http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żydzi i Arabowie biją się o grób Abrahama

Mariusz Zawadzki
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 09:41

Betlejem, Izrael. Co roku ortodoksyjni Żydzi pielgrzymują do grobowca Racheli - matki Izraela. Grobowiec jest jednym z miejsc otaczanych największą czcią przez wyznawców judaizmu.
Betlejem, Izrael. Co roku ortodoksyjni Żydzi pielgrzymują do grobowca Racheli - matki Izraela. Grobowiec jest jednym z miejsc otaczanych największą czcią przez wyznawców judaizmu.
Fot. TARA TODRAS-WHITEHILL AP

Izrael uznał Grotę Patriarchów i grób Racheli - obydwa na ziemiach okupowanych - za swoje dziedzictwo narodowe i chce restaurować je kosztem 107 mln dolarów. W odpowiedzi Palestyńczycy zaatakowali wczoraj izraelskich żołnierzy

SERWISY
Młodzi Palestyńczycy z Hebronu, gdzie znajduje się Grota Patriarchów, ciskali w żołnierzy kamieniami i pustymi butelkami - zostali rozproszeni granatami z gazem łzawiącym. Były to największe od wielu miesięcy zamieszki na Zachodnim Brzegu Jordanu okupowanym przez Izrael od 1967 r.

Dzień wcześniej, na specjalnym posiedzeniu rządu w Jerozolimie, premier Benjamin Netanjahu ogłosił, że Grota, w której zgodnie z żydowską tradycją pochowano Abrahama, Izaaka i Jakuba, zostaje - razem z betlejemskim grobem Racheli, żony Jakuba - wpisana na listę obiektów dziedzictwa narodowego i objęta programem renowacji za 107 mln dolarów. - Miejsca te muszą zostać zachowane, ponieważ pokazują pradawne związki Żydów z tą ziemią - mówił Netanjahu. - Nasze istnienie jako narodu nie opiera się tylko na potędze militarnej, ekonomicznej czy technologicznej. Jego fundamentem pozostaje narodowe dziedzictwo.

Słowa te wywołały oburzenie Palestyńczyków, bowiem oba grobowce również przez muzułmanów są uważane za święte (Abraham jest praojcem nie tylko Żydów, ale i Arabów). Co więcej, leżą na terenach, których Izrael nie przyłączył ani nie zamierza przyłączyć do swojego terytorium, ponieważ musiałby wtedy uznać za pełnoprawnych obywateli mieszkających tam Palestyńczyków, przyznając im np. prawo do głosowania. W Hebronie garstka kilkuset żydowskich osadników mieszka w centrum miasta pośród 170 tys. Arabów (na całym Zachodnim Brzegu jest ich 2,5 mln).

Deklaracja Netanjahu najbardziej ucieszyła właśnie osadników, szczególnie tych najbardziej fanatycznych, którzy uważają, że Zachodni Brzeg, nazywany przez nich Judeą i Samarią, to ziemia obiecana Żydom przez Boga i dlatego byłoby śmiertelnym grzechem oddawać ją Arabom.

Poprzedni premier Izraela Ehud Olmert zapowiadał, że niemal wszyscy osadnicy będą musieli opuścić osiedla, ponieważ na Zachodnim Brzegu powstanie państwo palestyńskie. Prawicowiec Netanjahu wydaje się być zadowolony ze status quo - po objęciu urzędu rok temu wstrzymał negocjacje pokojowe z Palestyńczykami. Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że jego niedzielne oświadczenie jest kolejną prowokacją, która ma uniemożliwić porozumienie. Również Palestyńczycy nie chcą z nim rozmawiać, dopóki nie wstrzyma rozbudowy osiedli żydowskich.

Inwestycje na ziemiach okupowanych - takie jak osiedla czy renowacja zabytków - Palestyńczycy odbierali zawsze jako dowód na to, że wszelkie propozycje pokojowe Izraela są niepoważne. Gdyby bowiem rząd w Jerozolimie rzeczywiście zamierzał oddać większość Zachodniego Brzegu (jak mówili premierzy Olmert i Ehud Barak), nie inwestowałby tam miliardów dolarów i nie osiedliłby tam blisko pół miliona ludzi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 108 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':