Liczba zabitych jeszcze wzrośnie. Udało się co prawda pozbierać wszystkie ciała z ulic, ale wiele nadal leży pod gruzami. Nie wiadomo ile, bo na wyspie brakuje ludzi i sprzętu, by dokładnie przekopywać rumowiska. Jak mówi główny lekarz epidemiolog
Haiti, skala kataklizmu i tak jest przez rząd zaniżana.
Wiadomo, że większość ofiar to mieszkańcy stolicy kraju Port-au-Prince, gdzie zniszczeniu uległo dwie trzecie budynków, w tym szkoły, uniwersytety i kościoły, które w chwili katastrofy były wypełnione ludźmi. W sumie kataklizm pochłonął więcej istnień niż wielkie tsunami, które w grudniu 2004 r. nawiedziło południowo-wschodnią Azję, przynosząc śmierć blisko ćwierci miliona ludzi.
Mimo iż od katastrofy minął już ponad miesiąc i pomoc humanitarna płynie szerokim strumieniem, wciąż brakuje wody, żywności, lekarstw oraz namiotów dla bezdomnych. - Ponad milion moich rodaków śpi na ulicach - mówił haitański prezydent Rene Préval na szczycie państw Morza Karaibskiego w Cancun poświęconemu sytuacji na wyspie. Sąsiedzi Haiti,
USA i kraje UE obiecały, że każda bezdomna rodzina dostanie namiot - wysyłka potrwa jednak aż do końca kwietnia.
W prowizorycznych obozach dla uchodźców, które wyrosły na obrzeżach Port-au-Prince, panują fatalne warunki sanitarne. Kilkakrotnie donoszono już o wybuchu epidemii. Inny palący problem to los 63 tys. ciężarnych kobiet - 7 tys. z nich ma urodzić dzieci w tym miesiącu. Tymczasem jeszcze przed katastrofą śmiertelność matek i noworodków była na Haiti kilkakrotnie wyższa niż w sąsiednich krajach. - Teraz dzieci rodzą się w najgorszych warunkach, jakie można sobie wyobrazić - mówi dr Jonathan Evans, pediatra z Miami, który pracuje w jednym z polowych szpitali.
W dodatku kilka dni temu liczącą 9 mln mieszkańców wyspę nawiedziły ulewne deszcze, zamieniając obozy w trzęsawiska (reporterzy opisywali dramat Haitańczyków z amputowanymi nogami, na wózkach inwalidzkich, którzy próbowali wydostać się z błota), a za kilka tygodni nadejdzie pora deszczowa...
Rząd zapowiedział konfiskatę terenów pod budowę nowych obozów, którym nie zagrażałyby deszcze ani epidemie. Nie wiadomo jednak, czy uda się ten plan wprowadzić w życie. Ziemia na wyspie należy do garstki najbogatszych obywateli, którzy zapewne dobrowolnie jej nie oddadzą.