- Nic mi nie wiadomo, by panowie rozmawiali - mówi nam rzecznik Lewicy Tomasz Kalita. - Znając stosunek pana Napieralskiego pana Kaczyńskiego, nie przypuszczam, by mogli coś razem ustalać.
"Gazeta": Jaki to stosunek?
- Negatywny, oczywiście negatywny.
"Gazeta": To jak oni medialną koalicję utrzymają?
- To nie żadna koalicja, to porozumienie kilku osób.
Rzecznik
PiS Mariusz Błaszczak: Nic o tym nie wiem, nie śledzę.
"Gazeta" - Spotkanie mogłoby odbyć się bez pana wiedzy?
- Nie wiem, ale nie sądzę.
Do rozmowy liderów PiS i
SLD miało dojść, kiedy między medialnymi koalicjantami wybuchł konflikt o dokument "Towarzysz generał" pokazany w
TVP 1. Koalicjanci ustnie ustalili, że nie będą się faulować. A pokazanie dokumentu o gen. Jaruzelskim lewica za faul uznała. Była wściekła. W liście do prezesa TVP Romualda Orła (z rekomendacji PiS) klub parlamentarny Lewicy napisał, że film "odbiega znacząco od standardów, jakimi powinna kierować się
telewizja publiczna".
- Tzw. doły nie były w stanie zrozumieć, dlaczego TVP, która w połowie jest nasza, puszcza tak nieobiektywny film o generale - mówi nam jeden z posłów lewicy. - A Napieralski nijak nie umiał tego wyjaśnić.
Dlatego lewica postanowiła: muszą polecieć głowy! W radzie nadzorczej TVP (PiS i SLD mają po cztery głosy, dziewiąty - reprezentant ministra skarbu) lewica znalazła większość (potrzeba pięciu głosów) gotową do zawieszenia PiS-owskiego członka zarządu Przemysława Tejkowskiego, który odpowiada za program.
PiS się zorientował, że utrata jednego głosu w czteroosobowym zarządzie oznaczałaby, że partia utraci kontrolę nad spółką. Bo PiS miałby tylko głos prezesa Orła, a przeciwko głosy reprezentantów lewicy: Włodzimierza Ławniczaka i Pawła Palucha. Sojusz mógłby przeforsować każdą decyzję: personalną i programową.
- Dlatego, gdy ze strony lewicy padła nieoficjalna propozycja, by zamiast Tejkowskiego "poświęcić" np. szefa "Jedynki" Wojciecha Hoflika lub jego zastępczynię Anitę Gargas, PiS się długo nie zastanawiał. Wybrali Gargas, której powrotowi na Woronicza lewica była przeciwna - mówi nam jeden z dyrektorów TVP.
Z naszych informacji wynika, że to wtedy mogło dojść do spotkania Kaczyńskiego z Napieralskim. - Mieli uznać, że dla każdej ze stron posiadanie mediów publicznych w roku wyborczym jest ważniejsze niż odwołanie któregoś z dyrektorów TVP - mówi nasz rozmówca.
Zapytaliśmy Kalitę, czy Napieralski cieszy się, że Gargas została odwołana. - Na pewno jest zadowolony, że takie nierzetelne osoby jak pani Gargas nie piastują dyrektorskich stanowisk w TVP - odpowiedział.
Na odwołanie Gargas wybrano "idealny" moment: nieobecność prezesa Orła. - W ten sposób dyplomatycznie Orzeł nie był ani za, ani przeciw - mówią na Woronicza.
Szef rady nadzorczej Bogusław Szwedo (z rekomendacji PiS) pytany, czy będzie "wojna o Gargas", odparł: - Nie ma o co walczyć. Każdy członek zarządu ma prawo złożyć wniosek o odwołanie. Prezes Orzeł miał prawo być na urlopie, a zarząd pod jego nieobecność miał prawo Gargas odwołać. Wszystko odbyło się legalnie.
Wczoraj o interwencję w sprawie odwołania Gargas zwrócili się do rzecznika praw obywatelskich szefowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy.