtedy zamiast Jarosława zaprosiłby Grzegorza Napieralskiego?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów