http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Samowolka internetowa w rządzie

Grzegorz Gądek
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 14:31

Strony internetowe polskich instytucji rządowych przechodzą gruntowną modernizację. Jest ładniej, ale każdy resort robi własne projekty i szuka wykonawców na własną rękę. Efekt? Kosztuje to za dużo i za kilka lat wydamy te pieniądze jeszcze raz.

Strona główna serwisu Prezydent.pl, 26 października 2009
Źródło: Prezydent.pl
Strona główna serwisu Prezydent.pl, 26 października 2009
ZOBACZ TAKŻE
Dwie najważniejsze instytucje - Kancelaria Prezydenta i Kancelaria Premiera uruchomiły przed kilkoma miesiącami nowe serwisy internetowe. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło z kolei, że jego nowy serwis internetowy kosztować będzie prawie milion złotych. Zmiany szykują tez inne instytucje. Ale sposób w jaki odświeżają swoje witryny pozostawia wiele do życzenia.

Zestaw podstawowy: duże zdjęcie i Youtube

Ich twórcy naśladują rozwiązania, które stały się już światowym standardem. Wyznacznikiem jakości jest strona prezydenta USA Baracka Obamy. Podobieństwo do niej widać zarówno na stronie prezydenta Kaczyńskiego jak i premiera Tuska. I nie ma w tym nic złego - nie wstyd iść za najlepszymi.

Jakie standardy panują dziś? Na stronie głównej widzimy centralny element - duże zdjęcie, które przedstawia aktualne, ważne wydarzenie (lub zmieniająca się galeria kilku najważniejszych wydarzeń) i krótki, tekstowy opis. Kliknięcie w ten element przenosi do artykułu, lub nagrania wideo. W serwisie jest archiwum wydarzeń, adres urzędu, informacje o jego organizacji i wszelkie akty prawne, których publikacja jest obowiązkowa. Zgodnie z prawem istnieje też wersja dla osób niewidomych. Jeśli urząd posiada sprawny dział PR, w serwisie pojawiają się nowoczesne formy komunikacji takie jak kanał wideo w serwisie Youtube, czy konto w portalu Facebook.

Strony ministerstw jak osobne księstwa

Taniej i lepiej jest tworzyć serwisy rządowe je na jednej centralnie modernizowanej platformie. Podstawowy schemat jest prosty i można go bez przeszkód, stosować w każdym urzędzie, zmieniając tylko projekt graficzny. Tego niestety w polskim rządowym internecie nie ma. Każde ministerstwo realizuje swój projekt osobno, podpisuje kontrakty ze swoim wykonawcą. Nikt nie zarządza serwisami rządowymi jako platformą technologiczną spełniającą niezbędne wymagania, którą można by rozwijać centralnie, a nie w ramach wielu kosztownych, fragmentarycznych projektów. Byłoby oszczędniej, bo dziś każde ministerstwo czy urząd musi utrzymać specjalny zespół zajmujący się nie tylko uzupełnianiem treści, ale i rozwojem funkcjonalności serwisu.

W niektórych przypadkach może się okazać, że jest potrzebna dodatkowa część serwisu, dostępna po zalogowaniu (np. dla obsługi samorządów, lub placówek dyplomatycznych). Tę część można rozwijać autonomicznie, ale jako nadbudowę tego samego systemu. Też byłoby oszczędniej.

Brak myślenia o rządowych serwisach internetowych w kategoriach wspólnej platformy technologicznej to nie tylko zbędne etaty, ale przede wszystkim obniżanie standardów realizacji. Jeśli każdy system powstaje od nowa, to powielenie przez wykonawców identycznych błędów jest bardziej prawdopodobne.

Zagadka: jak wpisać kod, którego nie można zobaczyć?

Wystarczy wejść na nową stronę Premiera, aby zobaczyć, że w wersji dla osób niewidomych umieszczono formularz kontaktowy, który poza wpisaniem treści zapytania i danych kontaktowych, wymaga przed wysłaniem wiadomości przepisania kodu pokazanego na obrazku.

Niestety nie potrafią tego kodu odczytać programy, dzięki którym niewidomi korzystają z internetu. Czy nie jest to prosty błąd, który warto poprawić tylko raz? Kto zagwarantuje, że żaden inny wykonawca nie powtórzy tego błędu?

Open source dla administracji?

Jak temu zaradzić? W strukturach administracji rządowej powinien powstać ośrodek koordynujący tworzenie nowych stron internetowych w oparciu o jeden system zarządzania treścią, najlepiej dostępny na licencji Open Source (otwarte źródło), która pozwoli możliwie bezboleśnie zmieniać firmy rozwijające system. Powinien też zadbać o jakość aplikacji uzupełniających poszczególne serwisy internetowe - jak wspomniane sekcje dla samorządów, lub placówek dyplomatycznych. Takie centrum mogłoby też przeprowadzić audyt poziomu zatrudnienia w działach obsługi serwisów internetowych poszczególnych ministerstwach.

Rząd: pomysł zasadny, ale...

Czy to się może udać? W polskim sektorze publicznym często nie myśli się o jakości końcowej produktu. Najlepszym przykładem jest fatalny program Płatnik i praktyczny brak komunikacji z obywatelami w kwestii "E-sądów", które pojawiły się nagle i niespodziewanie jako gotowy produkt. Ich wdrażanie łamie fundamentalne zasady zarządzania projektami.

Wiceszef MSWiA Witold Drożdż, odpowiedzialny w rzadzie za projekt "Polska Cyfrowa" ocenia, że powołanie centrum, które opracowałoby wspólne kryteria budowy serwisów internetowych dla wszystkich urzędów państwowych jest "niemożliwe ze względów ustrojowych". Bo nie da się zmusić np. Kancelarii Prezydenta czy Sejmu do stosowania zaleceń takiego centrum. A w samorządzie byłoby to skomplikowane ze względu na "specyficzne potrzeby poszczególnych jednostek", które często łączą się z istniejącymi już systemami zewnętrznymi. A poza tym takie podejście mogłoby "ograniczyć możliwości konkurencji dla małych firm". Drożdż przyznaje jednak: "W przypadku serwisów rządowych wniosek powołania takiego centrum jest w pełni zasadny".

Tylko kiedy? Wkrótce wszystkie obecne witryny rządowe trzeba będzie modernizować, bo technologie internetowe to jedna z najszybciej rozwijanych dziedzin na świecie. Niedługo znów kilkanaście instytucji zacznie zamawiać na własną rękę nowe projekty u kilkunastu wykonawców. Pieniądze z kieszeni podatników znów popłyną szerokim strumieniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':