http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wściekły jak Gordon Brown

Jacek Pawlicki
2010-02-23, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 17:23

Trzy miesiące przed wyborami na starannie kreowanym wizerunku brytyjskiego premiera pojawiła się skaza. Wyszło na jaw, że miewa napady wściekłości i zastrasza otoczenie

Brown (z lewej) i jego zaufany minister Peter Mandelson wczoraj w Londynie
Fot. POOL REUTERS
Brown (z lewej) i jego zaufany minister Peter Mandelson wczoraj w Londynie
SERWISY
Zaczęło się w miniony weekend, kiedy lewicowy "The Observer" opublikował fragmenty książki swego publicysty Andrew Rawnsleya "The End of the Party" ("Koniec Partii"). Z ujawnionych fragmentów mającej ukazać się 1 marca książki wynikało, że szef brytyjskiego rządu krzyczy na współpracowników i przeklina, a nawet łapie ich za kołnierze.

Według Rawnsleya, który ma dość dobre kontakty w środowisku rządzącej Partii Pracy, Brownowi zdarzyło się np. ściągnąć z krzesła sekretarkę, bo rzekomo zbyt wolno zapisywała to, co jej dyktował. Innym razem zbeształ pracującego dlań dziennikarza, który śmiał wytknąć podobieństwo między jego przemówieniami a mowami Billa Clintona i Ala Gore'a. Raz podobno uderzył ze złości w tylny fotel samochodu, a siedzący w nim współpracownik zasłonił się, myśląc, iż cios jest wymierzony w niego.

W niedzielę do obrony szefa przystąpili ministrowie Browna z najbardziej zaufanym Peterem Mandelsonem na czele. Zarzucili Rawnsleyowi, że zawarł w książce "całkowicie bezpodstawne złośliwe stwierdzenia". Sam Brown w wywiadzie dla "Independenta" stwierdził, że dziennikarz kłamie - bo choć premier ma na sumieniu "kilka ostrzejszych zagrań w rugby" i bywa czasem zły na samego siebie, to "nigdy nikogo nie uderzył".

Wówczas do akcji wkroczyła Christine Pratt z National Bullying Helpline, niezależnej organizacji zwalczającej przypadki zastraszania w miejscu pracy. Przyznała, że na gorącą linię NBH dzwoniły trzy-cztery osoby z Downing Street 10 (adres siedziby premiera), skarżąc się na straszną atmosferę w miejscu pracy. - Osobiście rozmawiałam z jedną z nich przez telefon - mówiła Pratt. - Nie twierdzę, że Gordon Brown jest tyranem, ale jestem zbulwersowana tym, że zaprzecza się informacjom bez podjęcia odpowiednich kroków.

Na Wyspach rozpętała się prawdziwa burza. Przywódcy opozycji - partii liberałów Nick Clegg i konserwatystów David Cameron - wezwali do wszczęcia śledztwa.

Partia Pracy odrzuciła te sugestie i przystąpiła do ataku na szefową NBH (ciesząca się osobistym poparciem Davida Camerona), zarzucając jej związki z opozycyjnymi torysami. Według nich konserwatywni posłowie mieli w niedzielę namawiać dziennikarzy, by skontaktowali się pilnie z panią Pratt, gdyż ona przekaże im bardzo ciekawe wiadomości.

W poniedziałek minister Peter Mandelson mówił bez ogródek, że doszło do "politycznej operacji mającej osłabić premiera". Przychylni laburzystom komentatorzy wskazywali zaś, że zarówno ujawnienie fragmentów książki, jak i rewelacje szefowej gorącej linii dla ofiar tyranów w pracy dziwnie zbiegły się w czasie z ofensywą polityczną Partii Pracy, która wciąż liczy na zwycięstwo w wyborach do Izby Gmin mających odbyć się najpóźniej na początku czerwca.

W odróżnieniu od charyzmatycznego Tony'ego Blaira Gordon Brown nigdy nie budził skrajnych emocji - uchodził za polityka dość bezbarwnego i nudnego. Kiedy kampania wyborcza 2010 r. weszła w końcową fazę, spece od wizerunku zaczęli pracować nad postrzeganiem Browna, któremu w powszechnym odczuciu brakowało "ludzkiego oblicza". To dlatego niedawno w telewizyjnym wywiadzie oglądanym przez ponad 4 mln telewidzów o mało nie rozpłakał się, opowiadając o śmierci swego dziecka przed kilkoma laty. Do tabloidów przeciekły informacje, że premier zaczął dbać o linię i zamiast kilku czekoladowych batoników woli jeść zdrowe banany.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':