http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ja, Traviata

Magda Żakowska
2010-02-26, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 11:16

To jest historia dojścia do świętości bez tych wszystkich mieszczańskich bibelotów - bez prostytutki, bez nawrócenia, bez rodziny. Rozmowa z reżyserem Mariuszem Trelińskim

Aleksandra Kurzak, sopranistka, śpiewająca partię Violetty, 
podczas próby 18 lutego
Fot . Albert Zawada
Aleksandra Kurzak, sopranistka, śpiewająca partię Violetty, podczas próby 18...
ZOBACZ TAKŻE
Kim jest Traviata?

- To postać autentyczna. W XIX-wiecznym Paryżu zbudowała niezwykłe imperium. Miała

16 lat, kiedy przyjechała do Paryża, i w ciągu trzech lat stała się najważniejszą damą półświatka. Prostytutką analfabetką, w której kochali się artyści i dżentelmeni. Stworzyła salon sztuki. Po jej śmierci ustawiła się kolejka nie tylko wierzycieli, ale i tych, którzy usiłowali kupić fragmenty jej garderoby czy perfumy, aby poznać tajemnicę jej stylu. Musiała mieć niezwykłą osobowość.

Jednym z kluczy do tej postaci była dla mnie Dita von Teese. Amerykańska gwiazdka striptizerka, celebrytka [aktorka, modelka i była narzeczona Marilyna Mansona], która do perfekcji opanowała pastisz retro.

Ale Traviata to postać tragiczna.

- To kobieta, która systematycznie traci złudzenia. Do tej pory w "Traviacie" śmierć była tylko luksusowym dodatkiem do melodramatu. U mnie jest inaczej. Świadomość śmierci to sytuacja graniczna, która powoduje kompletne przewartościowanie myślenia o życiu.

Choroba jest w pana "Traviacie" tematem najważniejszym?

- Opowiadam tę historię z dystansem i ironią. Dokładnie tak jak w filmie "Cały ten zgiełk" Boba Fosse'a. To jest wspaniała i efektowna opowieść o świecie musicalowych artystów, o atmosferze zabawy i szaleństwa, która zakrywa temat śmierci. Moja "Traviata" mówi też o tym, że w życiu codziennym śmierci nie ma. Temat ten jest wstydliwie wyparty. Istnieje tylko w nas. Traviata przewartościowuje swoje życie, uwalnia się od świata wiecznej zabawy, ale wie też, że miłość nie jest dla niej możliwa i niczego nie zmieni. Kiedy zyskuje tę świadomość, uwalnia się, rodzi się na nowo.

Ale Alfredo do niej wraca.

- Tego nie wiem. U mnie Traviata marzy o tym, żeby wrócił. Ale kiedy się pojawia, mam wrażenie, że to już tylko jej złudzenie, że ona jest już w tunelu śmierci.

Happy end w wersji Verdiego byłby dziś zbyt trywialny?

- Kto chce takiego finału, ten go zobaczy. Dla mnie ciekawsze jest to, że w finale Traviata śpiewa o przedziwnej radości. Ostatnie słowo tej opery to "szczęś-cie". Dla mnie to szczęście wyzwolenia.

Ta kobieta jest już wolna od gry, od miłości i od kariery. To jest historia dojścia do świętości bez tych wszystkich mieszczańskich bibelotów - bez prostytutki, bez nawrócenia, bez rodziny.

Bo dziś historia nawrócenia prostytutki to zużyty temat?

- Po dziesiątkach filmów i książek, które mówią o biednych zbłąkanych kobietach spod latarni, nie jest to już interesująca historia.

Zbudowałem opowieść o dojrzewaniu duchowym kobiety, która w konfrontacji ze śmiercią całkowicie weryfikuje to, kim była do tej pory. Moja Traviata jest gwiazdą kabaretu, miejsca tandetnej sztuki, takiego Crazy Horse. To jest cały jej świat. I nie jest tak, że przychodzi młody chłopiec, składa jej propozycję, a ona nie ma wyboru. Traviata ma gdzie i jak żyć. Wybiera Alfreda, ale zostawia dla niego świat, który był dla niej ważny.

To jest Traviata w wersji feministycznej.

- Ona wyznaje pierwszą zasadę prostytutki: nie uznaje miłości, bo miłość oznaczałaby dla niej samozatracenie i uzależnienie. I nagle spotyka młodego człowieka, który ją kocha i kruszy ten jej pancerz. W tym momencie następuje genialny zabieg Verdiego - odwrócenie ról. Chłopak, który brzydził się prostytutką, sam w ciągu sekundy się nią staje. Bo Alfredo zostaje utrzymankiem Traviaty.

Czy znów możemy spodziewać się w pana inscenizacji publicystyki?

- Nie. Sztuka w moim pojęciu dotyczy spraw wiecznych.

Źródło: Duży Format
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy